Lana Del Rey to od pewnego czasu tzw. “najgorętsze nazwisko showbusinessu”. Od kilku dni to również obiekt zmasowanej krytyki po występie w Staurday Night Live, który faktycznie do najlepszych nie należał. 

Lana Del Rey tak naprawdę nazywa się Elizabeth Grant, urodziła się w 1986 roku i jest córką milionera, co najwidoczniej wielu krytyków boli. Wokół tej atrakcyjnej dziewczyny jest sporo tzw. kontrowersji. Oto cytat z Wikipedii (tej polskiej, działającej):

Niektórzy dziennikarze zarzucają artystce, że jej wizerunek jest stylizowany na niezależną artystkę przez sztab profesjonalistów, który kreują ją jako zwykłą dziewczynę z Lake Placid oraz powatpiewają, że przez kilka lat mieszkała w przyczepie kempingowej oraz, że nie miała nawet na płatki śniadaniowe, gdy jej ojciec jest milionerem. Na dodatek kreowano ją jako debiutantkę przy premierze ” Video Games”, kiedy to przy okazji jej wcześniejszy nieudany album Kill Kill został usunięty z iTunes”

No dobra, powiedzmy  sobie szczerze. Zarzuty są śmieszne. 95%  wykonawców z mainstreamu jest stylizowanych na kogoś. Tak ten biznes działa. Tak pamiętam ten biznes kiedy jeszcze w nim pracowałem, ale nie sądzę żeby się zmienił. A jeśli już to na gorsze. Kreowano ją na debiutantkę choć nią nie była? Przypominam sobie kilka edycji Fryderyków kiedy w kategorii debiut pojawiały się zespoły stworzone przez starych wyjadaczy, którzy debiutu swojego nie pamiętają od dawna.

I co? I nic.

Lana Del Rey zrobiła to samo. Wydała pierwszą płytę jako Lizzy Grant. Płyta najwidoczniej nie była najlepsza, albo panna Grant stwierdziła, że chciałaby o niej zapomnieć i rozpocząć artystyczne życie na nowo. Miała już doświadczenie i zaczęła jeszcze raz, tym razem pod pseudonimem Lana Del Rey.

A te opowieści o życiu w nędzy? Znalazłoby się kilku znacznie większych od Lany artystów którym zdarzyło się nieco podkolorować swoja przeszłość, żeby lepiej pasowała do wizerunku.

Lana rozpoczęła nowy etap w życiu.

Klip do “Video Games” trafił na YouTube i do dziś obejrzało go ponad 20 milionów ludzi. No to faktycznie musi wielu boleć. Przyznam szczerze, że pierwszy kontakt z tym numerem był dla mnie torturą. Drugi raz mnie zirytował. “Zmanierowana laska, która zrobiła sobie usta (swoja droga idiotyczna moda) i coś tam mruczy pod nosem” – pomyślałem. Ale mam też nawyk z przeszłości, żeby artystów nie oceniać tak szybko. Wiele razy zdarzyło się, że płyta która na początku mnie zirytowała, później trafiała do mojego osobistego Hall of Fame. Dałem więc jej szansę. Spodobało mi się.

Oto ten klip:

W sobotę, Lana Del Rey pojawiła się w programie Saturday Night Live i nie wypadła najlepiej. Z resztą posłuchajcie:

Ok, popełniła sporo błędów technicznych, tonacje zmieniała dość swobodnie. Cóż, zdarzyło się. Czy to oznacza, że Lana Del Rey nie dość, że jest wymyślona to jeszcze jest wymyślona w złym stylu jak nie przymierzając Milli Vanilli? Poszukałem w YouTube i znalazłem jej dwa występy na żywo.

Oto występ w Jonathan Ross Show:

A tu występ w niemieckiej telewizji:

No też wszystkiego nie zaśpiewała czysto i bez błędów, ale afery nie było (choć oczywiście zaśpiewała lepiej niż w SNL). Znaczy się umie i może. Czyli może w czasie SNL miała gorszy dzień, zestresowana była, miała PMS, cokolwiek. W końcu artysta też człowiek.

A jeśli Lana Del Rey jest tak bardzo wymyślona przez management, to może i ta cała afera (oraz te wcześniejsze) jest również wymyślona i starannie zaplanowana? W końcu w szołbizie nie takie rzeczy już się działy i powiedzmy sobie szczerze, grzeczna ta panna jest. Może za grzeczna? A to średnio się sprzedaje…

Tymczasem 31 stycznia ukazuje się debiutancki album Lany Del Rey.

PODOBNE ARTYKUŁY

6 Komentarze

  1. Otóż ostatnio właśnie Lana Del Rey zamiennie z Adele :) No i oczywiście dla równowagi stały zestaw młodego metalowca :)

Odpowiedz: