Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, w kinie nadal było cicho i nikt nie chciał być tym pierwszym widzem, który wstanie i wyjdzie. Trudno o lepszą ocenę filmu. 

Sam nie wiem ile książek i artykułów o Powstaniu Warszawskim przeczytałem. Nie zliczę filmów i programów które o PW widziałem. Nie jestem w stanie powiedzieć ilu wysłuchałem historii na temat tego co działo się w Warszawie od 1 sierpnia 1944, historii opowiadanych przez uczestników tych wydarzeń (których to uczestników do tych opowieści trochę zmuszałem). To wszystko z jednej strony sprawia, że do Powstania Warszawskiego (o czym pisałem tu już wielokrotnie) mam stosunek niezwykle emocjonalny, a z drugiej mam wrażenie, że już mało co może mnie zadziwić. Bo wzruszyć to i owszem, zwłaszcza ten magiczny moment o 17:00 każdego 1 sierpnia.

Kiedy szedłem dziś na film “Powstanie Warszawskie” spodziewałem się kroniki, zapisu wydarzeń, opowieści która nie kończy się dobrze. Obawiałem się, że twórcy popadną w banał, że powstanie z tego jakaś ckliwa fabuła oparta o zdjęcia dokumentalne.

Niepotrzebnie.

Film “Powstanie Warszawskie” jest pod każdym względem doskonały – od pomysłu do realizacji i w każdym szczególe. Na dodatek te 85 minut to taki ładunek emocjonalny, że lepiej być w dobrej kondycji psychicznej przed seansem. Choć z drugiej strony film pozwala złapać perspektywę i zdać sobie sprawę jakimi mało istotnymi rzeczami zazwyczaj się przejmujemy. W porównaniu… nie, tak się nie da porównać.

“Powstanie Warszawskie” to 85 minut opowieści o ludziach w umierającym mieście, choć przez pierwszych kilkadziesiąt minut śmierć jest gdzieś daleko, stłumiona przez euforię związaną z odzyskaniem choć namiastki wolności albo przynajmniej prawa do śmierci na swoich zasadach (a nie np. pod murem czy na Pawiaku). Dziś w wolnej Polsce trudno to sobie wyobrazić, a tak właśnie było, o tym wspominali mi Powstańcy.

Ten film po raz kolejny (bo wcześniej wielokrotnie opowiadała mi o tym Babcia, a potem Mama), ale chyba w sposób najbardziej dobitny uświadomił mi czym jest Warszawa dziś. A jest miastem, które odbudowano na prawdopodobnie największym na świecie cmentarzu. Może dlatego czasem wydaje się takie szare i przygnębiające (choć i tak je uwielbiam). I nadal trudno mi jest sobie wyobrazić co musiał czuć np. mój wujek, który po powrocie z Babcią i resztą tych, którzy po Powstaniu przeżyli piekło obozu stanął na kamieniu i na pytanie “Mamo, gdzie jest nasz dom?”, usłyszał odpowiedź “Stoisz na nim”.

Wiem, że po filmie “Powstanie Warszawskie” będzie mi jeszcze trudniej opanować wzruszenie, kiedy o 17:00 1 sierpnia zawyją syreny.

 

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: