W najnowszym numerze tygodnika “Newsweek” (Axel Springer) premier Jarosław Kaczyński na okładce został zestawiony z Władimirem Putinem – czytamy w Wirtualnych Mediach. Redakcji Newsweeka dostało się od kolegów… z holdingu Axel Springer Polska.

Okładka tygodnika Newsweek Kaczyński i PutinWe wtorkowym wydaniu Faktu, po redakcji Newsweeka przejechał się sam naczelny Grzegorz Jankowski.

- Dzisiejsza Rosja to notoryczne łamanie praw człowieka (…). Czy faktycznie można do tego porównywać nadmierny (…) legalizm w nieuznawaniu zwycięstwa Hanny Gronkiewicz-Waltz? – czytamy w WM. Do Jankowskiego dołączył Cezary Michalski, który w Dzienniku napisał m.in. – To, co robi Newsweek, nie jest porządnym dziennikarstwem. To filozofowanie i krojenie chleba siekierą.

No to się narobiło.

Chłopaki pożarli się w ramach jednego holdingu i na dodatek należącego do Niemców, co mi osobiście nie przeszkadza, bo sam w niemieckim wydawnictwie pracuje. Przeszkadza jednak premierowi Kaczyńskiemu.

Jarosław Kaczyński występując w “Sygnałach Dnia” w Programie Pierwszym Polskiego Radia zauważył, że w Polsce znaczna część prasy należy do niemieckich wydawców. Szef rządu zaznaczył, że trzeba się zastanowić, czy nie należałoby zahamować tego zjawiska. ” – czytamy w Wirtualnych Mediach.

Na wypowiedzi premiera zareagował redaktor naczelny tygodnika Newsweek, Michał Kobosko: – ?Przykro to mówić, ale radiowy wywiad premiera Kaczyńskiego tylko potwierdził niektóre tezy naszego artykułu. Chodzi zwłaszcza o wątki dotyczące jego stosunku do Niemiec. (?) Premier mówił wprawdzie, że jest przyzwyczajony do krytyki, ale z jego wypowiedzi, słów, argumentów, tonu widać, że bardzo źle ją znosi. Obawiam się też, że premier nie do końca rozumie, na jakich zasadach działają media. Apel do dziennikarzy o nieatakowanie jego rządu to zupełne nieporozumienie. Jesteśmy polską edycją amerykańskiego magazynu opinii i zawsze działamy zgodnie ze standardami amerykańskiego Newsweeka. Jedną z zasad jest patrzenie władzy na ręce, niezależnie od tego, z jakiej opcji politycznej ta władza pochodzi. Gdy pojawią się przyczyny, żeby krytycznie napisać o PO czy Lewicy, na pewno będziemy to robić.? ? czytamy w Wirtualnych Mediach.

Słuchając wypowiedzi premiera i kilku innych polityków można odnieść wrażenie, że rzeczywiście mają fobię związaną z Niemcami. Faktem jest, że w ocieplaniu wzajemnych stosunków nie pomagają ekscesy niejakiej Eriki Steinbach czy Powiernictwa Pruskiego, ale bez przesady. Ani Steinbach ani PP nie reprezentują wszystkich Niemców. Co więcej jeśli już kogoś reprezentują to zdecydowana mniejszość. Wystarczy porozmawiać z Niemcami.

Niestety problemem jest to, że we wzajemnych stosunkach posługujemy się stereotypami. Według stereotypów, Polak według Niemca jest złodziejem, a Niemiec według Polaka hitlerowcem. Jedno i drugie twierdzenie jest głupie i niesprawiedliwe. Znam wielu Niemców, którzy z hitlerowcami ani z faszyzmem nie mają nic wspólnego. Niemcy znają też wielu Polaków, których nie traktują jak potencjalnych złodziei. Co więcej, jak się chce to można ze sobą współpracować i to z pożytkiem dla obu stron. Warunek jest jeden ? trzeba chcieć.

Można też oczywiście za wszelką cenę szukać różnic i te znajdziemy przecież bez problemu. Tworzenie barier jest dużo prostsze niż ich likwidowanie. No ale znowu ? trzeba chcieć.

A tu proszę, z ostatniej chwili. W portalu Gazeta znalazła się informacja Pt. ?Fotyga: Polacy w Niemczech są asymilowani?.

?Zdaniem polskiej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi, Polacy w Niemczech narażeni są na “asymilację”, która jest silniejsza niż w innych krajach Unii – napisał dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung”, zapowiadając w Internecie wywiad z Fotygą. Minister – odnosząc się do publikacji ws. traktowania polskich rodziców – powiedziała, że ich sytuacja w krajach UE “nigdzie nie jest tak ciężka jak w Niemczech“.? ? czytamy w Gazecie ? ?Fotyga zaznaczyła, że nie ma jasności co do liczby Polaków w Niemczech, dodając, że wynika to “przede wszystkim z polityki asymilacji” prowadzonej przez niemieckie władze. “Taka polityka jest sprzeczna z naszymi ustaleniami” – podkreśliła.? ? czytamy dalej.

I na koniec powrót do żelaznego tematu: ?”Łatwo jest wywołać duchy naszej ciężkiej przeszłości. W Niemczech istnieje do dziś pewien duch, który ujawnia się na przykład w sposobie traktowania dzieci z niemiecko-polskich małżeństw mieszanych” – ostrzegła minister.? ? pisze Gazeta.

I znowu rozdrapujemy rany, znowu wracamy do przeszłości. Takie podejście do tematu niczego nie zmieni. Tzn. zmieni, ale z pewnością nie zmieni na lepsze. Oczywiście o przeszłości, historii trzeba pamiętać. Dla mnie osobiście 1 sierpnia każdego roku jest datą ważną. Każdego roku staram się choćby w najprostszy sposób (czyli zatrzymaniem się na minutę o godzinie 17.00) uczcić pamięć tych, którzy brali udział w Powstaniu Warszawskim. Wielu członków mojej rodziny walczyło i zginęło w czasie Powstania, wielu było w AK, co wpłynęło również na ich powojenne losy. Szanuję ich pamięć i bohaterstwo. Wszystkich bez wyjątku.

Ale dziś mamy 2007 rok, od zakończenia wojny minęły 62 lata, musimy myśleć o przyszłości. Żyjemy tu i teraz, nie mamy żadnego wpływu na przeszłość.

W ubiegłym roku byłem w Niemczech (w pięknym mieście Monachium) dwa razy. Spotkałem wielu fantastycznych ludzi, z takimi samymi zmartwieniami i radościami jak nasze. Z podobnymi zainteresowaniami i spojrzeniem na przyszłość. Nie przypominam sobie żadnych oznak wrogości, żadnego gorszego traktowania. I gdyby tak nasi politycy spróbowali przynajmniej spojrzeć na sąsiadów inaczej byłoby łatwiej. Wszystkim.

PS. Redaktor Kobosko ma racje. Nasza obecna władza bardzo źle znosi krytykę. Jak chyba żaden inny rząd wcześniej.

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: