Jedz pieniądzeSą takie momenty w życiu człowieka, kiedy przestaje się cokolwiek rozumieć. Np. ja ostatnio mam wrażenie jakbym żył w mocno podkręconej wersji Matrixa. Generalnie spodziewam się już wszystkiego, ale jednocześnie przestaje być czegokolwiek pewien. Dzis wystarczyła mi lektura dwóch tekstów na mojej ulubionej, ukochanej kryzysowej witrynie Gazeta.pl

Najpierw na ?jedynce? pojawił się tytuł, który spowodował, że zacząłem rozważać sprzedaż swojej nerki lub innego organu. ?Petru: zaczyna się mówić o ryzyku upadku kraju?. Przyznacie, że wiadomość z gatunku ?as z rękawa?, po którym zostaje tylko odwrócić się na pięcie i odejść w otchłań. Uodporniony nieco (Gazetowcy.pl nie wpadli na pomysł, że codzienne maltretowanie czytelników dramatycznymi informacjami w końcu sprawi, że się czytelnik uodporni co i u mnie nastąpiło) na złe wieści postanowiłem poczytać co pan Ryszard Petru ma do powiedzenia (dodajmy, że pan Rysiek utraty pracy się nie boi bo już dziś wiadomo, że z początkiem lipca 2009 r. obejmie stanowisko Dyrektora BRE Banku ds. strategii).

No i pan Rysio mówi tak w pewnym momencie:

Ale spadek wartości złotego ma też dobre strony.

Gdyby nie istniał problem opcji, to tak. Ale z nim eksporterzy zamiast zyskiwać na słabnącym kursie złotego, tracą wielokrotnie więcej na opcjach. Pewne poziomy kursów uruchamiają jednorazowe, nieodwracalne zdarzenia – tak silne, że firmy przez nie padają. Deprecjacja złotego osiągnęła poziom, przy którym zaczyna się mówić o ryzyku upadku kraju. Ja nie mówię, rzecz jasna, że grozi nam zaraz scenariusz argentyński, ale dzisiaj jest on bardziej prawdopodobny niż miesiąc temu. Do niego oczywiście jeszcze daleko, ale rynek po raz pierwszy zaczął się bać.

To bardzo mocne słowa.

Wiem. Rynek zaczął uwzględniać ryzyko dużych problemów gospodarczych Polski w ciągu minionych kilku tygodni. Widać to w kursie złotego i wycenie CDS.

Ja wiem, że wybitni ekonomiści rozumieją te słowa zupełnie inaczej niż ja i wszyscy moi znajomi którzy to przeczytali. Wiem, niemniej wybitni ekonomiści występują tylko w telewizji, zatem bardziej jakoś wierzę sobie i znajomym. A wszyscy stwierdzili ? dramat! No skoro może upaść kraj, to dramat!

Ale dalej pan Ryszard mówi takie oto słowa (choć tego już mogło sporo słabszych krążeniowo osób nie przeczytać dostawszy wcześniej zawału z przejęcie) :

Więc jaki w sumie będzie ten rok dla naszej gospodarki?

Będziemy mieli jednak do czynienia ze wzrostem gospodarczym. Małym, ale to nie będzie recesja. I podobnym, niewielkim wzrostem dynamiki konsumpcji. Jednak Polska, jeżeli tylko unikniemy krachu walutowego, będzie w lepszej sytuacji niż większość krajów europejskich. Będziemy się jednak rozwijać.

Pewnie znowu ekonomiści wytłumaczyliby to tak, że powyższe zestawienie nabrałoby znacznie pełniejszego wymiaru, a ja wyrywając z kontekstu fragmenty wypowiedzi jestem niesprawiedliwy i zasługuje na męki w kotle piekielnym. Może, ale odczuwam dysonans. W moim małym ekonomicznym rozumku nie mieści się jednoczesna możliwość upadku państwa z jego jednoczesnym rozwojem. Może jest na sali lekarz ekonomista, który mi to wytłumaczy?

A na koniec, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej opublikowało informacje na temat bezrobocia.

“Stopa bezrobocia rejestrowanego (na podstawie liczby pracujących z końca grudnia, szacowanej przez GUS) wyniosła w styczniu 2009 r. 10,5% i w porównaniu do grudnia 2008 wzrosła o 1 punkt procentowy. Należy zauważyć, że była również o 1 punkt procentowy niższa, niż w końcu stycznia 2008 r. (11,5%)” – podano w komunikacie. ? informuje Gazeta.pl

Czyli skoro jest lepiej niż rok temu, to będzie gorzej niż rok temu?

Zdjęcie:yourteacher, licencja: Creative Commons

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: