Prawdopodobnie nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele firm wykorzystuje Wasz nawyki, do tego żeby coś Wam sprzedać. Te same nawyki można jednak wykorzystywać do zapobiegania zamieszkom.

Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Wszyscy o tym wiedzą. Zazwyczaj jednak tę wiedzę lekceważymy i przypominamy sobie o zbawiennej roli profilaktyki kiedy jest już za późno. Są jednak ludzie, których praca polega właśnie na zapobieganiu niebezpieczeństwom. Oni nie mają wyboru i muszą zrobić wszystko, żeby nie doszło do najgorszego.

Gdyby zapytać przeciętnego człowieka, co zrobiłby żeby zapobiegać zamieszkom, prawdopodobnie powiedziałby, że należy zwiększyć siły porządkowe, zrobić pokaz siły, ewentualnie znaleźć źródło problemu i spróbować ten problem rozwiązać. Prawdopodobnie takie odpowiedzi padałyby najczęściej. Ale co w sytuacji kiedy demonstracja siły może ewentualnie doprowadzić do eskalacji konfliktu, a wyeliminowanie przyczyn zamieszek jest niemożliwe w krótkim terminie? Z takim problemem musiał zmierzyć się pewien major armii. Jak myślicie co zrobił? Prawdopodobnie nie wpadlibyście na tak banalne rozwiązanie.

Był majorem w armii, przeanalizował nagrania wideo z niedawnych zamieszek i zidentyfikował wzorzec: przemoc zazwyczaj poprzedzał następujący scenariusz: na jakimś placu czy innej otwartej przestrzeni zbierał się tłum Irakijczyków, który w ciągu kolejnych kilku godzin robił się coraz większy. Pojawiali się sprzedawcy jedzenia, podobnie jak widzowie. Potem ktoś rzucał kamień czy butelkę i rozpętywało się piekło. Kiedy major spotkał się z zarządcą Kufy, wyraził nieco dziwaczne życzenie: czy można zakazać sprzedawcom żywności pojawiania się na placach? Jasne, powiedział zarządca. Kilka tygodni później niedaleko Masjid al-Kufa, głównego meczetu w mieście, zebrał się niewielki tłumek. W ciągu popołudnia się rozrastał. Niektórzy ludzie zaczęli intonować gniewne hasła. Iracka policja, wyczuwając zbliżające się kłopoty, skontaktowała się drogą radiową z bazą wojskową i poprosiła amerykańskie wojsko o wsparcie. O zmierzchu tłum się zmęczył i mocno zgłodniał. Ludzie zaczęli się rozglądać za sprzedawcami kebabów, którzy zazwyczaj licznie pojawiali się na placach, ale nikogo nie udało się znaleźć. Widzowie sobie poszli. Śpiewający hasła ulegli zniechęceniu. O ósmej wieczorem na placu nie było już nikogo. [fragment pochodzi z książki “Siła nawyku” Charlesa Duhigga]

Wystarczy, że zmienisz drobny element w schemacie, żeby zmienić całość.

Genialne w swej prostocie, prawda? Wystarczyło zburzyć rutynę, usunąć jeden element schematu zdarzeń, żeby nie doszło do rozruchów. Pojawiła się potrzeba zaspokojenia głodu, ale na miejscu nie było możliwości żeby cokolwiek zjeść. Zamiast wszczynać zamieszki, protestanci ruszyli w poszukiwaniu jedzenia. Głód okazał się silniejszy od potrzeby zamanifestowania niezadowolenia.

Przyznacie, że trudno jest panować nad nawykami. Wie to każdy, kto postanowił zacząć ćwiczyć, przestać obgryzać paznokcie czy przestać podjadać między posiłkami lub nie jeść po 18. Wiedzą o tym również ci, którzy chcą pokierować ludźmi tak by zrobili dokładnie to czego się od nich oczekuje.

No to pomyślcie teraz ile razy zmieniliście plany i zrobiliście coś zupełnie inaczej niż mieliście zamiar, tylko dlatego, że ktoś Wam niespodziewanie zabrał możliwość zjedzenia kebaba tak jak tym Irakijczykom?

Zdjęcie: Wikipedia

PS. A tak na marginesie, kto poczuł głód patrząc na zdjęcie? ;)

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: