Pamiętacie jeszcze wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Roman Giertych kontra Fakt? Mnie ta sprawa nie dawała spokoju, bo o ile jestem za wypalaniem napalmem wszelkich objawów hejterstwa, o tyle oczekuje, że instytucje państwowe, a już zwłaszcza sądy zachowają zdrowy rozsądek i zimną krew. 

Po przeczytaniu tekstu opublikowanego w portalu Gazeta.pl “Giertych kontra Fakt.pl i komentarze hejterów. Sprawa wraca do sądu” miałem mieszane uczucia. Ponieważ jednak prawnikiem nie jestem, poprosiłem o opinię mecenasa Tomasza Ejtminowicza, specjalizującego się m.in. w prawie własności intelektualnej i prawie nowych technologii. Oto jego opinia:

“Nie znam pisemnego uzasadnienia, ale relacje prasowe z ogłoszenia wyroku i jego umotywowania zdumiewają mnie. Jeśli dobrze rozumiem, Sąd Najwyższy zaaprobował pogląd Romana Giertycha, że “Fakt” stworzył platformę umożliwiającą obrażanie ludzi i dlatego powinien ponieść za to konsekwencje.

Wyrok stoi w oczywistej sprzeczności z polskim prawem, tj. przede wszystkim z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która wyznacza prawne ramy działalności serwisów internetowych m in. pod kątem forów internetowych. Sprzeczny jest także z przepisami międzynarodowymi, na których budowano polskie prawo.

Logika obowiązujących w Polsce przepisów jest tu dostosowana do rzeczywistości internetowej – skoro największe portale notują dziennie kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy nowych wpisów na swoich forach, to nie mogą automatycznie cenzurować treści, bo to niewykonalne. Zwłaszcza, że chyba nie wymyślono jeszcze empatycznego robota, który mógłby subiektywnie oceniać cudze uczucia i opinie. Dopiero zgłoszenie od osoby poszkodowanej powinno zmuszać administratora do usuwania szkodliwych treści. Czyli wyjątek od reguły, a nie odwrotnie. Wyrok Sądu Najwyższego, wbrew ustawie, tę regułę wywraca do góry nogami.

Nie można wymagać od administratora forum premoderacji, gdyż byłaby to swoista cenzura prewencyjna. Administrator nie jest wszechwiedzący i nie ma mocy przepowiadania przyszłości. Nie może wiedzieć, jakie konkretne treści będą na forach wpisywane.

Co więcej – wyrok jest moim zdaniem także sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem i zapadł tak, jak gdyby Sąd Najwyższy stał gdzieś na dalekim marginesie zmian społecznych i technologicznych.

Bo jak go pogodzić z istotą wymiany informacji w Internecie, które krążą na uniwersalnych – otwartych platformach dostępnych dla wszystkich? Czy rzeczywiście administrator świadczący usługi hostingowe – obojętnie czy przechowując wpisy z forum, czy hostując zdjęcia bądź muzykę – jest współudziałowcem przestępstwa albo narusza czyjeś dobra osobiste? W erze, gdy liczba danych idzie w miliardy? W erze, gdzie wszystkie informacje powoli emigrują z twardych dysków w chmury?

Uruchamiając narzędzie internetowe, które z zasady nakierowane jest na ogół użytkowników, nie można zakładać, iż jest ono źródłem przestępstwa czy łamania cudzych praw. To taka sama logika, jak oskarżanie producenta noży, że za ich pomocą ktoś popełnił morderstwo.

Wyrok wpisuje się w szerszą problematykę walki z dostawcami usług hostingowych. Zamiast uderzać skutecznie w faktyczne osoby, które łamią prawo (konkretni autorzy obelżywych wpisów, konkretni naruszyciele cudzych praw autorskich); atakuje się w administratorów powszechnie dostępnych usług, czyli bije w osoby, które tak naprawdę działają w rytmie postępu technologicznego i zgodnie z naturalnymi zmianami społecznymi. Nie chciałbym, aby sądy stały w ariergardzie postępu :)

Nie rozumiem też, czym miałyby się różnić fora załączane do elektronicznych wydań dzienników papierowych, od innych forów nieprowadzonych przez gazety. Dlaczego te pierwsze miałyby podpadać pod prawo prasowe i być traktowane jak listy do redakcji (z pełną odpowiedzialnością za ich treść), a te drugie nie? Przypomnę, że gazeta “papierowa” publikuje na swoich łamach tylko wybrane “listy do redakcji”, po ich przeanalizowaniu, natomiast nie da się analizować kilkudziesięciu tysięcy internetowych “listów do redakcji” dziennie.

Ten wyrok na szczęście nie jest zasadą prawną, w Polsce nie obowiązuje praw precedensowe, a Sąd Najwyższy w wielu sprawach zajmuje skrajnie różne stanowiska interpretując te same przepisy. Dlatego ta praktyka sądowa nie może się utrwalić, gdyż prowadziłaby do absurdalnej sytuacji: oto bowiem każdy, kto podjąłby jakąkolwiek aktywność “społecznościową” zacząłby odpowiadać z góry i w pełnym zakresie za treści, które hostuje.”

 

Niewątpliwie komentarze pełne nienawiści są problemem, z którym trzeba sobie poradzić. Nie można absolutnie pozwalać na obrażanie ludzi, nie po to jest Internet. Trzeba jednak do problemu podejść tak, żeby faktycznie była szansa na jego rozwiązanie, a nie wymyślać coś, czego nikt w praktyce nie będzie w stanie zrealizować.

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

2

Brak komentarzy

Odpowiedz: