To wszystko przez święta i odnalezienie jednego z baaardzo starych numerów Bajtka*. Przypomniałem sobie komputery, które były moim wielkim marzeniem. Z tego co pamiętam, to nie tylko moim ale również moich kolegów.Pierwszym komputerem o którym marzyłem był ZX Spectrum. Plastikowa obudowa i gumowe klawisze oraz charakterystyczna tęcza w prawym dolnym rogu. Komputer podłączało się do telewizora, a gry wgrywało sie z magnetofonu. I grało się dniami i nocami. Ja miałem okazję walczyć z gumowym komputerem w czasie pewnych wakacji i ciotecznego brata. Grało się w takie dzieła jak: Bomb Jack, Commando, Exploding Fist, Jet Set Willy, Moon Patrol, Saboteur, Tapper, Uridium. Co ciekawe gry na “gumiaka” można było zdobyć np. nagrywając sygnał emitowany przez Rozgłośnię Harcerską. Pamiętam do dziś te audycje, które wyglądały mniej więcej tak: “Za chwilę nadamy sygnał gry na ZX Spectrum, prosimy o przygotowanie magnetofonów” I po chwili pojawiał się wymarzony dźwięk: htsszzzzzzzzzzzzzaxxxxxxxxxxxxxxxsjndasjaugdoausdlagldaaaaaaaaaaaaiiiiiiiiiiiigzzzzzzzzzzz” :)

Tymczasem w szkole wprowadzono lekcję informatyki, a pracownie komputerową wyposażono w to:

To powyżej to komputer Elwro 800 Junior, który produkowany był specjalnie dla szkół. Drucik na obudowie “robił” za podstawkę, np. do nut. Obudowa komputera była bowiem pierwotnie wykorzystywana w organach :) Ważne że działał i można było pograć. Oczywiście jeśli komuś było mało, można było zapisać się na kółko informatyczne. Ja miałem dużą potrzebę obcowania z najnowszymi zdobyczami techniki, zatem wraz z kolegą zapisaliśmy się do takiego kółka w innej szkole. Tam pracowania wyposażona była m.in. Timex 2048. Tam uczyliśmy się języka Logo, a także graliśmy w The Trap Door.

Kolejnym komputerem, o którym marzyłem i który w końcu dostałem było Atari 65 XE z oryginalnym magnetofonem (do dziś mam ten komputer i choć minęło blisko 20 lat – nadal jest sprawny!). Dzięki Atari i kilku grom wykończyłem kilkanaście joysticków. Ale jak mogło być inaczej, kiedy w pewnym momencie bardzo popularnym tytułem stał się Decathlon (i nie ma to nic wspólnego ze znanymi sklepami sportowymi). Inną grą, która zawładnęła mną na długie miesiące była River Raid - symulacja lotu myśliwcem – zadanie w zasadzie było proste leciało się wzdłuż rzeki, trzeba było niszczyć statki, śmigłowce oraz mosty (które dzieliły etapy), tankowało się wlatując na pole FUEL. Każdy etap oznaczał, że samolot leciał szybciej, a właściwie wszystko działo się szybciej. Inną grą, która pozwalała poznać wielki świat (inna możliwością wtedy było np. pisanie listów do zachodnich firm z prośbą o przesłanie naklejek, folderów reklamowych i czegokolwiek co można było uznać za element kultury zachodniej. Oczywiście uczestniczyłem w tej zabawie. Moje największe łupy to były foldery reklamowe lotniska Berlin Tegel oraz zdjęcie i naklejki Ajaxu Amsterdam – kto tego nie przeżył nie zrozumie jakie to uczucie zobaczyć kopertę z zagranicy w skrzynce w latach 80-tych :)) była gra Road Race gdzie jeździło się samochodem po całych Stanach Zjednoczonych. A jeśli już mówimy o samochodach, to trzeba koniecznie wspomnieć o Pit Stop – symulatorze Formuły I. Grało się też w: Boulder Dash, World Karate Chamiponship, Karateka, Montezuma Revenge oraz polską grę firmy AvalonRobbo. Poza grami było też spotkanie z językiem Basic. Pierwszy program był absolutnie doskonały:

10 print “Hello World”
20 Goto 10

:)

Jako posiadacz Atari 65 XE nie mogłem chcieć Commodore 64, bo byłoby to ideologicznie niewłaściwe, niemniej doceniałem zalety tego komputera. Wystarczyło, że C64 miał kolega, miałem więc okazję pograć w różne ciekawe gry niestety niedostępne na Atari. (Nie wiem czy tak było, ale mówiło się że chociaż gry z lepszą grafiką były na C64 znacznie większe możliwości pod tym względem tkwiły w Atari. Niestety jakoś nikt chyba tych możliwości w pełni nie wykorzystał).

Kolejnym marzeniem wcale nie była Amiga, a Atari. A dokładnie Atari 1040 ST. Wystarczającym argumentem było to że miał dwa razy więcej klawiszy funkcyjnych niż moje 65XE :) Ale tak naprawdę chodziło o to, że ten komputer umożliwiał tworzenie muzyki. I to nie żadnych popierdółek. W jednym z programów dla dzieci (chyba 5-10-15, albo Teleranek) pojawił się Jacek Skubikowski, który pokazywał jak na tym właśnie komputerze komponował jeden z przebojów, nie wiem czy nie chodziło o legendarne “Żółta żaba żarła żur”. Po takiej rekomendacji nie można było nie marzyć o tym komputerze. Już pomijam inne możliwości jakie ten komputer miał i jak wyglądały gry. Nie można oczywiście zapomnieć o tym, że oprócz komputera w zestawie był kolorowy monitor i mysz.

Ostatni komputer marzenie to Amstrad Schneider, który był w moich młodych oczach absolutnym szczytem techniki. A w związku z tym, że absolutnie nikt ze znajomych, ani nawet znajomi znajomych nie mieli tego komputera wydawał się już czymś absolutnie niedostępnym, czymś co pewnie nie opuściło murów NASA i tak naprawdę nie było dostępne dla zwykłych śmiertelników. Klawiatura (z kolorowymi klawiszami) oraz magnetofon stanowiły jedność. Do tego monitor.

We wspomnianym Bajtku były zestawienia komputerów i ceny, które płaciło się na najsłynniejszej chyba giełdzie komputerowej, która mieściła się w Warszawie przy ulicy Grzybowskiej. Jeśli mnie pamięć nie myli, Amstrady kosztowały jakieś astronomiczne sumy, które trudno było sobie nawet wyobrazić. Czasem zastanawiałem się czy te komputery w ogóle istnieją.

Po tym wszystkim nastała era komputerów IBM. Najpierw były 286 potem 386 i w końcu 486. A potem to już poszło. Kiedyś chyba zrobię swoje prywatne małe muzeum komputerów z lat osiemdziesiątych :)

*Bajtek – wyjaśnienie dla młodszych czytelników, którzy mogą nie wiedzieć (nie wiem czy mi się to śniło, czy widziałem w Milionerach, panienkę dla której Bajtek to pismo dla dzieci). Otóż Bajtek był w latach 80-tych jednym z pierwszych czasopism o komputerach i przewodnikiem po nowoczesnych technologiach i grach komputerowych. W 2001 lub 2002 byłem bliski spełnienia jednego z największych marzeń- pisania do Bajtka. Pismo miało być reaktywowane przez Axel Springer Polska, napisaliśmy teksty do numeru 0, ale jeśli mnie pamięć nie myli pojawiły się problemy związane z prawami do tytułu i sprawa ostatecznie upadła. Więcej o Bajtku.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: