Filipiny – państwo, które mnie zadziwiło pod wieloma względami, a internet to jeden z nich. Internet na Filipinach jest bardzo popularny. Centra handlowe to znakomite miejsca do surfowania po sieci. 

Lecąc na Filipiny byłam przekonana, że to z lekka zacofany kraj, dosyć prymitywny i słabo rozwinięty. Moje wyobrażenia co do niektórych sfer szybko się zweryfikowały. Już pierwszy dzień mojego pobytu okazał się dniem zdominowanym przez Internet. Wylądowaliśmy około północy i z przyczyn subiektywnych nie zostaliśmy w hotelu, a udaliśmy się z plecakami do jednej z sieciowych restauracji, która znana jest też z tego, że w większości swoich lokalizacji ma WiFi. Zweryfikowaliśmy nasze plany przy użyciu sieci i wyruszyliśmy do stolicy Filipin, Manili. Jechaliśmy autobusem, w którym było WiFi. WiFi na pokładzie autobusów na najpopularniejszych trasach to norma. Pracować się nie do końca da, bo trudno się trafia w klawisze, ale można np. czytać lub słuchać muzyki czy radia ;)

Internet na Filipinach jest bardzo popularny. Centra handlowe to znakomite miejsca do surfowania po sieci. Oprócz WiFi poszczególnych sklepów czy punktów usługowych – te sieci zwykle są zabezpieczone hasłami ? do dyspozycji konsumentów jest sieć danego centrum.

Kafejki internetowe dają możliwość skorzystania z Internetu w dosyć rozsądnych cenach. Zwykle jest to 20 peso filipińskich za godzinę korzystania z sieci (1 USD = 40 peso filipińskich). W miejscach turystycznych ceny za surfowanie w kawiarni internetowej to granice 20-100 peso za godzinę.

Przez półtora miesiąca mojego pobytu na Filipinach spałam wyłącznie w miejscach, które dawały możliwość korzystania z sieci. W większości przypadków nie wybierałam miejsc na odpoczynek pod kątem dostępu do internetu. W El Nido, na Palawanie, gdzie energię wyłącza się o 6 rano i włącza ponownie o 14.30, wynajmowałam dom zasilany energią słoneczną ? ponoć jedyny w El Nido ? i nawet wtedy, kiedy cała wyspa odcięta była nawet od światła, mogłam spokojnie pracować.

Najbardziej absurdalną sytuacją, na pierwszy rzut oka, było WiFi w środku lasu! Oniemieliśmy z moim towarzyszem podróży i oczywiście sprawdziliśmy czy rzeczywiście działał. Sygnał był wyjątkowo silny! To miejsce to Mountain Tower na Siquijorze. Nasz przewodnik wytłumaczył nam, że w Wielki Tydzień odbywają się tam uroczystości, które przyciągają masę turystów, a ci lubią mieć dostęp do sieci :)

Jest to gościnny tekst autorstwa Dagmary Bałusz. Dagmara zwiedza obecnie ciekawe miejsca w Azji, możecie więc spodziewać się w nieodległej przyszłości kolejnych tekstów Dagmary. Aktualizowana trasa wyprawy Dagmary jest tu – DagmaraNaWagarach.pl

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: