Mam taka teorię na temat książek: do książki trzeba dojrzeć. Wiele razy zdarzyło mi się kupić książkę, zacząć czytać odłożyć na półkę i wrócić do niej po kilka latach. Wówczas lektura zajmowała mi kilka(naście) godzin. Z książką Marcina Szczygielskiego Pl-boy 2 było podobnie.

Kilka razy miałem już ją kupić, ale zawsze zobaczyłem coś co powodowało, że Pl-boy 2 wracał na półkę. Całkiem niedawno, w przeddzień wyjazdu do Krakowa pojechałem do EMPIKu, żeby kupić książkę, która umili mi czas na trasie Warszawa – Kraków – Warszawa. Tym razem padło właśnie na Pl-boya 2, Marcina Szczygielskiego. I znowu okazało się, że moja teoria się sprawdza.

W pociągu przeczytałem ją prawie całą. (Oczywiście teraz – na fali entuzjazmu – przeczytam kolejne książki Marcina Szczygielskiego.) Przyznam szczerze, że dawno tak się nie ubawiłem. Współtowarzysze podróży dziwnie na mnie patrzyli kiedy próbowałem tłumić śmiech (wiecie jak to jest kiedy nie wypada się głośno roześmiać, a właśnie wtedy ma się na to największą ochotę). Momentów kiedy można popłakać się ze śmiechu jest w tej książce mnóstwo.

A o czym jest książka? Najprościej odpowiedzieć, że o życiu dyrektora artystycznego, pracującego w redakcji najpopularniejszego miesięcznika dla mężczyzn, którym jest oczywiście Playboy. (Autor książki pracował na stanowisku dyrektora artystycznego w redakcji Plaboya w latach 1998 – 2000). To życie toczy się w redakcji lub wokół redakcji, do której bohater regularnie się spóźnia, praca przypomina fajną zabawę, no może mniej fajną kiedy trzeba ze średnio atrakcyjnej modelki zrobić dzieło sztuki (od dawna wiadomo, że Photoshop jest najlepszym przyjacielem kobiety). W pewnym momencie pojawia się w redakcji tajemnicza Zenia, której przeszłość staje się przedmiotem śledztwa prowadzonego przez głównego bohatera i jego koleżanki. Sama Zenia jest uosobieniem korporacyjnego szczura i najgorszego lizusa jakiego można sobie wyobrazić. Taki podnóżek, Toudi z Gumisiów. Prezesem wydawnictwa jest Beta (bo jak zauważa boahter, trudno ją nazwać alfą i omegą), która każde zdanie kończy pytaniem “Tak?”. To “tak?” jest jednak pytaniem retorycznym i lepiej nie odpowiadać, dla własnego dobra.  W sumie każda z postaci jest wyjątkowa, może dlatego że są prawdziwe?

W drugiej części pojawiają się nowe osoby, a to za sprawą sprzedaży miesięcznika większemu wydawnictwu. Tu się dopiero dzieje, koniec sielanki, za to sporo wydarzeń w które trudno uwierzyć. Coś jest na rzeczy, muszę przyznać.

Kilka lat temu pracowałem co prawda nie w redakcji Playboya, ale w należącym do wspomnianego wydawnictwa Przeglądzie Sportowym. Siłą rzeczy pewne osoby spotykało się na korytarzach czy też w palarni (był to jeszcze czas kiedy paliłem papierosy). Czytając książkę Pl-Boy 2 szukałem więc znajomych. Kilka osób udało się rozpoznać bez najmniejszego problemu, w każdym razie tak mi się wydaje. No nie, nie wydaje mi się. Są osoby, których się nie zapomina…

Polecam książkę, każdemu kto potrzebuje dużej dawki dobrego humoru, i/lub chce zobaczyć jak funkcjonuje redakcja miesięcznika, a zwłaszcza jeśli chce poznać tajemnice wyglądu dziewczyn z rozkładówki. To może być jednak trudne doświadczenie dla tych którzy wierzą, że te dziewczyny wyglądają tak w rzeczywistości. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś w redakcji drugiego magazynu dla mężczyzn wydawanego przez to wydawnictwo, graficy lubili zaszaleć. Raz poszaleli tak, że na zdjęciach nie poznałem Agaty Mróz…

Nie wiem jak w wydawnictwie jest dziś, ale wtedy kiedy pracowałem w nim sam i wtedy kiedy pracowali moi znajomi, podobnych książek na podstawie prawdziwych wydarzeń można było napisać kilka. Np. o jednym z panów na wysokim stanowisku, który po tygodniu pracy nie wytrzymał i zapytał:  “Kim jest ku*** ten Moduł. Ciągle ktoś o nim mówi, a ja go jeszcze nie widziałem”. Ten moduł był (i jest) modułem reklamowym, ale powiedzmy sobie szczerze, nie każdy dyrektor musi to wiedzieć ;)

Książkę najlepiej kupić w wydawnictwie Latarnik. Taniej niż w EMPIKU. Jest tu.

 

 

 

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: