Wczorajszą Konfrontację Sztuk Walki warto było obejrzeć dla dwóch walk – Michała Materli i Mameda Khalidova. Tzw. “walka wieczoru” to był żart.
W sumie to szkoda mi trochę Mariusza Pudzianowskiego. Jego walka z Bobem Sappem to był żart. Głównie ze strony Amerykanina, który nie pokazał absolutnie nic. Został obity przez Dominatora niemiłosiernie, po walce podnosił ramię Pudzianowskiego wskazując zwycięzcę.  Słabe to było straszne. I lepiej gdyby tej “walki” nie było w ogóle, wówczas efekt całej KSW 19 byłby znacznie lepszy. Zwłaszcza, że chwilę wcześniej mieliśmy okazje oglądać kwintesencję MMA.

Mamed Khalidov bardzo szybko udowodnił swoją klasę i posłał na deski Rodney’a Wallace’a. Zapowiadało się z resztą na to od samego początku, Mamed zaatkował od razu i przy okazji mieliśmy pokaz umiejętności naszego zawodnika. Mało brakowało a jedno z kopnięć z obrotu skończyłoby Wallace’a. Co się jednak odwlecze…

Mamed po walce zwrócił się do swoich managerów z prośbą o zorganizowanie mu walki w UFC czyli tam gdzie walczą najlepsi z najlepszych. Chętnie zobaczyłbym naszego zawodnika w UFC, bo to z całym szacunkiem dla twórców KSW, zupełnie inna liga.

Drugą walka, dla której warto było oglądać KSW 19 było starcie Michała Materli z Jay’em Silvą. Materla pokazał taki charakter i serce do walki, że należy mu się szacunek po wieczność. Przez dłuższy czas Materla dominował i narzucał swoje warunki. Do czasu kiedy został kopnięty w kolano, a chwilę później zasypany gradem ciosów (co sam po walce skwitował: no tak już mam na szczęście, że mogę trochę więcej przyjąć) walczył w zasadzie o to, żeby nie było KO. Komentatorzy mówili: to już kwestia czasu, to długo nie potrwa. No i Michał Materla wyciął wszystkim niezły numer. Wygrał walkę nie widząc na jedno oko i mając sprawne jedno kolano. Z drugiej strony należy zapytać Silvę jak on tego nie wygrał? Zdaje się, że Krzysztof Soszyński nie był po walce zadowolony :)

Pozostałe walki odbyły się i tyle można o nich powiedzieć. Dość dziwną walką między Antonim Chmielewskim i Mattem Horwichem. Chmielewski dość szybko stracił siłę, Horwich wręcz przeciwnie i skończyło się porażką (zasłużoną) Polaka.

Ciekawostka była dość krótka walka między Pauliną Suską i Martą Chojnoską, którą wygrała ta druga. Chojnoska wykorzystała to czego nauczyła się w czaise treningów judo i najpierw z łatwością sprowadziła walkę do parteru, a tam założyła dźwignię i przy okazji co pewien czas uderzała przeciwniczkę. Suska poddała się dość szybko, ale dużego wyboru nie miała. Chyba tylko Antônio Nogueira nie odklepuje nawet wtedy kiedy przeciwnik łamie mu rękę.

KSW 19 za nami, odsłona numer 20 została zapowiedziana na jesień. Czekam i mam nadzieję, że tym razem walka wieczoru to będzie faktycznie pojedynek prawdziwych fighterów takich jak Mamed Khalidov czy Michał Materla.

Tymczasem już 26 maja Junior Dos Santos będzie bronił mistrzowskiego pasa. Naprzeciw niego stanie Frank Mir, który w czasie ostatniej walki pokonał rodaka i trenera Dos Santosa – Antônio Nogueirę. Zapowiada się pojedynek z podtekstem dwóch mistrzów BJJ. Będzie się działo.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: