Od dłuższego czasu zwracam uwagę na to by jeździć przepisowo. Bardzo pilnuje by nie przekraczać dozwolonej prędkości, zwracam uwagę żeby nie zmieniać pasa tam gdzie jest ciągła linia, itd. Przyznam szczerze, że przyjaciół na drodze mi przez to nie przybywa

Od razu przyznam, że lubię szybką jazdę. I jak większość kierowców uważam, że jeżdżę przynajmniej dobrze. Choć mam świadomość, że nie jestem kierowcą idealnym. I nigdy nie będę. Od pewnego jednak czasu zwracam znacznie większą uwagę na to jak jeżdżę i staram się minimalizować ryzyko.

Nie oznacza to, że stałem się potulny jak baranek. Z moim charakterem absolutnie mi to nie grozi. I mimo, że staram się nie denerwować za kierownicą, to jednak na chamskie (np. zajeżdżanie drogi) zachowanie reaguje. Taki imperatyw.

Kiedy jednak jadę drogą na której obowiązuje ograniczenie do 50 km/h to tyle jadę. I kilka razy uratowało mnie to przed stłuczką, do której prawdopodobnie doszłoby gdybym jechał te 10 km szybciej. Korzysta też na tym stan mojego konta, bo spalanie znacznie się zmniejszyło przy spokojnej jeździe.

Zwiększyła się za to liczba wrogów na drodze.

Ileż już razy wymieniłem międzynarodowe pozdrowienie kierowców z innymi, których najwyraźniej przepisy nie obowiązują.

Jedziesz 50 km, a w lusterku widzisz zbliżający się z prędkością światła pojazd, prowadzony przez buraka kierowcę, który z kursu na prawo jazdy wyniósł jedynie długopis i bandaż z apteczki. Długie światła, klakson i jedziemy. No jak śmiesz mnie nie puścić, przecież ja się śpieszę, albo i się nie śpieszę, ale mam zajebisty samochód i nie będę jechał jak pierdoła 50 km. Mnie to ograniczenie nie dotyczy, nie widzisz czym jadę?! Dostrzegam w lusterku jak kierowcy z tyłu wyrasta trzecia ręka, która służy tylko do “pozdrawiania”.

Zastanawiam się co pewien czas co muszą czuć sprawcy wypadków w których zginęli inni ludzie. Np. ten człowiek, który kilka lat temu zabił 5 osób na Żeraniu.

No to spoko, psem ogrodnika nie jestem, proszę bardzo jedź. Zjeżdżam jeśli mogę, gorzej jeśli nie mogę. Wówczas przylepia się niczym odchody do podeszwy kierowca do mojego tylnego zderzaka. I kontynuuje swoją radosną bezmyślną podróż.

No i gdybym był złośliwy wystarczyłoby zredukować prędkość i już kilka chwil później pisalibyśmy oświadczenie. Lub czekalibyśmy na policję, co samo w sobie jest lekcją cierpliwości. Dla kierowcy przyklejonego do mojego zderzaka skończyłoby się to naprawą przodu, bo tak już jest, że jeśli walniesz kogoś, to Twój przód zazwyczaj wymaga spotkania z dobrych mechnikiem i blacharzem. W sumie to tez dobra nauczka dla idiotów. Szkoda mi jednak czasu na takie zabawy.

Albo inna akcja. Chcesz zmienić pas, włączasz kierunkowskaz. Nagle kierowca jadący pasem obok przyspiesza, bo przecież jeśli wjedziesz przed niego, to do końca życia nie pozbędzie się uczucia hańby.

I najgorsza grupa kierowców, którzy ewidentnie nie szanują życia innych. Ich należałoby na miejscu wyciągać z samochodu i natychmiast wykonywać karę 100 batów. To kierowcy, którzy widząc zatrzymujące się przed przejściem samochody decydują się nie ustępować pierwszeństwa pieszemu. Nie bo nie. Jakiś czas temu byłem świadkiem takiej akcji. Jechałem, zatrzymałem się. Za mną sporo samochodów. Obok mnie po prawej stronie zatrzymała się policja, za nią sporo samochodów. Przez przejście przechodziła kobieta z wózkiem! Pasem po lewej stronie przejechał szybko samochód. Na szczęście nic się nie stało. Na szczęście widzieli to policjanci, którzy zareagowali natychmiast. Mam nadzieję, że przynajmniej dali temu idiocie w pysk.

Pół biedy jeśli zdarzenie na drodze kończy się to tylko stłuczką. Koszt naprawy zaboli, ale nie jest to ból który trwa całe życie.

Zastanawiam się co pewien czas co muszą czuć sprawcy wypadków w których zginęli inni ludzie. Np. ten człowiek, który kilka lat temu zabił 5 osób na Żeraniu. Po prostu jechał za szybko, stracił panowanie nad samochodem i uderzył w ludzi czekających na przystanku autobusowym. To że został skazany i trafił do więzienia to jedno. W końcu wyjdzie, choć z pewnością będzie już innym człowiekiem. Jego życie będzie gorsze, to niemal pewne. Możliwe, że się jakoś to życie poskłada. Ale świadomości tego, że zabił pięć osób bo jechał za szybko nie pozbędzie się już nigdy.

Pomyśl czy Ty potrafiłbyś z tym żyć.

zdjęcie: Policja.pl

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: