Wakacje już za rogiem, wiele i wielu z nas poleci na urlopy all inclusive. Zanim jednak rozpoczniemy upragnione leżakowanie na plaży czeka nas wyprawa na lotnisko, odprawa i lot. I jeśli myślicie, że wszystko wiecie o lataniu, to zapraszam do lektury. Możliwe, że po przeczytaniu tej książki nie zbliżycie się nawet do lotniska, a jeśli już zdecydujecie się na lot to dziesięć razy zastanowicie się czy posiłek na pokładzie to faktycznie najlepszy pomysł.

Imogen Edwards-Jones napisała “Air Babylon” z “Autorem Anonimowym”. Nie jest to jednak jedna osoba a grupa pracowników lotniska, zarówno obsługi naziemnej jak i powietrznej, którzy doskonale znają branżę lotniczą od środka. Ich tożsamość jest utajniona celowo, żeby ich chronić.

“Air Babylon” to historia 24 godzin na lotnisku i w samolocie opowiedziana z perspektywy managera linii lotniczych. Historia w czasie której dzieje się prawie wszystko, co może zdarzyć się na lotnisku i w samolocie. Dowiadujemy się więc o tym jak często personel naziemny, ale też piloci przychodzą do pracy na kacu, jak obsługa radzi sobie z nieboszczykami w samolocie i dlaczego lepiej w powietrzu nie umierać. Poznajemy sposoby w jakie mszczą się na pasażerach uznanych za chamskich stewardesy i stewardzi. Jeśli mimo wszystko po lekturze książki znajdziemy się na pokładzie samolotu, jakikolwiek hałas czy turbulencja każe nam zastanowić się kiedy ostatnio naszym samolotem zajmował się mechanik. I nawet jeśli te opowieści są mocno na potrzeby książki podkręcone, to jednak pewnie ziarno prawdy w nich się znajdzie. No ale po kolei.

Lotnisko to przynajmniej dla mnie specyficzne miejsce. Może dlatego, że kojarzy się z czymś miłym. Nawet jeśli to podróż służbowa, choć zazwyczaj lot samolotem oznacza jakąś formę wakacji. Za każdym razem kiedy jestem na lotnisku czuję się doskonale, może trochę mniej kiedy już wracam z podróży, ale mimo wszystko zazwyczaj nastrój mam fenomenalny. A latanie? U-wiel-biam! Nie myślę będąc na pokładzie samolotu o tym, że może stać się coś złego. No niby może. Tak samo może się coś stać kiedy jadę samochodem, idę ulicą. Statystycznie… Zazwyczaj myślę, że przecież ten samolot musiał ktoś sprawdzić, opukać, ostukać, pomacać, dokręcić śrubkę i dopiero wtedy pozwolić mu wzbić się w przestworza.  Przynajmniej chcę w to wierzyć. Ale skoro naciąga się rzeczywistość do wymogów na ziemi, dlaczego ludzie mieliby się nagle zmieniać w sytuacji kiedy chodzi o samoloty?

Samoloty regularnie latają z usterkami. Od całkiem małych rzeczy, jak zepsuty kibel albo fotel pasażerski, po naprawdę ważne urządzenia – na przykład tłumik wahań poprzecznych, który powstrzymuje samolot przed oscylowaniem i huśtaniem w czasie lotu, a tym samym pasażerów przed odruchami wymiotnymi. Jednak są usterki z którymi absolutnie nie wolno latać (…) Istnieje lista (…) na której wymienione jest wszystko, co powinno działać sprawnie, żeby samolot mógł legalnie i bezpiecznie lecieć. Jeśli twoja usterka nie znajduje się na liście, nie masz wymówki, musisz lecieć, a twoja linia zwolni cię jeśli odmówisz lotu. (…) Słyszałem niesamowite historie o samolotach, których mechanik nie dotykał przez rok albo dłużej i wciąż latają. Przeleciały ponad sto tysięcy mil powietrznych i nikt nawet nie sprawdził, czy drzwi do luku nadal się zamykają.

Jak to było? Wiedza to bogactwo, niewiedza to błogosławieństwo. Zdecydowanie tak… Po lekturze tego fragmentu zacząłem zastanawiać się ile razy mogłem lecieć takim, niesprawdzanym przez mechanika od roku samolotem? Zwłaszcza jeśli latałem samolotami należącymi do przewoźnika, który ma problemy finansowe i pewnie szuka oszczędności gdzie się da? Niewiedza to błogosławieństwo, zaprawdę powiadam wam.

A czy zdarzyło się Wam zachować w sposób nieuprzejmy w stosunku do osoby z personelu naziemnego? A nie mieliście później problemów żołądkowych?

Jeśli narazisz się pracownikom lotniskowym, zawiadamiają załogę na pokładzie i nie tylko będziesz mieć nieprzyjemny lot, ale możliwe problemy żołądkowe przez następnych kilka dni. Załoga napluje ci na jedzenie, nasika do kawy, wytrze stekiem kibel zanim go zaserwuje. I nikt się nie dowie. Niektórzy stewardzi i stewardesy noszą nawet przy sobie środek przeczyszczający, który wrzucają do napojów lub jedzenie ludzi kiedy im podpadną. Najlepszy sposób na przyjemną podróż – to być miłym i przyjacielskim od momentu wejścia na lotnisko“.

No jasne, tak być nie powinno. Ani obsługa naziemna ani personel pomocniczy, ani nikt inny nie powinien wykorzystywać swojej przewagi i mścić się w ten czy inny sposób. Z drugiej jednak strony pasażer też powinien mieć świadomość, że posiadanie biletu na samolot nie czyni z niego najważniejszej osoby na świecie, której wszyscy powinni kłaniać się w pas. Jeśli więc potrafisz się zachować to “enjoy you meal and have a nice flight”. Nie zaszkodzi jednak odmówić różańca w intencji sprawnej technicznie maszyny. A i może jednak lepiej nie czytać takich książek. O ile na to jak się zachowuje mam wpływ (i przynajmniej teoretycznie nie powinienem obawiać się o jakość posiłku, choć przyznam że nieco straciłem apetyt) o tyle już na to kiedy ostatnio samolot był sprawdzany przez mechanika – żadnego.

A przecież człowiek musi sobie od czasu do czasu polatać.

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

1 komentarz

  1. E tam e tam, nie musi.
    Już widzę zdziwione miny wielu, którzy pomyślą, że przecież takie rzeczy to tylko w zacofanej Polsce, a nie na świecie….

    I proszę jak bardzo jesteśmy uzależnieni od innych.

Odpowiedz: