GiełdaO analitykach związanych z finansami mam zdanie takie jak większość ludzi. Z resztą po ostatnich wydarzeniach trudno jest mieć o nich dobrą opinię. Tym bardziej zaskoczony jestem głosem rozsądku jednego z analityków.

Chodzi o wpis na blogu Jacka Tyszko, analityka Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska, zatytułowany ?Dinozaury cytują Hamleta?. Link do tekstu został opublikowany na stronie głównej Gazeta.pl, przy czym tu już tytuł brzmi ?Tyszko:Witajcie w prawdziwym świecie” (co ? biorąc pod uwagę jakie ostatnio informacje publikuje ten portal – brzmi jak zapowiedź co najmniej bardzo krwawej rewolucji).

Tekst Jacka Tyszko przychodzi ?na ratunek? mojej opinii o upadających spółkach. Oczywiście Gazeta.pl (choć nie tylko) przedstawia te updałości jako wstęp zaledwie do tego co nas czeka, a jak wiadomo czeka nas taki kryzys, w wyniku którego pracę zachowają wyłącznie zatrudnieni w Agorze (oczywiście poza tymi, którzy mieli nieszczęście znaleźć się na grupie 300 zwalnianych).

Zadajmy sobie pytanie jakie spółki upadają. Np. ostatnio głośno było o upadającym Swarzędzu. I jaki był ton tych wypowiedzi? ?Po 100 latach na skraju bankructwa?, ?Jedna z najstarszych polskich firm upada?, itd. Nikt nie pisał ?Szok na giełdzie. Doskonale zarządzana spółka, która po mistrzowsku wykorzystała boom mieszkaniowy, upada?. Nie, tak nikt nie pisał. Dlaczego?

Jacek Tyszko przypomina najpierw fragment rozmowy z prezesem spółki (Gazeta Giełdy Parkiet):

?…z przeprowadzonej analizy wynika, że nie miałaby ona szans utrzymać płynności finansowej w 2009 r. – W IV kwartale zanotowaliśmy spadek sprzedaży, podobnie w styczniu. Prognozy dla całej branży meblowej wskazują, że możemy się spodziewać 40-50- -proc. spadku obrotów. Skonstruowany na ten rok budżet wskazywał, że jedynym wyjściem jest likwidacja spółki.”

a następnie przypomina fundamentalną zasadę biznesu (prawdę tak podstawową i oczywistą, że każdy manager któremu zarzuca się niewiedzę w tym zakresie, powinien się na przeciwnika rzucić z pięściami):

?Można produkować rzeczy piękne, ale zarabia się na tych, które ludzie kupują a nie podziwiają?

i przedstawia diagnozę upadłości:

Firmy które jak pierwsze wchodziły na GPW były często mentalnie zakorzenione gdzieś w PRL-u gdzie nie zawsze liczyła się rentowność czy profil produkcji. Gospodarka wolnorynkowa postawiła inne wymagania, z którymi chyba nie wszystkie firmy potrafiły sobie poradzić. Mamy przecież całą masę firm meblarskich, dużo większych niż Swarzędz, np. Forte czy BRW w szczególności. BRW zaczynała od zera, bez marki, jaką niewątpliwie nadal posiada Swarzędz, ale firma ta posiadała coś czego Swarzędzowi zawsze brakowało – w szczególności profil produkcji dopasowany do trendów i potrzeb rynku, dobrą politykę cenową i długofalową wizję rozwoju. (?) Chyba nie we wszystkich sprywatyzowanych firmach przestawiono się na tory, iż to produkt powinien być dla konsumenta a nie konsument dla produktu. Państwowe zakłady rozwijały się kiedyś tak jak cała gospodarka socjalistyczna – budowano, budowano, budowano…. O koszty, opłacalność inwestycji i rynek zbytu nikt się specjalnie nie martwił. Wiele firm o znakomitej marce (nieważne że wypromowanej w czasach PRL-u), popełniło, moim zdaniem, w nowych realiach – niewybaczalny grzech pychy i fałszywej wiary, że dobra marka zastąpi wszystko, a jak nie – to państwo wszystko ?załatwi” w jakimś tam narodowym planie 3 lub 5-letnim. No cóż, chyba czasem trzeba jednak zburzyć Bastylię, aby w konsekwencji mogła powstać Wieża Eiffla.? ? pisze Jacek Tyszko.

Trudno o bardziej trafną diagnozę. I trudno będzie takim firmom przetrwać nie tylko czas ewentualnego kryzysu, ale w ogóle konkurencję na rynku. Do powyższej diagnozy dorzucam od siebie ?obecność związków zawodowych?. Być może traktuje związki niesprawiedliwie, być może są w pewnych miejscach niezbędne. Być może. Ale może jest tak, że etos totalnie przesłania trzeźwą ocenę działalności związków i ich wpływ na funkcjonowanie firm, zwłaszcza tych o których pisze Jacek Tyszko. (Ja – kiedy mowa o związkach zawodowych – widzę od razu pamiętną zadymę w Warszawie).

Na koniec autor tekstu wspomina również o politykach i również im się dostaje:

?Jako widz sam nieraz śmiałem się, z zabawnych jakby nie było, spotów reklamujących partie, nie tylko w czasie wyborów.(?) O ile jednak, taką rozrywkę fundują nam prywatne firmy za własne pieniądze – proszę bardzo. Jeśli jednak z między innymi moich podatków mam oglądać np. trzy bardzo sympatyczne panie w bardzo profesjonalnie zrobionym spocie partii politycznej – to mnie już oburza, szczególnie w okresie kryzysu finansowego. (?) Może więc, zamiast na spoty, przeznaczyć – te same środki – w szlachetnym porywie troski o dobro wspólne i obywateli – na przejęcie jakiejś upadającej firmy i ratowanie miejsc pracy? ‘Panie Jarku, Pan sie no boi’, z ludzmi rozmawia sie na ulicy i podczas spotkan, a nie przez szklany ekran. Wystarczy wyjsc z salonu na podworko……? ? pisze Jacek Tyszko.

Szczera prawda panie Jacku. Ale chyba każdy rozsądny człowiek dawno już stracił jakąkolwiek wiarę w polityków i ich intencję. Owszem pan Jarek pewnie się pojawi na jakimś wiecu czy spotkaniu, ale wtedy kiedy oponentów nie będzie, albo będzie ich tak mało że zostaną zakrzyczeni, ewentualnie dowiedzą się, że stoją tam gdzie kiedyś ZOMO.

Mnie jednak w przeciwieństwie do Pana, nie oburzają te spoty, mnie one zwyczajnie irytują, bo znowu mamy do czynienia z graniem na emocjach. Bo jaki wniosek płynie z reklamy PIS? ?Za naszych rządów było dobrze, przyszła Platforma i wszystko zepsuła?. Oczywiście nikt z PIS nie wspomina, że kiedy oni rządzili sytuacja była jednak inna i zdecydowanie lepsza. Dla PIS jak widać to nie jest to istotne. Tylko kto tu bardziej żyje na (bezpiecznej) wyspie?

Wracając do sedna sprawy. Cieszy mnie cytowany dość szeroko przeze mnie tekst Jacka Tyszko. Być może dzięki niemu, kilka osób popatrzy na tzw. kryzys nieco inaczej. Tak samo jak na upadające firmy, które bankrutują bo niejednokrotnie są nieprzygotowane do konkurowania z innymi podmiotami. Tak po prostu i bez kryzysu. Doskonale rozumiem, że ludzie którzy stracili pracę nie są zainteresowani analizą sytuacji, nie przyjmują do wiadomości, że tak się stać musiało. Ale może rzeczywiście kubeł zimnej wody wylany na rozgrzane głowy managerów i inwestorów sprawi, że w okres ożywienia gospodarczego wejdziemy z firmami, które tworzone zostały na mocnych fundamentach. Jak np. ten o oferowaniu towarów i usług, za które klient chce zapłacić.

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: