Zbliżający koniec roku sprzyja podsumowaniom i przewidywaniom. Mnie prawdę mówiąc do przyjrzenia się rynkowi pracy zmotywował tekst w jednym z Newsweeków, który straszył tytułem “Będą wyrzucać” już z okładki. Przyznacie, że mało to optymistyczne.  

Autorzy tekstu “Będą wyrzucać” zaczynają od poinformowania, że już co 3 Polak boi się utraty pracy, a następnie przedstawia historie tych Polaków. Pierwsza historia to opowieść pani, która pracowała w Austrii, ale “Tam jednak zawsze uchodziła za głupszą i bardziej leniwą. Tutaj byłam u siebie, nie musiałam wynajmować mieszkania i koszty życia były niższe“.

Wróciła do Polski i znowu źle. Koszty życia wysokie, stabilizacji brak.

“(…) Na dodatek w krakowskim oddziale firmy wypowiedzenia dostali niemal wszyscy z administracji, którą centralizują w stolicy. Niedobitki, a wśród nich Danka, chciałyby wiedzieć coś o swojej przyszłości, ale Warszawa wciąż milczy. Jakby czekali, aż sytuacja na rynku pracy zaogni się bardziej, żeby jeszcze mocniej dokręcić ludziom śrubę. Sądziłam, że już nigdy nie będę musiała emigrować, ale pewnie nie będzie wyjścia – mówi. – Tylko dokąd jechać? W Wiedniu też kryzys. Jezu, ale się popieprzyło.

Historia nr. 2:

Z łóżka wstaję tylko siłą woli – mówi Sławek, 34-letni informatyk. – Marzę, żeby znów się budzić jak kiedyś, ciekawy świata. Wtedy byłem impregnowany na złe wieści, teraz przesiąkam nimi od razu. Zobaczę zdjęcie głodnego dziecka gdzieś w Afryce, a w myślach już widzę naszą Maryśkę – dodaje. (…) Pięć lat temu dostał etat w amerykańskiej firmie produkującej sprzęt sterujący wodociągami. Jak w bajce. Prawie 20 tys. zł pensji co miesiąc, szef za oceanem, praca w domu, na karku dopiero trzydziestka, a świat u stóp. Aż we wrześniu przyszedł z USA e-mail. Z 15 pracowników firmy Sławka zatrudnionych w Europie do grudnia pracę straci ośmioro. Nie zdecydują kompetencje, bo wszyscy są mniej więcej jednakowo mocni. Zostaną ci, którzy zaproponują pracodawcy najniższe stawki. ? Najpierw się wkurwiłem i zacząłem szukać pracy w kraju – Sławek tępo wpatruje się w ścianę. – Gdy dotarło do mnie, że u nas dostanę góra 10-12 tys. zł, wpadłem w popłoch. Żona w domu z drugim dzieckiem przy cycku. Samych kredytów, na dom i dwa auta, mamy do spłacenia z 7,5 tys. zł miesięcznie. Chłopaki w Rumunii i Estonii zarabiają już teraz 40 proc. mniej niż ja. Nawet jeśli nie wylecę, czeka nas degradacja. “

Historia nr. 3

Bogdana, 45-letniego bankowca, stać na wszystko, ale też nie śpi spokojnie. Za prawie dekadę pracy na dyrektorskim stanowisku dostał opcje na akcje swego banku. Po obecnym kursie wychodzi prawie ?2 mln zł, ale wycena giełdowa banków skacze teraz jak nastrój u meteopaty. Bogdan zaplanował, że pieniądze z tych papierów przeznaczy na studia dla córki. Kłopot w tym, że akcje może sprzedawać tylko w transzach po 30 proc. rocznie, i nikt nie wie, ile będą warte za trzy lata. Tegoroczną transzę w całości zainwestował w bezpieczne, choć nisko oprocentowane lokaty. Flaki się mu przewracały, bo normalnie obracałby tymi pieniędzmi odważniej i z większym zyskiem. Ale to już nie jego kapitał, nie może ryzykować. ? Ostatnio miałem koszmar ? chichocze. ? Śniło mi się, że pieniędzy z akcji nie wystarczyło mi nawet na zakup czajnika elektrycznego.

Po tekście, który straszył tytułem z okładki spodziewałem się może nie analizy rynku pracy w 2012 roku (po tym jak w czasie ostatniego kryzysu media prześcigały się w straszeniu trochę się na tego typu tekstu uodporniłem i moje oczekiwania w stosunku do mediów nie są przesadnie wysokie), ale choćby jednego konkretu. Np. będą zwalniać w branży nieruchomości.

A tymczasem dowiedziałem się, że jeden informatyk wierzył (choć nie wiadomo na jakiej podstawie), że zawsze będzie cudownie i pensja w wysokości 20 tysięcy miesięcznie to dopiero początek. No a skoro tak, to rata 7500 nie jest problemem. Moja pierwsza myśl kiedy to czytałem była taka, że autorzy to sobie wymyślili. A potem pomyślałem, że przecież nie brakuje ludzie nieodpowiedzialnych.

Pan bankier z historii nr. 3 boi się nie tego, że straci pracę, a tego że akcje które dostał nie będą miały takiej wartości jak teraz. No fajnie, tylko jaki to ma związek z rynkiem pracy i prognozami?

To, że ludzie boją się utraty pracy jest normalne. To, że bardziej boja się ci, którzy mają kredyty też nie jest niczym nadzwyczajnym. Takie obawy pojawiają się nawet kiedy nikt nie mówi o kryzysie, a indeksy giełdowe cały czas są na plusie. Ale normalne moim zdaniem nie jest to, że media podkręcają atmosferę strachu. W przypadku kraju którego wzrost gospodarczy w sporej części uzależniony jest od poziomu konsumpcji takie działanie może przynosić szkody. Bo ludzie którzy będą się bali kryzysu i utraty pracy, będą mniej kupować. A jeśli rzeczywiście zaczną mniej kupować, to wtedy ten kryzys może stać się faktem, koło się zamyka. To tzw. samospełniająca się przepowiednia.

Czy naprawdę drodzy dziennikarze, tak trudno jest zadzwonić do 3 osób z branży HR i zapytać jak ich zdaniem będzie wyglądał rynek pracy w 2012 roku, a następnie na bazie tego napisać rzetelny tekst (a przy okazji uspokoić pana informatyka, który żyje w strachu)? Najwidoczniej jest to zadanie trudne, dlatego służę pomocą. Oddajmy głos tym, którzy rynek pracy obserwują codziennie:

 

Dagmara Bałusz, menedżer ds. PR Antal International
Od kilku miesięcy dużo i głośno mówi się na temat drugiej fali spowolnienia, która ma skutkować większym spustoszeniem, jeśli chodzi o zwolnienia niż ta z końca 2008 roku. Antal International rekrutuje specjalistów i menedżerów – pracowników z kilkuletnim stażem, zwykle ekspertów w tym, co robią. W przypadku naszej firmy wrzesień 2011 był jednym z najlepszych miesięcy w perspektywie ostatnich trzech lat. W przypadku większości branż i stanowisk odnotowujemy ciągłe zainteresowanie ze strony pracodawców pozyskaniem nowych pracowników. Działania podejmowane w oparciu o budżety rekrutacyjne zatwierdzone w zeszłym roku mają na celu uzupełnienie wakatów i stworzenie stanowisk dotąd w firmach niefunkcjonujących. Tak jest teraz. A jak będą wyglądały najbliższe miesiące, najbliższy rok? Ponieważ nie jestem ani analitykiem, ani wróżką, skupię się na tym, co widzę pracując w firmie rekrutacyjnej i na tej podstawie pokuszę się o ogólną prognozę. Na pewno nie ma jednej drogi, którą pójdą wszystkie firmy. Branże, które w ostatnim czasie rozwijały się dynamicznie, prawdopodobnie nadal zachowają podobne tempo. Mając do dyspozycji informacje z chwili obecnej, szacuję, że branża IT w dużej mierze wyjdzie z ewentualnego spowolnienia obronną ręką. Z kolei branże, które w ostatnich miesiącach odczuwały zawirowania, np. bankowość, nadal nie będą pracownikom sprzyjać. Przy scenariuszu pesymistycznym: w przypadku kryzysu, wszystkim firmom z pewnością będzie zależało na zminimalizowaniu kosztów stałych przy jednoczesnym zapewnieniu ciągłości i płynności działania. Wiele z nich chętniej sięgnie po elastyczne formy zatrudnienia i tak popularny w przypadku stanowisk średniego i wyższego szczebla contracting. Pocieszające jest to, że ta forma współpracy coraz częściej zyskuje popularność nie tylko w sytuacjach niepewności rynkowej.

 

Wojciech Woronik – Elan IT
Pomimo słabej kondycji strefy euro oraz pesymistycznych prognoz odnośnie wzrostu gospodarczego, rynek pracy wciąż będzie sprzyjał specjalistom branży IT. W głównej mierze poszukiwane będą osoby doświadczone w bardzo wąskiej dziedzinie lub takie, które posiadają wiedzę z pogranicza informatyki, telekomunikacji, analiz czy ekonomii. Z jednej strony niepewność związana ze stanem gospodarki, z drugiej ciągła dynamika rynku oraz rozwój nowych technologii będą skłaniać znaczną grupę pracodawców do pozyskiwania tzw. specjalistów kontraktowych. Daje to firmom możliwość redukcji kosztów zatrudnienia, a pracownikowi pozwala na zdobycie szerszego doświadczenia, chociażby przez udział w różnych projektach (często dla kilku firm jednocześnie). Duży potencjał wykazuje również sektor BPO, którego Polska jest zdecydowanym liderem. Ze względu na innowacyjność, lokalizację oraz jakość naszych rodzimych rozwiązań, w przyszłym roku możemy spodziewać się zarówno wzrostu liczby nowych projektów, jak i tendencji do przejmowania procesów z innych krajów. Jednakże nieco mniej optymistycznie wyglądać może sytuacja średnich i małych przedsiębiorstw, gdzie ze względów finansowych znacznie trudniej pozyskać wysoko wykwalifikowanych informatyków. Głównym konkurentem w tym przypadku są korporacje, które nieustannie kuszą wyższymi zarobkami, prestiżem marki czy atrakcyjnym pakietem socjalnym. I tak oto wciąż trwa i będzie trwała walka… o talent.

Michael Mathias – Bergman HR
Rozwój rynku pracy zależy od sytuacji na rynkach finansowych, a te zmieniają się dynamicznie każdego dnia. Aktualnie charakterystyka rozwoju gospodarczego cechuje się dużą niepewnością, jak jeszcze nigdy przedtem przewidywania,  oczekiwania pracodawców oraz finansistów nie odbiegały od siebie tak dalece. Według niemieckiego Instytutu Rynku Pracy (IAB) w przyszłym roku na niemieckim rynku zabraknie około 250.000 osób zdolnych do pracy. Jest to związane z dramatycznymi zmianami demograficznymi. Aby lepiej uzmysłowić starzejące się niemieckie społeczeństwo, wyobraźmy sobie rok 2060, gdzie populacja zmniejsza się z 82 do 65 milionów osób, a co   trzeci obywatel Niemiec ma ponad 65 lat natomiast  15% społeczeństwa jest już powyżej 80 roku życia. Spójrzmy jednak na światową gospodarkę i pogłębiający się kryzys Strefy Euro. Największy niemiecki koncern produkujący samochody, przygotowuje się już na odczuwalny spadek swojej światowej sprzedaży, gdzie zakładane maksimum nadciągającego kryzysu zostanie osiągnięte pod koniec roku 2012. W szufladach zarządów leżą już gotowe plany, które zakładają w miarę stabilne utrzymanie zatrudnienia pracowników do polowy roku 2012, jednakże są też i inne głosy, które prognozują szybko zbliżającą się masową falę zwolnień.  W pierwszej kolejności koncerny i firmy będą zwalniać  pracowników tymczasowych (Leiharbeiter/Zeitarbeiter), których liczba w Niemczech w tym roku osiągnęła ponad 820.000 osób, w drugiej kolejności zwolnienia dotkną osoby urodzone przed rokiem 1960. Czy w takim wypadku opłaca się nadal szukać pracy za zachodnia granicą? Odpowiedz brzmi jednoznacznie tak, lecz nie dla wszystkich. Pomimo już widocznej nowej recesji, rynek niemiecki będzie najsilniejszą gospodarczą ostoją w Europie, dającą nadal szansę na pracę dla dobrze wykwalifikowanych specjalistów.

Z powyższych wypowiedzi, a także z moich nieoficjalnych rozmów z ludźmi z branży HR (a tych odbyłem w tym roku naprawdę dużo) wyłania się  pozytywny obraz rynku pracy 2012 i bardzo pozytywny obraz mijającego roku.

Oczywiście są takie regiony w Polsce gdzie praca jest przywilejem, a bezrobocie jest bardzo wysokie i stałe. Ale to zupełnie inna historia i zupełnie inne powody.

Z pewnością ludzie z IT i branży internetowej mogą spać spokojnie, bo pracy nie powinno zabraknąć, a raczej zapotrzebowanie na specjalistów będzie tylko większe. Jeśli kurs Euro i dolara oraz rząd Donalda Tuska nie sprawią nam przykrych niespodzianek, rynek pracy w 2012 roku powinien być dobry.

Zdjęcie: jfitz2nyc

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: