Nieco już ochłonąłem więc mogę kilka słów napisać o tym co się wydarzyło z moim ukochanym klubem – Legią Warszawa. Choć szczerze mówiąc na pytanie “Gdzie jest dziś Legia” nie dość, że nie da się odpowiedzieć słowami Dariusza Szpakowskiego, to tak naprawdę lepiej w ogóle nie odpowiadać.

Kiedy Legia rozpoczynała rozgrywki w eliminacjach Ligi Mistrzów zanosiło się, że będzie jak zawsze. Weszlo.com określa to hasztagiem #eurowpierdol. Trener Berg wyglądał jak dziecko we mgle, zawodnicy wyglądali jak banda amatorów. Fatalne mecze z półamatorami plus fatalny początek w lidze kazały się zastanowić co się z tą Legią dzieje. Jak to jest możliwe, że zespół z takim potencjałem, z taką organizacją, z takim budżetem (jak na polskie warunki) gra tak źle. Tzw. psim swędem udało się jednak przepchnąć do trzeciej rundy i tu pojawił się Celtic.

Wielu kibiców było pewnych, że Celtic wyeliminuje Legię z LM i znowu powiemy sobie: może za rok. Pierwsze minuty meczu wskazywały, że właśnie tak będzie. Pierwsza bramka dla Celticu na samym początku przypomniała mecz rewanżowy z drużyną z Bukaresztu w ubiegłym roku. Tymczasem Legia zagrała jak niemiecki zespół – z determinacją, z wiarą w siebie. Skończyło się 4:1, a powinno być 7 po stronie Legii. Doskonała sytuację zmarnował Kucharczyk, ale jeszcze lepsze sytuacje – dwa karne – zmarnował Ivica Vrdoljak. I to niestety był pierwszy gwóźdź do trumny. Po meczu napisałem na Facebooku, obyśmy nie płakali przez te karne. No to już możemy.

Kiedy przed meczem rewanżowym Celtic zaczął robić problemy z transmisją, część kibiców mówiła: spisek, nie pozwolą Legii przejść dalej. Szczerze mówiąc nie chciało mi się w to wierzyć, bo Celtic to nie Real czy Barcelona i brak Celticu akurat nikogo aż tak bardzo nie boli i specjalnie nie wpływa na atrakcyjność rozgrywek.

Przebieg meczu z resztą nie wskazywał na nic złego. Legia znowu zagrała swoje, szczególnie bramka na 0:2, a także i akcja ją poprzedzająca była fenomenalna. Legia pewnie awansowała do IV rundy, deklasując bardziej znanego rywala aż 6:1. Choć powinno skończyć się wynikiem przynajmniej 8:1, wówczas nie byłoby powodów do płaczu.

Kiedy przedwczoraj pojawiły się głosy o walkowerze pomyślałem, że znowu – internety – robią szum bez sensu. Dajcie spokój, jaki walkower.

Kiedy wczoraj pojawiła się informacja o faktycznym wyeliminowaniu Legii z LM nie mogłem w to uwierzyć. Ostatnio tak fatalnie poczułem się kiedy Legia straciła mistrzostwo w ostatnich minutach meczu z Widzewem. U siebie. Prowadząc przez większość meczu.

Powodem usunięcia Legii był PIĘCIOMINUTOWY występ Bartosza Bereszyńskiego, który w tym meczu zagrać nie powinien. Bo w poprzednich rozgrywkach dostał czerwoną kartkę i powinien pauzować. I pauzował, tylko że o jeden mecz za krótko. Skoro do jednego meczu nie był zgłoszony to oczywistym jest że tego się nie wlicza. Niestety osoby za to odpowiedzialne, a konkretnie jedna osoba tego najprawdopodobniej nie wiedziała.

Warto zadać sobie teraz pytanie: jak to się stało?

Po pierwsze dał ciała zarząd Legii który zatrudnił na stanowisku kierownika drużyny osobę niekompetentną. Mam wrażenie, że kryterium które zadecydowało to płeć. No bo jak to nowocześnie i europejsko wygląda. Kobieta kierownikiem drużyny. W sumie nie mam nic przeciwko. Problem polega na tym, że kierownik drużyny na wstępie przyznała że się na piłce nie zna, ale to przecież nie problem. Niestety możemy przekonać się na własnej skórze, że to jednak nie prawda. Zarząd dał też ciała bo w tak poważnym przedsiębiorstwie jakim jest taki klub jak Legia nie ma procedur, które eliminowałyby ryzyko i problemy wynikające z tak idiotycznych powodów. Tak, to do zarządu Legii mam największy żal. I nie pomoże przyznanie się do winy Bogusława Leśnodorskiego.

Tak Panie Prezesie zawiódł Pan kibiców i piłkarzy. Słabo jak cholera.

Po drugie pani kierownik drużyny, która na wstępie przyznała, że to nie jej wina i że sprawa jest wyjaśniana. Przypomnijmy więc fragmenty wywiadu pani kierownik (źródło: Natemat.pl)

Przychodzi prezes, bierze osobę, która jest…

…zielona.

Dlaczego?

Dlatego, że na tym stanowisku liczą się umiejętności managerskie, a nie znanie się na piłce. Po kilku miesiącach na stanowisku mogę powiedzieć, że o świecie piłki nie wiedziałam zupełnie nic. Biorąc to stanowisko dużo ryzykowałam. Ryzykował też zarząd Legii. W końcu mogłam stać się pośmiewiskiem.

Jeśli na pani stanowisku liczą się umiejętności, to dlaczego nigdzie w Europie, poza panią, nie ma kobiety ? kierownika pierwszej drużyny piłkarskiej?

Są stereotypy, że baba się nie zna na piłce, baba ma nie wchodzić do szatni, że kobieta w szatni, w autokarze zawodników, to pech.

(?)

Od czego pani jest w drużynie? Chyba nie tylko od spodenek i od koszulek.

Ja w ogóle nie jestem od tego.

To od czego?

Ja jestem od organizowania im życia codziennego, wyjazdów, od załatwiania czarterów, hoteli, transferów. Wszystko, co sobie trener chciałby zorganizować, to jestem ja od tego.

Życie codzienne zawodników – także to poza klubem?

Absolutnie nie. Nie jestem ich dziewczyną ani żoną. Mamy człowieka, który zajmuje się nowymi zawodnikami, szuka im mieszkania do wynajęcia na przykład. Ja zajmuję się tym, co dotyczy drużyny i meczów. Mam szczęście, że mamy naprawdę fajnych zawodników, fajnych ludzi w sztabie. Dzięki temu nie mam takich mega ciężkich dni, że mówię ? nie dźwignę, nie dam rady.

A zatem pani kierownik, jak to jest że zajmuje się pani tym co dotyczy drużyny i meczów, a nie odpowiada Pani za dopilnowanie, żeby w meczu nie zagrał zawodnik drużyny, który nie jest do tego uprawniony? Pytanie retoryczne. W wywiadzie Pani kierownik mówi, że nie liczy się wiedza o piłce, ale umiejętności managerskie. Powiedzmy sobie szczerze, to jeszcze gorzej dla Pani! Jako manager powinna Pani dopilnować swoich podwładnych, żeby wszystko co dotyczy “drużyny i meczów” zostało dopięte na ostatni guzik. Zakładam, że taki drobiazg jak zgłoszenie listy zawodników uprawnionych do gry jest przynajmniej w pierwszej dziesiątce priorytetów, prawda Pani Kierownik?

Ale powiem szczerze, że się pani Marcie nie dziwie, że wzięła tę posadę. Wielu ludzie by wzięło. Problem polega na tym, że ktoś tę rekrutację spieprzył.

Po trzecie zadziwia bierność prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. Gdyby cała akcja miała miejsce za czasów Grzegorza Laty prawdopodobnie nikt by się nie zdziwił, że Grzegorz nic nie załatwił. Ale prezes Boniek, który jest przyjacielem szefa UEFA? Nie był w stanie lobbować na korzyść Legii? I czy to normalne, że UEFA eliminuje Legię, a PZPN w tej sytuacji milczy? [aktualizacja] co prawda PZPN nadal milczy, ale jak wynika z wywiadu którego Zbigniew Boniek udzielił Weszlo.com, prezes PZPN działał. [/aktualizacja] To już nawet wiceprezydent Warszawy napisał list “ku pokrzepieniu serc”, który zakończył słowami “Niepokonane miasto Niepokonany klub”

Po czwarte UEFA. Debreczyn grał z Liteksem, wygrał 4:1 w dwumeczu i awansował dalej. I choć w drużynie zagrał nieuprawniony zawodnik, UEFA wykazała się zrozumieniem ducha gry i dużą wyrozumiałością. Skończyło się na karze w wysokości 15 tysięcy euro. Dlaczego w przypadku Legii UEFA zdecydowała się na tak radykalny ruch? Czy to zemsta za pamiętną oprawę kibiców Legii? (patrz zdjęcie wyżej). Aż tak dokładnie nie sprawdzałem, ale jak twierdzi Weszło.com (polecam swoją drogą cały tekst), przepisy pozwalają tylko na walkower. Jeśli tak to trudno, możemy mówić że przepisy są absurdalne, bo kara powinna być stosowna do przewinienia (Bereszyński nie miał żadnego wkładu w zwycięstwa Legii, zagrał pięć minut), ale prawo jest prawo.

Mimo wszystko, czego nie powiemy o UEFA, wina jest po stronie pracowników Legii. UEFA podjęła decyzję zgodnie z prawem, mogła tak zrobić i już. UEFA mogła zrobić inaczej, ale ktoś uznał, że kara finansowa to za mało. Ten ktoś miał takie prawo. Mało to ma wspólnego z duchem promowania gry, nic to nie ma wspólnego z zasadą, że wygrywa ten kto jest lepszy na boisku (tak, Legia złamała przepisy bo zagrał zawodnik, który nie powinien, ale powtórzę to jeszcze raz jego wkład w zwycięstwa obu meczach był żaden), ale jest zgodne z przepisami UEFA. Koniec kropka.

Legia straciła szansę na awans do Ligi Mistrzów. Najbardziej boli to, że pierwszy raz od wielu lat nie przez piłkarzy. Oni byli akurat w takiej formie, że awans był całkiem realny. Niestety zostaje walka w Lidze Europy, w której gra już była zagwarantowana po wyeliminowaniu Celticu, ale skoro jednak Celitc po porażce 6:1 ostatecznie zremisował 4:4, trzeba wygrać z jeszcze jednym przeciwnikiem, żeby awansować do fazy grupowej i uratować budżet. Była szansa na zarobienie dużych pieniędzy, poważne wzmocnienia (Radovica nadal nie udało się sklonować, a następców jakoś nie widać) i odskoczenie na lata świetle rywalom w polskiej lidze, a może i bardziej regularne – niż co kilkanaście lat 0 występy w LM.

Niestety nie udało się, bo ktoś nie potrafi liczyć do 3…

zdjęcie: Legionisci.com

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

Brak komentarzy

Odpowiedz: