Work-life balance to naprawdę nie jest tylko puste hasełko wymyślone przez działy HR. To absolutna podstawa każdego, kto chce pożyć dłużej niż do pierwszego zawału.

Był pewien ambitny człowiek imieniem Jerzy, który bardzo chciał osiągnąć sukces. W dzień pracował jako kierowca, a wieczorami studiował. Miał też żonę i troje dzieci. Ze względu na obowiązku spędzał z rodziną mało czasu tłumacząc to zawsze w ten sam sposób – robię to dla Was .

Jerzy zdał ostatnie egzaminy i chwilę później otrzymał propozycję pracy. Znacznie lepszej od poprzedniej ze znacznie lepszym wynagrodzeniem. Mógł teraz kupić swojej rodzinie więcej lepszych rzeczy. Zaczynało spełniać się marzenie, ale Jerzy nadal miał mało czasu dla rodziny, ponieważ pracował jeszcze więcej niż poprzednio.

Po pewnym czasie starania Jerzy zaczęły przynosić rezultaty. Dostał awans i podwyżkę. Finansowo było już naprawdę dobrze, Do tego stopnia, że Jerzy postanowił zatrudnić gospodynię domową, żeby odciążyć żonę. Doszedł również do wniosku, że ich mieszkanie jest dla całej piątki za małe i muszą mieć większe. Postanowił więc pracować jeszcze intensywniej i ukończyć kolejne studia. Doszło do tego, że pracował już nawet w weekendy, spędzając czas z klientami zamiast z rodziną. Kiedy rodzina upominała się o ojca i męża, Jerzy odpowiadał – Przecież robię to dla Was.

I tym razem zaangażowanie Jerzego zostało docenione. Dostał awans i podwyżkę, dzięki której mógł zrealizować marzenie o większym mieszkaniu.

Kiedy spędzali niedzielny wieczór wszyscy razem w nowym mieszkaniu, Jerzy powiedział: Nie będę już zaczynał kolejnych studiów, nie będę już tyle pracował, teraz już będę spędzał czas z Wami. W poniedziałek rano Jerzy się już nie obudził.

(historia znaleziona tu: http://whotalking.com/)



Nie wiem czy ta konkretna historia jest faktycznie prawdziwa, czy bohater miał na imię Jerzy (w oryginalne George). Może nie, ale podobne historie dzieją się naprawdę. O bardzo podobnej opowiedział mi jakiś czas temu znajomy prezes domu mediowego, na którego śmierć kolegi podziałała mobilizująco.

Ja sam żartowałem kiedyś, że pracujemy coraz więcej i więcej, żeby jak najwięcej zarobić, bo pieniądze będą nam na pewnym etapie życia bardzo potrzebne. Na lekarzy, którzy będą niwelowali skutki wielu lat zaniedbań: złego odżywiania, braku ruchu i nadmiernego stresowania się sprawami zupełnie z perspektywy całego życia nieistotnymi.

Nie chcę, żeby ktoś zrozumiał że praca według mnie nie jest ważna. Jest. Ale nie powinna być najważniejsza. Nie powinna przesłonić tego co najistotniejsze (rodzina, zdrowie) i nie powinna negatywnie wpływać na życie. Praca powinna dawać nam satysfakcję i pieniądze. Jeśli w pracy brakuje satysfakcji (to już bardzo źle) pozostają tylko pieniądze, które są tylko środkiem do osiągania celów, nie zaś celem samym w sobie. Bardzo często to co wydaje nam się że można osiągnąć tylko ciężką pracą jest w zasięgu ręki.

Wielu moich rozmówców godzi się z tym, że nie robi tego co lubi, że musi znosić fatalny sposób zarządzania bo wybór jest prosty – albo zarobi na ratę kredytu albo nie zarobi (co jest założeniem absurdalnym). Zaskakujące jest natomiast to, że te same osoby żyją w przekonaniu, że będą w stanie znosić wszystko (a właściwie to organizm będzie w stanie to znosić) aż do momentu spłaty ostatniej raty, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego, że znacznie wcześniej mogą umrzeć w wyniku zawału lub udaru. Nie sądzicie, że jest to myślenie mocno życzeniowe raczej słabo trzymające związek z rzeczywistością? Wiem, że zmarłego raczej mniej interesuje co się z dzieje na ziemi, ale zanim dojdziecie do tego etapu pomyślcie co się stanie z Waszą rodziną (i kredytem) jeśli okaże się, że nagle organizm powie – no to ja już dziękuję za taki styl życia i się wyłączam? Czy to przypadkiem nie spowoduje, że rodzina która zostanie będzie miała jeszcze większy problem ze spłatą kredytu niż gdyby jedna z osób była czasowo bezrobotna?

Jeśli praca stała się dla Was głównym czynnikiem generującym stres polecam wizytę w Centrum Onkologii. Będziecie mieli szansę na nowo zdefiniować to co jest ważne, a co ważne nie jest.

zdjęcie: http://desmotivaciones.es/

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

Brak komentarzy

Odpowiedz: