W piątek 8 kwietnia,  wystąpiłem na seminarium Netvision z prezentacją Pracownik i Pracodawca w Internecie. Po prezentacji podeszła uczestniczka i zadała pytanie, które upewniło mnie w przekonaniu, że świadomość na temat budowania wizerunku (a właściwie jego nie psucia) w Internecie jest niewielka. Zarówno jeśli chodzi o pracodawców jak i pracowników. Pytanie dotyczyło zdjęć na Facebooku. Słyszałem je nie raz i jestem pewny, że usłyszę je jeszcze wiele razy.

Tak po ludzku rozumiem młodych ludzi, którzy inaczej widzą świat, w innym miejscu mają (np. tam gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę) granicę tzw. przyzwoitości i mają poczucie nieśmiertelności. A to dziewczyna umieszcza swoje zdjęcie w piecu krematoryjnym, a to ktoś fotografuje się w trumnie. O zdjęciach z imprezy na których “działo się” nie wspominam.

Szczerze?

Jeśli ktoś ze starszych potępia w czambuł młodych, to albo należy do grona osób z przeszłości oazową, albo jest hipokrytą. Osoby w moim wieku (oraz trochę starsze i trochę młodsze) po prostu nie miały dostępu do komórek i internetu. W pewnym wieku człowiek zachowuje się nieracjonalnie i tyle.

Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że zdjęcie o którym dziś myślimy jako o upamiętnieniu dobrej imprezy czy szalonego wybryku, za kilka lat może (ale nie musi i prawdopodobnie jeśli zdjęcie nie jest wielkim przegięciem, nie powinno) przeszkodzić np. w zdobyciu pracy. Warto mieć tego świadomość, ale ponieważ jeszcze pamiętam, że w młodym wieku świat jest inny, nie zamierzam potępiać tych, którzy na poważne zachowania mają jeszcze czas.

Natomiast kompletnie nie rozumiem dorosłych, którzy działają na swoją szkodę. To pewnie jak z palaczami, którzy wierzą, że ich akurat rak płuc nie dotyczy. Budowanie wizerunku? Panie daj Pan spokój, ja tu mięso sprzedaje…

To, że jeździmy na wakacje jest normalne. To, że umieszczamy zdjęcie z wakacji też. Ale zależy co na nim jest. I kto. Znany muzyk rockowy umieszczający zdjęcie na którym towarzyszy mu np. 20 puszek po piwie i stan wskazujący na duże spożycie, gorszy chyba tylko słuchaczy radia z Torunia. Zdjęcie podchmielonego specjalisty ds. bezpieczeństwa z instytucji finansowej, może dać do myślenia. Ale to jeszcze nic.

Firma płaci kontrahentom z dużym opóźnieniem. Wytłumaczenie jest identyczne za każdym razem. ?Nie mamy pieniędzy?. Tymczasem na Facebooku lub NK, pojawia się zdjęcie szefa firmy bawiącego w ciepłych krajach. Dysonans… Trzeba będzie wymyślić nowe argumenty… Albo szefowie firmy, którzy nie płacą pracownikom bo kasy brak, a tu po weekendzie zdjęcia z wyjazdu nad morze. Trudno w tej sytuacji będzie zatrzymać najlepszych i zmotywować tych którzy zostaną.

Inny przykład. Firma działająca w branży zabezpieczeń stara się o kontrakt z bankiem. Jeśli chodzi o doświadczenie ? bez zarzutu. Tymczasem na NK szefowie tej firmy na swoich profilach umieszczają zdjęcia z imprez na których nie brakowało ani używek ani innych atrakcji. No tak, kto nie lubi imprezować? Bez przesady. Dla decydenta w banku odpowiedź nie jest jednoznaczna, choć on też lubi imprezować, ale czy naprawdę powinien powierzyć sprawy bezpieczeństwa ludziom, którzy lubią tracić nad sobą kontrolę?

Bardzo często zarówno pracodawca, jak i klient dokonuje wyboru nie tylko ze względu na doświadczenie zawodowe kandydata czy cenę usługi, ale też z innych powodów – również tych, które trudno sprecyzować. Często w czasie rekrutacji jesteśmy proszeni o kontakt do osób, które mogą wystawić nam referencje. Równie często rekrutujący szuka kontaktu z innymi osobami, które mogą coś o nas powiedzieć. Najczęściej jednak, rekrutujący sprawdzi co “mówi” o nas Internet. Z “pomocą” przyjdzie Google, Facebook i NK.

Każdego dnia zostawiamy o sobie tyle informacji w Internecie, że grzechem byłoby nie skorzystać z tej wiedzy. (W czasie noworocznego weekendu Amerykanie umieścili na Facebooku 750 milionów zdjęć. W ciągu tygodnia, użytkownicy Facebooka wymieniają się miliardem linków, tekstów, zdjęć.) Czasem jest to zdjęcie z imprezy, czasem komentarz napisany pod wpływem emocji. Cały nasz wysiłek włożony w zrobienie dobrego wrażenia np. w czasie rozmowy kwalifikacyjnej może pójść na marne bo w Internecie prezentujemy się z innej strony.

Co w takim razie robić?

Odpowiedź jest banalnie prosta:  pomyśleć przed opublikowaniem czegokolwiek.Zastanowić się czy to co chcemy zrobić w Internecie, zrobilibyśmy w realu? To wcale nie oznacza zrezygnowania z komunikacji ze znajomymi. Zdjęcia można pokazać znajomym w czasie spotkania (dobrze jest czasem spotkać się z ludźmi poza Facebookiem). Szczerą opinię na temat kondycji intelektualnej szefa, można wypowiedzieć w domu, na spotkaniu ze znajomymi, itd. Warto po prostu myśleć o konsekwencjach tego co robimy w Internecie, zwłaszcza że nie jesteśmy tam anonimowi. A już na pewno nie jesteśmy anonimowi na własnym profilu w najpopularniejszym serwisie społecznościowym.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: