Ostatnio byłem tak pochłonięty projektami i sprawami związanymi z projektami, że zaniedbałem swojego bloga, a i sporo ciekawych tekstów uszło mej uwadze. Nie na długo, ale czas najwyższy nadrobić zaległości. Otóż pojawiły się spekulacje dotyczące wielkiego internetowego bum, w sensie pęknięcia bańki.
Oczywiście jak nakazuje moda, nawet biedna internetowa bańka doczekała się określenia ?2.0?. To już trochę zakrawa na paranoję, no ale ok. Może to jak z IV RP, też padnie i będzie znowu normalnie. W tym konkretnym przypadku bez 2.0, a może nawet bez 3.0 i dalej.

Informacje o zbliżającym się wielkim bum zainaugurował Wall Street Journal. Trzy grosze dorzucił też TechCrunch. W języku naszym rodzimym o sprawie poinformował Internet Standard.

?-To absolutne deja vu- mówi WSJ David Chao, inwestor venture-capital z Kalifornii. -Śmieci jest dokładnie tyle samo, co w 1999 r.- dodaje. Poważany dziennik amerykański poświęcił temu tematowi powracającej bąnki internetowej artykuł na pierwszej stronie swojego wtorkowego wydania. Zdaniem autorów tekstu “As Tech Heats Up, Sages Dust Off, Bubble Indicators“, wszystko to co było w latach 90 powtarza się dzisiaj: miliony dolarów na inwestycje bez efektywnego modelu biznesowego, co najmniej dziwne nazwy spółek i zachłyśnięcie się inwestorów nowymi technologiami.? – informuje Internet Standard.

Wcześniej jednak, na początku tekstu znajduje sie taka oto informacja:

Koniec lat 90. Niska penetracja internetu na świecie, królujące łącza dial-up, encyklopedie multimedialne na CD-ROMach oraz… miliony USD na inwestycje w serwisy WWW. Bańka rosła. Jednak już na początku 2000 r. inwestorzy stracili wiarę w sieć i masowo zaczęli pozbywać się akcji. Wartość niektórych spółek w ciągu kilku miesięcy spadła z kilku tysięcy USD do kilku USD za akcję. Bańka pękła.

I juz w tym momencie widać zasadnicze różnice. Penetracji internetu niską raczej nazwać się nie da (jasne że może być wyższa, ale źle nie jest), dial-up to pieśń przeszłości, encyklopedię z której chyba najczęściej korzystamy mamy w Internecie, CD-ROMy zostały w dużym stopniu wyparte przez DVD. Są za to miliony dolarów na inwestycje to fakt. Są tez miliardy dolarów ? patrz Google i YouTube.

Nie przekonują mnie również argumenty, które za WSJ przytacza Internet Standard:

Uczeń podstawówki jest założycielem firmy PlaySpan, która dostała 6,5 mln USD od funduszu venture-capital, jednak nie ma czasu na zajmowanie się biznesem, bo mama każe mu chodzić do szkoły. Nazwa firmy “Zipidee” pochodzi od piosenki z Disney’owskiego filmu z lat 60, a inne są jeszcze głupsze np. Orgoo. Mc Hammer, znany ze swojego przeboju “Can’t touch this” i bankructwa w 1996 r. odpowiada za strategię nowego startu-upu Dance Jam.

Głupie nazwy powstawały zawsze i powstawać będą. Z resztą od głupiej nazwy trudno zbankrutować. Skoro firma (z całym szacunkiem) Osram jest w stanie funkcjonować w Polsce, to tym bardziej ?głupie? nazwy firm internetowych nie wpłyną na ich funkcjonowanie. Chybione inwestycje to po prostu część biznesu. Dużą niesprawiedliwością byłoby twierdzenie, że jest to domena Internetu. Z resztą nie wszystko co wydaje się na początku idiotyczne, musi skończyć się porażką. Przypominam sobie jak wiele osób śmiało się z Alexa Tew, który tworzył swoja witrynę na której każdy piksel wart był jednego dolara. Prześmiewcy przestali się śmiać, kiedy Alex zarobił milion. Podobnych przykładów można znaleźć całkiem sporo.
Cieszy mnie natomiast optymizm szefów dużych polskich firm działających w Internecie. I w pełni ten optymizm (oraz argumenty podzielam).

(…)Czy mamy się czego obawiać w Polsce? Nie, u nas podstawy zawsze były zdrowsze (choć i my mamy za sobą jedno “otrzeźwienie” i zniknęcie z rynku tworów nieefektywnych). Na korzyść działa też to, że spółki internetowe są jeszcze prawie że niezauważalne w ogólnej masie rynku, więc i ewentualne zawirowania nie wpłyną na portfele inwestorów. -Michał Brański, członek zarządu o2.pl sp. z. o. o.

Internet ma ogromny potencjał rozwoju w bardzo wielu kierunkach, a trafione pomysły rozwijają się w nim z prędkością światła. Trudno się więc dziwić, że przyciąga kapitał, gotowy inwestować pomimo dużego ryzyka. -Artur Waliszewski, Country Manager Google Polska

Firmy internetowe zarabiają obecnie gruba kasę, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Inwestują również we własny rozwój samodzielnie wygenerowaną gotówkę. - Grzegorz Błażewicz, prezes Interia.pl S.A.

Moim zdaniem nie ma zagrożenia kolejną “bańką internetową”. Przez ostatnich kilka lat internet stał się bardzo silnym medium, coraz trudniej też wyobrazić sobie bez niego codzienne życie.
-Łukasz Wejchert, prezes Grupy Onet.pl

Powtórki z roku 2000 na pewno nie będzie – ludzie, którzy byli wtedy na rynku są na nim także teraz i na pewno wyciągają wnioski. -Rafał Agnieszczak, prezes Interaktywna sp. z o. o.

Teraz mamy zupełnie inną sytuację. Internet jako medium nieco już okrzepł. Użytkowników jest coraz więcej, reklamodawcy zdają sobie sprawę z jego siły i wydają coraz więcej pieniędzy na kampanie w Internecie. Dzięki rosnącym przychodom dotcomy osiągają zyski. To może dawać poczucie stabilności.
-Jacek Murawski, prezes Witrualnej Polski

Więcej w serwisie Internet Standard.

Dodajmy do tego stale rosnące wydatki na reklamę online, coraz większa popularność handlu w Internecie, coraz łatwiejszy do niego dostęp. Po prostu, projekty które nie maja sensu upadną bez względu na bańkę i jej pęknięcie. Z reszta, paradoksalnie takie upadki wielu wartościowym projektom mogą tylko pomóc.

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: