Z dużym zainteresowaniem przyglądałem się w jaki sposób toczony był spór między ministrem Arłukowiczem, a Jackiem Krajewskim, szefem Porozumienia Zielonogórskiego.

Koniec roku od kilku lat przynosi to samo – zadymę na linii Ministerstwo Zdrowia – Porozumienie Zielonogórskie. I zawsze kończy się tak samo czyli obie strony lekko odpuszczają i osiągają kompromis. Ponieważ kompromis jest w pewnym sensie porażką obu stron (bo przecież każda musi trochę ustąpić, a więc nie realizuje w 100% swoich założeń, chyba że jak to w negocjacjach bywa od razu zakładamy, że nasze postulaty to 150% tego co chcemy ugrać, więc osiągnięcie 100% jest zwycięstwem) sytuacja powtarza się po 12 miesiącach. Każda prywatna firma poradziłaby sobie z tym problemem dawno temu, albo upadłaby. W tym przypadku to jednak serial, który chyba zagości w polskich domach jak Moda na Sukces. Oczywistym wnioskiem jest, że największymi przegranymi w tej sytuacji są pacjenci, bo to oni mają problem z dostępem do lekarza. Ale nie o oczywistościach chcę napisać.

Obserwując pierwszą po zerwaniu negocjacji konferencję ministra Arłukowicza zwróciłem uwagę na to co i jak mówi. Miałem wrażenie, że został przeszkolony przez PRowców, którzy starannie nakreślili plan działania. Minister jak mantrę powtarzał jedno zdanie – Daliśmy więcej o miliard sto milionów.

Wiadomo, że nic tak dobrze nie przemawia do wyobraźni jak pieniądze. A już zwłaszcza duże pieniądze Miliard sto milionów to kupa kasy, dla przeciętnego pacjenta trudna do wyobrażenia, dla budżetu państwa wcale nie taka ogromna.

Dziennikarze zadawali ministrowi różne pytania, a ten tak odpowiadał by jak najczęściej mieć możliwość przypomnienia, że właśnie rozbił skarbonkę i dał lekarzom miliard sto milionów więcej. Nie wiem ile razy to powtórzył, ale spokojnie kilkadziesiąt razy. Do tego minister podkreślał konieczność definitywnego zakończenia powtarzającej się co rok zadymy oraz zapewniał, że pacjenci nie zostaną sami. Minister wspominał również kilkanaście razy o tym, że każdy ma prawo zupełnie za darmo trzy razy w ciągu roku zmienić lekarza.

Jak to mógł odebrać przeciętny człowiek? No wiadomo – tym pazernym łapiduchom ciągle mało, tylko kasa się dla nich liczy, a pacjentów mają gdzieś.

Co na to druga strona? Druga strona była zdecydowanie gorzej przygotowana. Co więcej przeciwnikiem sprawiającego wrażenie zmartwionego losem pacjentów i zmęczonego negocjacjami ministra został sprawiający wrażenie pewnego siebie i nieco aroganckiego szef Porozumienia Zielonogórskiego. Jak taki kontrast działa w telewizji chyba nikomu nie trzeba mówić. Zwłaszcza kiedy na słowa ministra o znaczącej podwyżce odpowiada się tym, że minister jest arogancki.

Nie lepiej było w kolejnych dniach. Minister przyjął pozę ostatniego sprawiedliwego i nieugiętego w walce o dobro pacjenta. Porozumienie Zielonogórskie strzelało sobie regularnie w stopę. W świat poszedł komunikat, że PZ poprosił o pomoc księży, po czym kiedy temat rozgrzał wielu do czerwoności pojawiło się sprostowanie, że PZ nie chce angażować kościoła w rozwiązanie sporu, a tylko wystosowano prośbę o przekazanie informacji z ambon kiedy i gdzie odbędą się spotkania lekarzy z pacjentami. Co jednak pójdzie w świat…

Kiedy w mediach pojawiły się informacje o tym, że lakrze z PZ utrudniają pacjentom dostęp do dokumentacji medycznej, w telewizji przebijał się głos Jacka Krajewskiego. Szef PZ mówił, że “Mnie się wydaje, że robi się jakąś wielką aferę z tej dokumentacji, a tak naprawdę dokumentacja elektroniczna powinna być wdrożona już wiele lat temu. W tej chwili znajduje się pewne haki na lekarzy”. Jak to wygląda nie trzeba nikomu wyjaśniać, ale żeby oddać sprawiedliwość to cała wypowiedź szefa PZ brzmiała tak:

“- Jeżeli jest tak, że w tej chwili przychodnie są zamknięte, a jest taka sytuacja, że pani rzecznik dostaje od pacjentów skargi, czy informacje o nieudostępnianiu dokumentacji medycznej, to ona wszczyna procedurę, która polega na tym, żeby wskazać świadczeniodawcę, który ma udostępnić tę dokumentację. I to jest czynione. My nie mając kontaktu z NFZ, nie musimy w każdej chwili być do dyspozycji, żeby wydawać dokumentację – powiedział Jacek Krajewski. Szef Porozumienia Zielonogórskiego podkreślił, że przecież ‘pacjenci nie chodzą z dokumentacją pod pachą’ i nie jest ona wymagana w przypadku udzielenia doraźnej pomocy. Zwrócił też uwagę, że obecna sytuacja nie różni się od sposobu funkcjonowania służby zdrowia w święta i weekendy. – Mnie się wydaje, że robi się jakąś wielką aferę z tej dokumentacji, a tak naprawdę dokumentacja elektroniczna powinna być wdrożona już wiele lat temu. W tej chwili znajduje się pewne haki na lekarzy – powiedział Jacek Krajewski.” [źródło: Gazeta.pl]

Ale i z tego PZ nie wyciągnęło wniosków. W odpowiedzi na apel ministra Arłukowicza skierowany do pacjentów o przenoszenie się do lekarzy, których gabinety są otwarte, PZ wystosowało swój apel. Tym razem do kolegów po fachu. Efekt był natychmiastowy:

No i kiedy minister po spotkaniu z premier Kopacz twierdzi, że dopóki gabinety pozostaną zamknięte żadnych rozmów nie będzie, a część środowiska pomyliła chyba misję lekarza z misją biznesmena, na Twitterze pojawia się takie coś:

Przyznaje, że nie analizowałem dogłębnie wszystkich wypowiedzi. trudno jednak oglądając telewizję, a zwłaszcza programy informacyjne uciec od tematu. Z resztą nie tylko telewizję, bo jak widzicie sporo dyskusji ma miejsce w Internecie. Ale nic dziwnego – opieka zdrowotna jest jednym z tych tematów, które zawsze będą budziły emocje. I lekarze o tym doskonale wiedzą, jak również o tym, że nie mają najlepszego PRu wśród pacjentów. W tej sytuacji tyle błędów w komunikacji może z jednej strony dziwić (w końcu to są inteligentni ludzie), a z drugiej pokazuje że brak odpowiedniego przygotowania do komunikacji kryzysowej to duży i kosztowny błąd.

Prawdopodobnie mało kto wie o co w ogóle chodzi lekarzom z Porozumienia Zielonogórskiego – ich postulaty się po prostu nie przebiły. Z resztą znalezienie ich na stronie PZ też do najłatwiejszych nie należy – są tu (klik). I jeśli przeczytacie ten krótki w sumie dokument to szybko dojdziecie do wniosku, że przynajmniej część z postulatów to nie są wcale absurdy, a co więcej warto się nad nimi pochylić dla dobra pacjentów!

Przebiły się natomiast bardzo skutecznie powtarzane jak mantra na kolejnych konferencjach prasowych słowa ministra o tym, że ministerstwo dało więcej pieniędzy, że mamy do czynienia z układem biznesowym, że większość lekarzy jednak kontrakty podpisała.

Z tej sytuacji warto wyciągnąć kilka wniosków dla siebie:

1. Nawet jeśli wydaje Ci się, że twój plan A wypali na 100% przygotuj sobie choćby zarys planu B. Przyda się gdyby się jednak okazało, że 100% stopniało do 0. Improwizacja jest dobra, ale większość ludzi w stresie nie poradzi sobie.

2. Jeśli chcesz do czegoś przekonać innych ułatw im znalezienie informacji, zwłaszcza jeśli media nie są Ci przesadnie przychylne.

3. Sprawdzaj informacje, które podają media bo czy nam się to podoba czy nie dziennikarze tak jak wszyscy mają swoje poglądy, swoje sympatie i swoje antypatie.

Wnioski z tej sytuacji powinni wyciągnąć też lekarze Porozumienia Zielonogórskiego, którzy co prawda ostatecznie dogadali się dziś z Ministerstwem Zdrowia, ale przecież nikt nie ma wątpliwości, że za rok będzie powtórka z rozrywki. Jestem ciekawy czy za rok będą lepiej przygotowani.

zdjęcie: Geralt

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: