Ex Oriente Lux to trzecia odsłona Asgaard czyli – jednego z dziewięciu światów składających się na kosmologie wszechświata Wikingów w mitologii nordyckiej. Dość często słyszy się opinię, że dopiero trzecia płyta jest wyznacznikiem wartości zespołu. Takie założenie nie zawsze działa na korzyść artystów, jednak w przypadku Asgaard jest inaczej.

Poprzedni album (Ad Sidera Ad Infinitum) przesłuchałem raczej ze średnim zainteresowaniem. Co prawda był zdecydowanie lepszy od debiutu (When The Twilight Set In Again), ale jednak miałem wrażenie, że takich zespołów słyszałem już sporo, a Asgaard nie wnosi nic nowego do muzyki. Pomny wcześniejszych doświadczeń z rezerwą podszedłem do nowego krążka zespołu. I o ile nie zostałem powalony na kolana, to z zainteresowaniem przebrnąłem przez całość Ex Oriente Lux.
Pierwszy wniosek jest taki, że Asgaard ciężko pracuje nad swoim stylem i efekty są coraz lepsze.
Po pierwsze, słychać, że muzycy odpowiednio dawkują dźwięki bez wyścigów, kto więcej i głośniej.

Po drugie coraz lepszy jest Przemysław Olbryt. Co prawda – moim zdaniem – najlepiej wypada, kiedy śpiewa normalnym głosem, a nie falsetem czy growlingiem. Bo o ile jego ?czysty? głos jest interesujący i dopełnia atmosferę poszczególnych utworów, to szczególnie falsetowe wokalizy – znowu dodam, ze to moja subiektywna opinia – trochę śmieszą. O ile wychodzi to Kingowi Diamondowi, to Przemkowi niekoniecznie. Podobnie jest z growlingiem. Moim zdaniem trochę za słaby głos.
Po trzecie. Nie do końca rozumiem rolę w grupie Honoraty Stawickiej. Według informacji we wkładce (swoją drogą dość oszczędnej. Gdzie są tytuły?) wspomniana Honorata gra na skrzypcach. Pomysł bardzo dobry, ten instrument z pewnością byłby ciekawym wzbogaceniem brzmienia Asgaard. Byłby, gdyby nie fakt, że gry Honoraty w zasadzie nie słychać. Gitarzysta i klawiszowiec (nomen omen bracia) skutecznie zagłuszają koleżankę. Z tego czego nie słychać wnioskuje, że Honorata akcentuje tylko poszczególne frazy, co zupełnie mija się z celem, ponieważ równie dobrze taki sam efekt można uzyskać przy użyciu klawiszy.
Tyle zastrzeżeń. Jeśli muzykom uda się wyeliminować te niedociągnięcia, na scenie pojawi się bardzo interesujący zespół. Jest nieźle, ale powinno być znacznie lepiej.

Tracklista (której musiałem szukać na oficjalnej stronie zespołu, bowiem we wkładce jej nie ma. Na dodatek trzy ostatnie utwory nie zostały nazwane, lub tytuły pominięto. I to kolejne nieporozumienie) :

1. Aegri Somnia
2. Primus In Orbe Deos Fecit Timor
3. Carpite Florem
4. Cogitemus Corpus Esse Mortale
5. Manibus Date Lilia Plenis
6. Habent Sua Fata Imagines
7. In Articulo Mortis
8. Quem Di Diligunt, Adulescens Moritur
9. Etiam Perire Ruinae
10. ?.
11. ?.
12. ?.

Recenzja ukazała się w CGM.pl

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: