Wszyscy pamiętamy co o Internautach powiedział Jarosław Kaczyński, ale też chyba nikt sie tym specjalnie nie zdziwił. Premier Donald Tusk mimo wielu zabiegów też nie wyrasta na wielkiego przyjaciela Internautów. Trudno powiedzieć czy w wyniku własnych działań czy w wyniku podpowiedzi doradców. 

Pamiętacie przełom 2009 i  2010 roku oraz wielkie poruszenie w związku z rejestrem stron i usług zabronionych?

Prawdopodobnie emocje związane z ACTA spowodowały, że wiele osób już zapomniało.

Odsyłam więc na bloga Maćka Budzicha i tekstu Premier spotka się z blogerami i blipowiczami?

Zapraszam również do tekstu Premier Tusk do nas napisał z 26 stycznia 2010 który opublikowałem na blogu. Pisałem wówczas:

Rejestr stron niedozwolonych może i jest dobrym pomysłem, ale bez szerokich konsultacji nie ma sensu. Niech się w końcu wypowiedzą praktycy czyli ludzie którzy są fachowcami. Premier Tusk pisze o zapobieganiu rozpowszechniania pornografii dziecięcej w Internecie? Proponuje skontaktować się z Kubą Śpiewakiem, on z pewnością będzie wiedział co z tym zrobić.

Oszustwa finansowe? Tu potrzebna jest edukacja, im więcej się o rozpoznawaniu zagrożeń mówiło tym lepiej, zwłaszcza w kontekście tego, że w Internecie pojawiło się wiele osób dla których Internet to Nasza-Klasa i ewentualnie komunikator.

Nielegalne gry hazardowe? Panie Premierze, to trzeba jak najszybciej uregulować i zalegalizować. Efektem umieszczenia kasyn i bukmacherów na liście witryn niedozwolonych będzie głośny śmiech ich właścicieli i użytkowników. To naprawdę może być całkiem przyzwoity przychód Skarbu Państwa. Bo to, że ludzie będą grać jest pewne.

Premier spotkał się z Internautami 5 lutego 2010 roku. Oto kilka wypowiedzi premiera Tuska z tego spotkania (spotkanie zrelacjonowała Rzeczpospolita):

(…) – Jeśli mnie przekonacie, to efektem mogą być zmiany w projekcie ustawy – zapowiedział premier. Pierwsze 20 minut spotkania poświęcił jednak na monolog, w którym zapewniał, że rządowe rozwiązania służą walce z hazardem, pedofilią i terroryzmem w sieci.

(…) – Nie przesadzajmy. Nie wmawiajmy sobie, że ta ustawa pozwoli władzy ingerować w treść Internetu – bronił projektu Donald Tusk. I powtarzał, że chodzi o walkę z hazardem i pedofilią. – Rejestr ma ułatwić usuwanie przestępczej aktywności – przekonywał.

(…) – Ostatecznie premier zaproponował kompromis – prace nad ustawą antyhazardową będą dalej prowadzone, ale zapis o rejestrze stron i usług niedozwolonych zostanie tymczasowo wstrzymany.

- Do Sejmu idzie ustawa bez tych zapisów, a czy rejestr zniknie, będzie zależało od konsultacji społecznych. I tak mam wyrzuty sumienia wobec moich współpracowników – stwierdził Tusk.

W kwietniu 2011 odbyło się 2 spotkanie z premierem. Oto do jakich wniosków doszedł premier Tusk (cytuje za Interia.pl):

- Zakładam, że póki nie umiemy dokładnie korelować rzeczywistości realnej i wirtualnej, to lepiej założyć, że Internet pozostaje strefą szczególnej wolności – zaznaczył premier. – Przyjęliśmy zasadę, że skoro nie jesteśmy pewni skutków lub nie umiemy skonstruować przepisu adekwatnie do potrzeb, to raczej nie ruszamy przestrzeni wolności w Internecie. Pomijam tutaj twardą przestępczość, np. przestępczość pedofilską – dodał.

- Jeśli mamy do czynienia z przestępstwem, to ono nie jest mniejszym przestępstwem, tylko dlatego, że dzieje się w internecie – powiedział Donald Tusk.

- Jednocześnie konsultacje nie mogą oznaczać, że ustawa jest pisana przez jakąś grupę interesu czy grupę poglądów. Chcemy poznać poglądy i w konsultacjach wyłapać ewidentne błędy – wyjaśnił.

Szef rządu zadeklarował, że zrobi wszystko, aby każdy dokument rządowy, który nie jest opatrzony klauzulą tajności lub poufności, był natychmiast powszechnie dostępny w najwygodniejszej dla odbiorcy formie elektronicznej.

19 maja 2011 odbyło się kolejne spotkanie premiera Tuska z Internautami. I znowu kilka cytatów (tym razem Dziennik Internautów):

To, co powstaje za publiczne pieniądze jest własnością publiczną, a więc także tych, którzy chcą z tego korzystać w sposób wybrany przez siebie – zaznaczył Donald Tusk.

(…) Czy internet jest częścią naszego świata, czy światem alternatywnym, także jeśli chodzi o rozwiązania prawne? – pytał Donald Tusk.

Tego typu pytanie jest po trosze atakiem na chochoła, bo nikt nie kwestionuje faktu, że przestępczość internetową należy zwalczać. Kwestionowany jest środek w postaci cenzury prewencyjnej, który niezbyt dobrze łączy się z prawami obywateli. Ostatecznie można uznać, że w kwestii blokowania rząd nie ma stanowiska.

W czasie właśnie tego spotkania po raz pierwszy padło hasło ACTA:

Wczoraj temat ten po raz pierwszy pojawił się w rozmowach z Premierem. W czasie spotkania zaproponowano zainicjowanie specjalnego posiedzenia sejmowej Komisji ds. UE, na które należałoby zaprosić także polskich eurodeputowanych. Rząd przyjął kwestię ACTA z zainteresowaniem, choć wydaje się, że to zainteresowanie przychodzi późno. – informował Dziennik Internautów.

Jak powiedziałby klasyk można w kontekście powyższego i w obecnej sytuacji poczuć lekki absmak.

Niby premier Tusk chce z Internautami rozmawiać, organizowane są spotkania w czasie których padają deklaracje o strefie szczególnej wolności, o nie konstruowaniu ustaw pod konkretne grupy interesu, o konieczności konsultacji.

Niestety w praktyce wygląda jakby szef rządu (lub ktoś w jego otoczeniu) bardzo chciał kontrolować Internet, choć nigdy nie to jest sensem działania, a efektem walki z przestępstwami i przestępcami. Propozycje ustaw które mają walczyć z przestępczością nie dość, że nie rozwiązują problemów to wywołują irytacje.

I po tych deklaracjach premiera wypowiadanych przecież na przestrzeni dłuższego czasu, minister Boni mówi: już za późno.

To ja pytam: co to znaczy za późno?

Wyborcy mówią: sprawdzam i politycy powinni to uszanować. Nie jest za późno dopóki na dokumencie nie pojawi się podpis odpowiedniej osoby lub osób.

A już z pewnością nie powinno być za późno, kiedy Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych mówi: “Podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji“.

W takiej sytuacji należałoby wyjaśnić najpierw wszelkie wątpliwości, a dopiero potem ewentualnie podpisać dokument, a nie odwrotnie. Kiedy jakakolwiek firma podpisuje umowę z inną firmą, najpierw dokument trafia do działu prawnego który zgłasza swoje wątpliwości, wypowiadają się wszyscy zainteresowani i w końcu obie strony szukają rozwiązania kompromisowego. Dlaczego w tym układzie polski rząd chce odwrócić kolejność?

I po co w końcu podpisywać dokument, który podobno niczego nie zmienia? Jeśli nic się po podpisaniu dokumentu nie zmieni, to dlaczego jest za późno by dokumentu nie podpisać? Strasznie są pokrętne te tłumaczenia.

Bardzo mnie te działania – zwłaszcza jako wyborcę (w pewnych kręgach nazywanego lemingiem) PO – irytują.

Dziś w czasie konferencji prasowej premier Tusk znowu wrócił do tonu już znanego (cytaty z Gazeta.pl):

- Tylko przepisy krajowe będą decydowały o sposobie postępowania wobec zjawisk negatywnych w interencie w zakresie praw autorskich. Naszą intencją jest ochrona wolności w internecie. Intencją tego rządu nie jest ograniczanie wolności w sieci – zapewniał Tusk.

- Chcielibyśmy, by polska skutecznie chroniła prawa autorskie i by była w Europie krajem możliwie liberalnym, jeśli chodzi o wolności w internecie. Temu będą służyły nasze prace. Dopiero wtedy, gdy uzyskamy pewność, że polskie prawodawstwo zagwarantuje wolność w internecie, skierujemy wniosek o ratyfikację ACTA do Sejmu – mówił premier.

- Będziemy chcieli wspólnie ze środowiskami internautów przygotować przepisy, które dadzą pełną gwarancję wolności w internecie, co nie znaczy – gwarancję bezkarności dla tych, którzy brutalnie nadużywają tej wolności – oświadczył premier.

I w ten oto sposób wracamy do początku, czyli przełomu 2009/2010 roku, z tą różnicą, że ambasador w Japonii podpisze dokument, który niczego nie zmienia, do niczego nas nie zobowiązuje, a tak w ogóle był przedmiotem konsultacji społecznych. Jak te konsultacje wyglądały można przeczytać na Gazeta.pl i na profilu na FB Jarosława Lipszyca.

Pozostaje mieć nadzieje, że zanim premier Donald Tusk podpisze ostateczną wersje ACTA które jednak do czegoś nas zobowiąże, przeprowadzone zostaną szerokie konsultacje społeczne z prawdziwego zdarzenia, a dokument będzie jawnie omawiany punkt po punkcie.

Skuteczna ochrona praw autorskich połączona z mądrą edukacją przyniesie korzyści nam wszystkim. Złe prawo pomoże nielicznym.

Premierze Tusk, warto rozmawiać (m.in. z własnymi wyborcami).

PS. Zdjęcie (autor Grzegorz Rogiński) pochodzi z oficjalnego profilu Premiera Tuska na FB, jak sądzę powstało za publiczne pieniądze, więc jest publiczną własnością. No chyba, że premier wrzuca nielegalne zdjęcia na FB, wtedy obaj będziemy mieli problemy.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: