Chamów, prostaków i idiotów jest w Internecie tak wielu, że często nie chce się z niego korzystać. A przecież Internet to fantastyczne narzędzie, jeden z najważniejszych wynalazków. Czas najwyższy przestać tolerować to co poza Internetem spotyka się zazwyczaj ze zdecydowanym sprzeciwem. 

Odważni w sieci, tchórze w realu

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Pryszczaty kilkunastoletni małolat podchodzi do Roberta Burneiki lub Mariusza Pudzianowskiego i mówi  do niego: “ty ch*** je***, pier**** twoja matkę“. Oczywiście w tzw. realu tego nie zrobi, bo istnieje prawdopodobieństwo, że byłyby to jego ostatnie słowa w życiu. Z resztą w miejsce Roberta i Mariusza można wstawić prawie każdego. W realu ludzie tracą odwagę. Co innego w Internecie…

Nazwać kogoś w sposób obraźliwy w sieci jest niezwykle łatwo. Dla wielu (nie wiem czy to najwłaściwsze słowo w tym kontekście) ludzi, obrażanie innych to sens obecności w sieci. Nie wnikam dlaczego to robią, choć niewątpliwie muszą to być osoby z ogromnymi kompleksami, odrzuceni przez grupę rówieśniczą i chyba wszystkich innych z psem włącznie. Kiedy nie zwraca się na ich uwagi, tracą siły i znikają. Jeśli tylko wejdzie się z nimi w polemikę rosną i atakują jeszcze zacieklej. Znacie pewnie hasło: nie karm trolla.

Co pewien czas przerabiamy to samo. Ktoś głośno wyrazi sprzeciw, rozpoczyna się debata na temat chamstwa w Internecie i nadmuchany radykalnymi pomysłami na walkę z trollami balonik pęka, i wszystko wraca do patologicznej normy. Tak było wiele razy i najpewniej tak samo będzie przy okazji sprawy Grażyny Żarko. A nie powinno.

Nie mylmy wolności słowa z chamstwem

Bardzo słusznie postąpił Radosław Sikorski, który sprawę obraźliwych komentarzy po prostu skierował do sądu. To jest właściwa droga. Minister pozwał wydawców, a ci jak być może pamiętacie zablokowali możliwość dodawania komentarzy (czytaj więcej). Jeśli sąd wyda wyrok korzystny dla ministra (a liczę że tak się właśnie stanie), wówczas w wydawcy interesie będzie identyfikacja tych, którzy złamali prawo. I pozwanie ich do sądu. Wyroki skazujące mogłyby być odpowiednią przestrogą dla potencjalnych naśladowców.

To chyba jedyny sposób, żeby liczbę chamskich komentarzy przynajmniej ograniczyć. Bo wyeliminować całkowicie nie uda się nigdy.

Przykład idzie z góry

Jeśli jednak zamierzamy piętnować chamskie zachowania w Internecie, warto byłoby również zająć się chamstwem w mediach i w wykonaniu celebrytów, polityków, itd. A może w ogóle należałoby zacząć od tego. Bo do jakich wniosków może dojść młody człowiek, który w telewizji słyszy taki dialog w wykonaniu Dody i Przemysława Salety: – Saleta, ciągnij fleta vs – Doda, doda zrób mi loda.

Co może pomyśleć młody człowiek, który na wallu pewnego znanego artysty wulgaryzmy widzi często, a także informację że Jarosław Kaczyński to ch**? Czy to wszystko nie utwierdza go w przekonaniu, że nazywanie kogoś “chu**” jest ok? I nie, nie przyjmuje do wiadomości, że to tylko taka konwencja. Chamstwo jest chamstwem.

Może ktoś musi umrzeć?

Mam takie wrażenie (nie jest przypadkiem przysłowie: Mądry Polak po szkodzie), że Polsce problemy rozwiązuje się dopiero w momencie kiedy wydarzy się jakaś tragedia. Tak było chyba od zawsze i niewiele się zmienia.

Pamiętam że przed moją podstawówką przejście dla pieszych było w miejscu gwarantującym wypadki. Wszyscy o tym wiedzieli, bardzo długo kończyło się na strachu. Przejście zostało przeniesione dopiero kiedy zginęła jedna z uczennic. Można było temu zapobiec, ale nikomu się chyba nie chciało.

Podobnie chyba jest z nienawiścią w Internecie. Niby wszyscy wiemy, że to nie jest nieszkodliwa zabawa, ale nikt albo prawie nikt nic z tym nie robi. Może musi dojść do jakiejś tragedii, żeby coś się zmieniło? W przypadku “Grażyny Żarko” było już chyba blisko. Na szczęście tym razem nic się nie stało. Czy naprawdę ktoś musi umrzeć, żeby problem hejterów został rozwiązany? Oby nie.

zdjęcie: youtube.com

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: