Nieco ponad miesiąc pisałem o precedensowym wyroku sądu dotyczącego witryn. W końcu ostatecznym rozwianiem wątpliwości zajął się Sąd Najwyższy. I moim zdaniem (mam nadzieje, że można jeszcze mieć swoje zdanie i za krytykę decyzji SN, rano nie ?stanie u drzwi załoga G i mis Kolabor?) SN podjął tragiczną decyzję.

Jeśli ktoś nie pamięta od czego sprawa się zaczęła odsyłam tu. Pisałem wówczas o wyroku, który tak naprawdę niczego nie rozwiązuje, a wprowadza tylko zamęt. No to się doczekałem.

Sędziowie uznali, że jeśli informacje na stronie są aktualizowane częściej niż raz na rok, to witryna powinna być zarejestrowana w sądzie. I to niezależnie od tego, czy autorzy tworzą serwis informacyjny czy stronę hobbystyczną.

- informuje Gazeta.pl

Dlaczego uważam decyzję SN za tragiczną? Dlatego:

1. Rejestrowanie każdego bloga, każdej witryny uaktualnianej co najmniej raz w roku jest absurdem. Jaką gazetą jest blog nastolatki, która komentuje głównie wyczyny swoich idoli opisane wcześniej w Bravo. A na dodatek robi to w znanym irytującym stylu ?pokliksh, komcie?, etc. Odpowiedź jest prosta ? żadną.

2. Stworzenie strony i uaktualnienie jej co najmniej dwa razy w ciągu roku jest zadaniem, które może wykonać średnio inteligentny szympans (z całym szacunkiem dla szympansów).

3. SN wydając wyrok ? mam wrażenie ? zdaje się nie przemyślał konsekwencji. Wszystkie witryny, które ?łapią? się do kategorii gazet, musza zostać zarejestrowane przez sąd. Jak wiadomo, sądy są przeciążone i wyroki wydawane są dość opieszale. Pomysł z sądami 24-godzinnymi zdaje się nie wypalił. Wyobraźmy zatem co zdarzy się jeśli wszystkie osoby prowadzące witryny ruszą do sądów rejestrować swoje ?gazety?. Jeśli ktoś nadal nie zdaje sobie ze skali to prosze bardzo:

?W praktyce oznacza, że będzie trzeba zarejestrować prawie wszystkie strony.

Ile ich jest? Według serwisu statystykidomen.pl w lipcu 2007 roku w naszym kraju zarejestrowano ponad 561 tysięcy domen krajowych krajowe (pl) funkcjonalnych (com.pl, net.pl itp.) i regionalnych (waw.pl, katowice.pl itp.). Wiele z nich nie jest co prawda wykorzystywanych ale z drugiej strony wiele domen obsługuje równocześnie wiele stron (np. blogów działających we wspólnej domenie blox.pl

- informuje Gazeta.pl

 

Czy ktoś wyobraża sobie jak będzie to wyglądało w praktyce? Ja osobiście wolę sobie tego nie wyobrażać.
A co w sytuacji kiedy nie zarejstrujemy swojego bloga? No jak to co, kara oczywiście:

Czym grozi brak rejestracji? “Kto wydaje dziennik, lub czasopismo bez rejestracji, lub zawieszone – podlega grzywnie lub karze ograniczenia wolności” – czytamy w ustawie. Wniosek o rejestrację dziennika lub czasopisma składa się w sądzie okręgowym właściwym dla siedziby wydawcy (np. adres zamieszkania osoby prowadzącej serwis internetowy). Musimy tam podać tytuł naszego periodyku, adres redakcji, dane redaktora naczelnego oraz dane o wydawcy i informację o częstotliwości. Opłata za złożenie wniosku wynosi 40 zł.

- informuje Gazeta.pl

Swoją drogą chciałbym zobaczyć minę osoby rejestrującego bloga, o tytule ?olciunia-koffana?. Nie, żebym miał coś do wspomnianej ?olciuni koffanej?, absolutnie. Ale to pokazuje skalę absurdu.

A jak będzie wyglądała egzekucja prawa? Bóg jeden raczy wiedzieć:

?O tym, jakie będą realne konsekwencje postanowienia zdecydują jednak przede wszystkim policja i prokuratura, bo to one będą decydować o ewentualnym ściganiu autorów stron. Ale stróżom prawa powinno być niezręcznie. Piotr Waglowski, ekspert od prawa dotyczącego internetu, autor serwisu VaGla.pl zwraca uwagę, że wszystkie urzędowe strony internetowe także będą musiały się zarejestrować. Waglowski w maju zapytał policję, czy jej strona w internecie została zarejestrowana (jest codziennie aktualizowana). Komenda Główna Policji odpowiedziała, że nie, bo ?prawo prasowe nie przewiduje uznania stron internetowych za dziennik czy czasopismo”. Z drugiej strony – zgodnie z interpretacją Sądu Najwyższego – autorzy stron internetowych powinni mieć równie szeroki dostęp do informacji jak zawodowi dziennikarze. Blogowicz z małego miasteczka będzie mógł wysłać pismo z pytaniami do swojego burmistrza, a tamten będzie musiał odpowiedzieć, bo nakazuje mu prawo prasowe. ?

- informuje Gazeta.pl

 

Reasumując.

Sąd Najwyższy podjął decyzję. W jej wyniku, jako osoba prowadząca bloga uaktualnianego zdecydowanie częściej niż raz w roku muszę swojego bloga zarejestrować. 40 złotych mnie nie zaboli. Procedury rejestracyjne z pewnością. Nie wiem natomiast jak organ rejestrujący zareaguje na anglojęzyczny fragment ?tytułu mojego periodyku?. (Ale co ja zrobię, że In Online I Trust? ). Okaże się. Nie wiem też, czy w przypadku częstotliwości przejdzie ?nieregularnik? bo takim właśnie ten blog periodykiem jest. Ani to dziennik, ani tygodnik a juz z pewnością nie miesięcznik.
Zobaczymy.

Mimo wszystko decyzja SN nie rozwiązuje sprawy (moim zdaniem ją tylko komplikuje). Z moim blogiem jest sprawa prosta. Moje nazwisko jest w domenie, stronę ?o mnie? uaktualniam kiedy zajdzie taka potrzeba. A co z ludźmi, którzy domeny mają nieco bardziej enigmatyczne, a witryna ?leży? na serwerze np. w jakimś egzotycznym kraju? Dziś jeszcze nic, ale być może niebawem doczekamy się kolejnej interpretacji SN.

A tak w ogóle to należałoby nieco unowocześnić prawo prasowe, ponieważ to które obowiązuje pochodzi z… 1984 roku (swoją droga jak to się pięknie wszystko wpisuje w krajobraz. Orwell.)

Zdaje się jednak, że nie ma co liczyć na szybkie załatwienie tej sprawy. Chwilowo politycy wykorzystują komputery do czegoś innego niż pisanie prawa dostosowanego do XXI wieku. Ale jakoś mnie to nie dziwi.

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

2 Komentarze

  1. Ale to się świetnie wpisuje w oczekiwania władzy. Jakoś nie miałem ochoty pisywać o polityce, ale co tam…
    1. Z prawem trochę jak z nieużywanym organem – zanika. Prawo nieegzekwowane przestaje obowiązywać. Trochę tak jak kiedyś z biletami peronowymi. Wg przepisu prawa – trzeba było je posiadać odprowadzając kogoś na dworzec kolejowy – nie wiem czy ktoś z czytelników IOWT widział je na oczy… Mimo, że przestały obowiązywać jakieś 20 lat temu…
    2. Z drugiej strony – przyznasz – świetne narzędzie do stosowania cenzury bez jej oficjalnego wprowadzania… Z racji niskiej szkodliwości społecznej – nikt nie będzie tego stosował wobec “zjefajnych blogasków”, ale wobec gazet stojących w poprzek władzy całkiem nieźle się sprawdzi.

  2. Świetne narzędzie do stosowania cenzury – przyznaje. Świetne narzędzie do wyciśnięcia z ludzi paru dodatkowych złotych, przecież za wniosek trzeba zapłacić. W końcu świetne narzędzie, żeby sparaliżować sądy, które i tak już nie wyrabiają. Tym razem sie SN nie popisał.

    A czy Ty już zarejestrowałeś swój periodyk?

Odpowiedz: