Kiedy pewnego dnia na Facebooku ujrzałem reklamę koncertu zespołu Weekend w [nie bójmy się tego słowa ] legendarnym klubie Remont, pomyślałem – jedyna pewność to zmiana. 

Nie, nie będę krytykował disco polo, ani zespołu Weekend, choćby ze względu na to co napisałem w tekście “Terror kultury”. Niech sobie gra muzyka, niech się ludzie bawią, luz. Przypomniałem sobie jednak jakie koncerty odbywały się w Remoncie. [Nie śledzę na bieżąco, więc możliwe że nadal takie się odbywają]. Pamiętam genialny koncert Lecha Janerki gdzieś w 1995 lub 1996 roku. Żona Lecha, Bożena nie wzięła swojego instrumentu (wiolonczeli) i muzycy zagrali siłą rzeczy mocniej. Jezu, jak się cieszyłem ;) Pamiętam koncerty, które sam [współ]organizowałem w tym klubie – Wzgórze Ya-Pa 3, Kaliber 44 czy Hurt [zalety pracy w SP Records]. Pamiętam jak w relatywnie małej sali mieściło się mnóstwo ludzi, było gorąco oddychaliśmy parą wodną o temperaturze 60 stopni i ratowaliśmy się zimnym piwem.

Gdyby wtedy kogokolwiek zapytać z czym mu się kojarzy Remont to powiedziałby to co ja napisałem wyżej. Choć oczywiście dla radykalnych fanów rocka i metalu obecność składów hip hopowych też już była świętokradztwem. Inna sprawa, że jeśli dobrze pamiętam w Remoncie odbywały się dyskoteki, ale to jednak coś innego. Chcę jednak podkreślić, że absolutnie nie krytykuje decyzji biznesowych szefów Remontu – trudno im się dziwić, że chcą zarabiać pieniądze. Intryguje mnie po prostu jak zmieniają się miejsca [bo to przecież nie dotyczy tylko Remontu] na przestrzeni kilkunastu lat.

Bo jedyna pewność to zmiana.

Ale nie ma się czemu dziwić. Popkultura zawsze rozpycha się łokciami najskuteczniej. Tak było, jest i będzie. Zmienia się też sama popkultura – 20 lat temu była czymś innym niż dziś. Temu też trudno się dziwić.

Zmienia się nie tylko sama popkultura, ale i sposób jej konsumpcji. Sprzedaż płyt spada regularnie, a żeby było ciekawiej spada również sprzedaż muzyki cyfrowej. A jeszcze 2 lata temu napisałem tekst “Koniec płyt CD?”, w którym informowałem: “W latach 2000 – 2009 sprzedaż płyt CD spadła o 50%. W 2011 o kolejne 5% tymczasem sprzedaż muzyki cyfrowej wzrosła o 8.4% W styczniu 2012 roku sprzedaż muzyki w wersji cyfrowej przewyższyła sprzedaż muzyki na nośnikach fizycznych. Jednym z powodów jest to, że słuchacze nie chcą kupować całych albumów, a tylko wybrane utwory. Autorzy infografiki informują, że od 1999 do 2009 sprzedaż pełnych albumów (rozumiem, że autorzy nie wzięli pod uwagę składanek) spadła o 55% do mniej niż 400 milionów. Sprzedaż poszczególnych utworów sięgnęła natomiast 1 200 000 000.”

A czego o sprzedaży muzyki możemy dowiedzieć się dziś?

W trzecim tygodniu sierpnia zanotowano na amerykańskim rynku najniższą od 1991 roku, sprzedaż albumów płytowych – 3.97 miliona. Po raz pierwszy suma albumów sprzedanych w tygodniu spadła poniżej 4 milionów. (…) Dla porównania, w analogicznym okresie w 2013 roku sprzedano 4.88 miliona płyt. W tym roku notujemy ciągły spadek sprzedaży, która w pierwszym kwartale tego roku osiągnęła pułap 4.75 miliona sztuk, w drugim 4.55 miliona. Pierwsze osiem tygodni trzeciego kwartału to kolejny spadek do 4.2 miliona sztuk, co można potraktować jako zapowiedź bieżących trendów. (…) W tym roku sprzedaż płyt w USA zanotowała spadek o 14.6%, podczas gdy sprzedaż albumów cyfrowych spadła o 11.7%, a utworów cyfrowych o 12.8%. ” [źródło: ZPAV]

Co ciekawe w 2013 roku o 32% wzrosła sprzedaż płyt winylowych. Ale spokojnie. Wzrost może i wygląda imponująco, ale jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę egzemplarzy to euforia jest jakby mniejsza. W 2013 w USA sprzedano 6 milionów płyt winylowych.

Według szefów zachodnich firm fonograficznych sprzedaż muzyki idzie w złym kierunku. Jeden z szefów sprzedaży mówi: “myślę, że już jest za późno biorąc pod uwagę ciągły wzrost streamingu”. [źródło: ZPAV]

Muszę przyznać, że z dużym zainteresowaniem obserwuje jak zmienia się [a właściwie jak bardzo proóbuje się nie zmienić] zarówno przemysł muzyczny jak i postrzeganie gatunków. 10-15 lat temu disco polo na imprezie studenckiej byłoby możliwe tylko w momencie kiedy jej uczestnicy znajdowaliby się w stanie ciężkiego upojenia alkoholowego. Dziś – z tego co słyszałem od kilku znajomych – nie jest niczym przesadnie zaskakującym. Najpierw leci “Polska” Kultu, a za chwilę “Ona tańczy dla mnie” Weekendu właśnie. Trochę jak sałatka jarzynowa z majonezem w czasach PRL – trafiało do niej wszystko co było pod ręką, a sałatka zajmowała centralne miejsce na stole w każdym polskim domu.

To się nazywa najprawdziwszy i niczym nieskrępowany eklektyzm.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: