Autobiografia Richarda MarcinkoKomandos” to trwająca 482 strony jazda bez trzymanki, która zaczyna się od skoku z samolotu na wysokości 6000 metrów i problemów ze spadochronem podstawowym i zapasowym. Potem jest tylko lepiej. Takiego scenariusz nie wymyśliłby nawet Alfred Hitchcock

Uderzył mnie lodowaty strumień zaśmigłowy znikającego nad głową samolotu. Spojrzałem w dół. Nic. Prawie 6 kilometrów do ziemi. (…) Sprawdziłem wysokościomierz na nadgarstku i pociągnąłem linkę. Poczułem jak spadochron wyskakuje z plecaka i zostaje w górze. Uprząż szarpnęła mnie w górę w elastycznym podskoku, jaki zawsze towarzyszy naprężeniu linek spadochronu. I wtedy nagle ostro skręciło mnie w prawo, po czym zacząłem gwałtownie opadać spiralnie, nie mogąc tego opanować. To tyle perfekcji. (…) Odciąłem linki, pozbywając się zepsutej czaszy i znów zacząłem spadać z pełną prędkością. Ponad 4,5 kilometra i zapierniczamy. Pięć sekund później szarpnąłem linkę drugiego spadochronu. Najpierw zaczął otwierać się dobrze. Potem zrobiła się szczelina, wzdłuż której pęd powietrza złożył go na pół i drugi spadochron zapadł się tak samo jak pierwszy, a wariacki korkociąg zaczął się na nowo. Więcej zapasowych nie miałem“.

Richard Marcinko tytułowy Komandos sam woli mówić o sobie wojownik. Komandos to żołnierz, a żołnierz musi przestrzegać zasad i procedur, które często krępują mu ręce w momencie kiedy powinien ich użyć przeciw wrogowi. Wojownik ma być po prostu skuteczny, eliminować przeciwników, rozwiązywać problemy najczęściej niekonwencjonalnie i wbrew zasadom. Wszelkie wątpliwości, rozterki i moralne dylematy musi zostawić w domu, w czasie akcji musi działać skutecznie. Bo zginie lub straci ludzi – trudno powiedzieć co gorsze.

Tak właśnie działał przez okres całej swojej ponad trzydziestoletniej służby Demo Dick. Służby, którą skończył w więzieniu, gdzie odsiadywał wyrok za zdefraudowanie pieniędzy podatników. Choć przyznam szczerze, że czytając książkę miałem wątpliwości czy faktycznie Dick Marcinko trafił do więzienia za przekręty czy zemścili się na nim wrogowie? (Przypomnijcie sobie działania pewnego polskiego ministra w swetrze w stosunku do GROM-u i generała Petelickiego). Bo przyznać trzeba, że miał ich całe mnóstwo.

I nie myślcie że byli to tylko przeciwnicy z pola walki od Wietnamu do Iranu. Niekonwencjonalny sposób działania, a także niewyparzona gęba przysporzyła mu wielu fanów wśród dowódców (których na kolejnych stronach nazywa: lachociągami, kutasami-urzędasami, ludźmi którzy mają gówno zamiast mózgu i podobnymi epitetami). To z pewnością wpłynęło na karierę Demo Dicka – nie doszedł tam gdzie mógłby dojść, gdyby czasem szedł na kompromis. Demo Dick nie znał tego słowa, albo nawet jego brzmienie przyprawiało go o odruch wymiotny.

Mimo to osiągnął bardzo dużo. Był dowódcą SEAL Team Two, stworzył elitę elit wśród oddziałów specjalnych czyli jednostkę SEAL Team Six (to własnie ta jednostka całkiem niedawno zlikwidowała Osamę Bin Ladena) i był jej pierwszym dowódcą. Na koniec stworzył jednostkę Red Cell, która symulowała działania terrorystów wskazując miejsca najbardziej narażone na ataki i najsłabiej strzeżone m.in. w amerykańskich bazach wojskowych i to na długo przed 11 września.

O tych wszystkich wydarzeniach, a także wcześniejszych czyli dzieciństwie, dorastaniu, wstąpieniu do armii, szkoleniu BUD/S i Hell Week, Wietnamie i Kambodży, bezkompromisowych metodach szkolenia swoich żołnierzy którego nie przerwie nawet śmierć jednego z komandosów, Richard Marcinko opowiada w taki sposób, że oderwanie się od książki jest równie trudne jak przetrwanie BUD/S.

Wyobraźcie sobie (bo jeśli brakuje Wam wyobraźni to lepiej pooglądajcie sobie pictoriale w Playboy‘u), że znaleźliście się w barze z byłym żołnierzem oddziałów specjalnych, który nie dość że odpowie na najpopularniejsze w czasie takich spotkań pytanie (-Czy zabił pan kogoś kiedyś? -Tak, ale gdzieś przy numerze 500 straciłem rachubę), to jeszcze opowie o wielu tajnych operacjach o których wiedziało do tej pory zaledwie kilkadziesiąt osób na świecie. I nie zabije Was po ujawnieniu tych informacji, co niewątpliwie trzeba uznać za duży plus.

Wydawnictwo Znak 2012
Tytuł oryginału: Rogue Warrior
Stron: 496
Cena: 35,90 zł w internetowej księgarni Znak

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: