Nieco ponad miesiąc temu pisałem o tym, że piszemy w Internecie tak jakby nikt tego nie czytał. Przywoływałem przykład osób wypowiadających się na Facebooku na temat np. swoich przełożonych. No i okazuje się, że jednak ktoś to czyta.Kiedy jakiś czas temu obserwowałem posty kilku osób na Facebooku  zastanawiałem się czy to akt desperacji i próba odreagowania stresów w pracy (bo akurat wiem, że tam bywa różnie) czy to brak wyobraźni jednak. Wyszło mi, że to jednak to drugie.

Tymczasem Microsoft opublikował wyniki ankiety, która powinna wszystkim swobodnie wypowiadającym się dać do myślenia. Otóż w wyniku badania okazało się, że 70%  osób zajmujących się rekrutacją przyznało, że odrzuciło podanie kandydata z powodu tego co udało się znaleźć w Internecie.

Najczęstsze wymieniane powody skreślenia kandydata to:

  • niewłaściwe zdjęcie/video,
  • wątpliwości związane ze stylem życia
  • niewłaściwe komentarze.

“Nasze badanie udowadnia, że warto dbać również o internetowa reputację, bo może to przynieść korzyści. Każdy powinien krytycznie spojrzeć na swój cyfrowy portret” – napisał na swoim blogu Peter Cullen z Microsoftu.

Jak wynika z badania, informacji o kandydatach w Internecie szukają jednak nie tylko specjaliści od rekrutacji, co nie powinno nikogo dziwić (spróbujcie przypomnieć sobie ile razy zdarzyło się Wam szukać np. na N-K informacji o nowo przyjętej osobie do firmy?).

Specjaliści od rekrutacji, wierzą że w ciągu pięciu lat znaczenie naszej internetowej reputacji znacząco wzrośnie.

Z Internetu korzystają miliony ludzi, miejsc gdzie można zostawić po sobie ślad jest bardzo dużo. Dziwne żeby z tej wiedzy nie skorzystali ludzi, którzy mają podjąć decyzję o zatrudnieniu. Dlatego nie popadając w paranoję, oraz nie oddając pokłonów bożkowi poprawności politycznej warto pomyśleć przed naciśnięciem Enter.

Prezentacja Microsoftu.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: