70 lat temu o godz. 17:00 rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Spróbujcie sobie wyobrazić co działo się przed wybuchem, a potem odpowiedzcie na pytanie: czy musiało wybuchnąć? 

Jest 1 sierpnia 1944 roku, Warszawa. Od 5 lat miasto znajduje się pod okupacją niemiecką. Trudno znaleźć rodzinę, która nie odczułaby tej okupacji w sposób najtragiczniejszy z możliwych. Gdyby określić jednym słowem w jakim stanie żyją ludzie w Warszawie to najlepiej odda to jedno jedyne słowo: niepewność.

Nie wiesz czy wrócisz do domu kiedy z niego wyjdziesz. Możesz trafić na łapankę. Wtedy albo zastrzelą Cię na miejscu, albo wywiozą na Pawiak, albo pojedziesz transportem wprost do Oświęcimia. W sumie trudno zdecydować co gorsze. Jeśli masz jeszcze większego pecha to możesz spotkać na ulicy SS-Oberscharfuehrera Franza Buerkla, który lubi strzelać do ludzi dla zabawy. A o tym co robił na Pawiaku lepiej nie wspominać. Gwoli ścisłości 1 sierpnia już go nie spotkasz, bo chłopaki z AK zajęli się nim wcześniej. Niestety innych bandytów nie brakuje, więc i tak masz szansę zginąć zupełnie bez powodu.

Ale jeśli myślisz, że w domu możesz się czuć bezpiecznie to niestety się mylisz. Z różnych powodów Niemcy lubią wpaść do kamienicy i wywlec całą rodzinę albo i wszystkich mieszkańców. No i tu znowu wachlarz zdarzeń jest szeroki. Możesz zginąć od razu, możesz trafić na Pawiak albo na Szucha. Oświęcim też oczywiście wchodzi w grę.

Ty jesteś młodym i silnym mężczyzną i wiesz, że łatwo się nie poddasz. A kiedy już poczujesz, że nie dasz rady, że nie ma wyjścia, że granica bólu jest już tak przesunięta, że za chwilę pękniesz, a przecież pęknąć nie możesz bo przysięgałeś, a przysięga jest święta, masz cyjanek potasu. Zażyjesz i koniec. (Choć wolałbyś żyć, bo przecież całe życie przed Tobą. A godna śmierć (a nie to co teraz) to dopiero za kilkadziesiąt lat. Tak byś wolał, ale rzeczywistość jest inna.)

Gorzej z rodziną. Osiemdziesięcioletnia babcia, której poruszanie się sprawia kłopot, dla Niemca będzie tylko zbędnym balastem, który należy zlikwidować. Dziadek niestety już nie żyje. Dostał kolbą karabinu w głowę i zmarł. Twoi rodzice też już starsi mogą nie dać rady. Twoja siostra czy narzeczona może się spodobać Niemcowi… nawet sobie nie chcesz tego wyobrażać, choć palce robią się aż białe od zaciskania na rękojeści VISa.

O ile łatwiej byłoby ich wywieźć w bezpieczne miejsce i samemu walczyć z tymi bydlakami. Ale jak, dokąd?

“Rasa nadludzi”, a gówno prawda. Jeśli trafisz w głowę, czaszka pęka od kuli jak każda inna, taka to rasa nadludzi.

Z resztą czy rasa nadludzi dostałaby taki łomot od Ruskich? Codziennie ulicami naszej Warszawy wracają z “OstFront”. Ależ dostali łomot. Niezwyciężona armia niemiecka? Bez żartów. Chyba już czują, że koniec się zbliża. Widać to po nich. Jeszcze próbują udawać, ale przed nami tego nie ukryją. Kiedy tu przyjechali w 1939 patrzyli na nas z pogardą, jak na podludzi. Dziś co prawda też próbują tak patrzeć, ale widać w ich oczach strach. Ci, którzy wracają z Frontu Wschodniego poznali swoją przyszłość i nie wygląda ona dobrze.

Parę dni temu wydali rozkaz. Miało 100 tysięcy naszych stawić się do kopania rowów przeciwczołgowych. I co? I nic! NIkt się nie zgłosił, ludzie też już wiedzą. Koniec, trzeba z tym w końcu zrobić porządek.

Patrzysz na kolejny mijany patrol i myślisz: Bydlaki, bandyci, czas zapłaty już się zbliża. Za te 5 lat, za Staśka, Olka, Marysię, Zosię, za rodziny Szurmiejów i Ringelbaumów. Za to, że zamiast studiować, podrywać dziewczyny, spędzać wolny czas nad Wisłą musiałem nauczyć się jak przetrwać dzień po dniu, jak znosić śmierć bliskich i jak zabijać wroga, choć miałem być lekarzem i życie ratować, a nie odbierać!

Wyszedłeś z domu, bo czas dołączyć do oddziału. Mijasz Niemców, którzy popychają jakiegoś człowieka i warczą: Los! Schnell!

Pierwszy raz od wielu lat uśmiechasz się pod nosem i myślisz: ja wam dam dziś Los i Schnell! O 9:20 dołączasz do kolegów, witacie się i cieszycie jak już dawno się nie cieszyliście. Wolność jest tuż za rogiem, w końcu. A jeśli nie wolność to przynajmniej godna śmierć, z VISem albo nawet z butelką benzyny w ręku, a nie pod murem w worku zamiast ubrania.

Oto dziś dzień krwi i chwały,
Oby dniem wskrzeszenia był!
W gwiazdę Polski orzeł biały
Patrząc lot swój w niebo wzbił.
A nadzieją podniecany,
Wola do nas z górnych stron:
Pawstań Polsko, skrusz kajdany,
Dziś twój trumf, albo zgon.
Hej, kto Polak na bagnety,
Żyj swobodo, Polsko żyj,
Takim hasłem cnej podniety,
Trąbo nasza wrogom grzmij.

To już dziś. Już za kilka godzin zmieni się wszystko. Nikt nie pyta czy warto. Co to w ogóle za pytanie? Czy warto być wolnym? Jak można w ogóle o coś takiego pytać? Każdy to wie. Każdy kto doświadczył braku wolności.

Jest 1 sierpnia 2014.  70 lat po tamtym 1 sierpnia. Czas pokoju, choć na wschodzie niespokojnie.

Dziś stanę tak samo jak rok temu na ulicy Barskiej i zapale znicze.

A potem, o 17:00 kiedy zaczną wyć syreny i zatrzyma się całe miasto, przeszyje mnie dreszcz i będę walczył ze sobą, żeby nie popłynęły łzy. Jakoś tak głupio byłoby płakać, oni nie płakali, więc i ja nie będę.

Chwała bohaterom! Nigdy o Was nie zapomnę!

 

 

 

zdjęcie: strona filmu Powstanie Warszawskie

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

Brak komentarzy

Odpowiedz: