Książka Johna Parkina powinna być lekturą obowiązkową w szkołach, a tym którzy szkołę maja już za sobą powinno się “Filozofię f**k it…” przepisywać na receptę. 

Rozmawiałem ostatnio ze znajomymi pracującymi w różnych miejscach, branżach, na różnych stanowiskach. I doszliśmy do takiego wniosku, że przynajmniej nasze pokolenie 30-latków (młodszych i starszych) można podzielić na trzy grupy: tych którzy brali już środki uspokajające, tych którzy biorą je teraz i tych którzy będą je brali w nieodległej przyszłości : ) No może aż tak źle nie jest, niemniej jednak liczba sfrustrowanych i znerwicowanych ludzi jest duża.

Każdej z tych grup należy polecić lekturę książki Johna ParkinaFilozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha“. Zwłaszcza, że książka ma zaledwie 160 stron więc śmiało można poprawić sobie nastrój i zmienić coś w swoim życiu w jeden wieczór. Tak jak zrobił to ze swoim życiem autor książki John Parkin, który żył jak większość ludzi, aż nadszedł ten dzień:

Przyjechaliśmy do Londynu 5 listopada. Zazwyczaj dzień ten wzbudza we mnie umiarkowane emocje, ponieważ kojarzy mi się z wybuchami dynamitu, pisaniem w powietrzu własnego imienia za pomocą zimnych ogni oraz wydłubywaniem z zębów kawałków folii aluminiowej, w którą zawinięte są pieczone ziemniaki. Jednak tym razem w ciągu trzech dni zamieniliśmy surfowanie w morzu w zlanej słońcem krainie na ciemne, ponure i zlane deszczem uliczki dzielnicy Balham. To, a także perspektywa powrotu do pracy i gwałtownego pogorszenia się stanu mojego zdrowia wprawiły mnie w głębokie przygnębienie. Następnego dnia kłóciliśmy się o to, jak przenieść przeklęty japoński materac z samochodu kempingowego do naszego nowego domu, czyli malutkiego mieszkanka na Balham High Road, kiedy puściły mi nerwy. Przestawiłem samochód w taki sposób, że jego połowa znalazła się na chodniku, a druga na jednym z pasów ruchu. Potem wysiadłem i po prostu położyłem się w rynsztoku, który ze względu na dość obfite opady deszczu przypominał rzekę. Leżąc tam, zwinąłem się jak mały chłopiec i zacząłem pojękiwać. To był punkt kulminacyjny tygodnia. (…)”

Dalej autor opisuje jak jego życie straciło sens, jak poszukiwał odpowiedzi na podstawowe pytania (np. jak żyć? : ) ), jak poszedł w stronę duchowości, itd. Aż w końcu zrozumiał co jest źródłem problemów – doszedł do jakże oczywistego wniosku, że przejmowanie się wszystkim nie ma żadnego sensu. Niby wszyscy to wiemy…

Nie znaczy to oczywiście, że nagle pewnego dnia usiadł i przestał robić cokolwiek. Nie, to byłoby strasznie głupie. Po prostu John Parkin zrozumiał, że im większą wagę przywiązujemy do przedmiotów, opinii innych na nasz temat czy innych ludzi tym bardziej boimy się utraty kolejno: przedmiotów, dobrej opinii czy odejścia ważnych dla nas ludzi. I im bardziej staramy się tego nie stracić tym gorszych wyborów dokonujemy i paradoksalnie bliżej straty jesteśmy. Głupie, prawda?

To teraz zastanówcie się chwilę nad tym co tak każdego dnia próbujecie ochronić i jaki rzeczywiście macie na to wpływ…

Głupie jest również to, że tracimy cenny czas na martwienie się tym na co wpływu nie mamy żadnego albo niewielki. Podkreślę jeszcze raz: cennego czasu:

Przyjrzyjmy się także kwestii czasu. Jeśli będziesz miał szczęście, spędzisz na Ziemi 85 lat. Człowiek zamieszkuje naszą planetę od 100 000 lat, więc Twoja wizyta będzie trwała zaledwie 0,00085% tego czasu. W porównaniu z wiekiem Ziemi (czyli 4,5 miliarda lat) człowiek zamieszkuje ją stosunkowo niedługo ? jeśli przyjmiemy, że Ziemia istnieje od około jednego dnia (przy czym Wielki Wybuch zapoczątkował to wszystko około północy), ludzie pojawili się na niej dopiero o 23:59 i 58 sekund, co oznacza, że byliśmy na niej obecni przez dwie ostatnie sekundy. Życie mija w mgnieniu oka i po ziemi chodzi niewiele osób, które były tu sto lat temu. Twój czas też przeminie (stosunkowo) szybko.

Cóż, jeśli będę miał szczęście to pożyję jeszcze 49 lat – to całkiem sporo. Niestety kompletnie nie mam wpływu na zmienną pt “szczęście”, a więc równie dobrze mogę pożyć jeszcze rok, albo miesiąc, albo tylko dzień. Patrząc z tej perspektywy trudno nie przyznać autorowi racji, że przejmowanie się tym na co nie mamy wpływu (a jeśli się nad tym dobrze zastanowić, to naprawdę na niewiele rzeczy mamy wpływ, choć pewnie wielu mądrali zacznie w tym momencie prezentować durne akademickie wywody, ale pieprzmy to w tym momencie : ) ) nie ma żadnego sensu. Spójrzmy również na to, że większość zmartwień jest uniwersalna, tzn. że podobnymi rzeczami martwi się John w USA, Pierre we Francji, Jurgen w Niemczech, itd. Jeśli to sobie uświadomimy, nasze wielkie problemy tracą swoją wyjątkowość. Kiedy przeprowadzisz swój własny rachunek sumienia, dojdziesz do wniosku, że straciłaś/straciłeś już sporo czasu na martwienie się bez sensu, prawda? Pytanie czy brniesz w to dalej czy zaczynasz trenować filozofię “Pieprz to”.  Bo faktycznie nową postawę trzeba trenować, jakoś tak jest że łatwiej jest się przejmować niż nie przejmować : )

Warto tę książkę przeczytać i pomyśleć chwilę czy to na co tracimy cenny czas i energię jest tego wartę. Jeśli nie trzeba głośno powiedzieć: pieprzę to i zająć się czymś sensowniejszym.  A jeśli po lekturze uznasz książkę za stek bzdur, możesz powiedzieć: pieprzę to i wrócić do swoich ulubionych zmartwień. Tak czy inaczej masz wybór. To zupełnie tak jak w życiu : )

John Parkin – Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha
Wydawnictwo: Sensus
Stron: 160

Cena: 29.90 zł

 

 

 

PODOBNE ARTYKUŁY

1 komentarz

  1. Marcin dzięki za polecenie tej książki, doskonała :)
    Krzysiek udało Ci się wdrożyć w życie złote zasady? :)

Odpowiedz: