Co miesiąc, jak każda osoba pracująca na etacie, otrzymuje druk RMUA, który jest powodem wielkiej irytacji. W druku tym znajdują się informacje ile kasy zabiera mi państwo i na co. Największą część pożera ZUS ? który najpierw bierze kasę ode mnie, a potem drugie tyle od pracodawcy. To m.in. na moją przyszłą emeryturę. Problem w tym, że specjalnie na nią nie liczę.Żeby dotrwać do momentu w którym będę mógł otrzymać świadczenia, musze jeszcze pracować 34 lata. Do wcześniejszej emerytury krócej. Z tym nie mam problemu bo lubię pracować, bo zwykle robię to co lubię, więc to raczej hobby za które otrzymuje wynagrodzenie. Mimo wszystko przez te wszystkie lata państwo zabierze mi sporą kasę. Należę do tej części społeczeństwa, które w emeryturę od ZUS nie wierzy. Jeśli nie będę odkładał kasy we własnym zakresie, inwestując przez te lata, to dostane guzik z pętelką. Po prostu nie wierzę, że taka firma jak ZUS przetrwa kolejne 30 lat.

Do ego wszystkiego, Gazeta opublikowała artykuł po którym nie mam już wątpliwości, a co gorsza pewne obawy.

Już wiadomo, że z dokończeniem reformy emerytalnej rząd PiS raczej nie zdąży. Jaki może być efekt? Miliardowe wydatki z budżetu, protesty związkowców i sądy zablokowane pozwami od przyszłych emerytów.(?)Od lat spada w Polsce przyrost naturalny, rośnie liczba emerytów. To grozi bombą demograficzną ? nie będzie komu pracować na coraz większą rzeszę emerytów. Aż 47,2 proc. Polaków w wieku produkcyjnym nie pracuje. Dlaczego? Bo idziemy na wcześniejszą emeryturę. Reforma miała skrócić listę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury i dzięki temu przynieść oszczędności. Twórcy reformy uznali jednak, że ze względu na prawa nabyte nowe zasady będą obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2008 r. Kolejne rządy odwlekały jednak opracowanie nowej ustawy. Aż padło na PiS, który czekać już nie może.(?) Tymczasem do krytycznego 1 stycznia 2008 r. zostały cztery miesiące, a rząd jest w lesie. Nowej ustawy emerytalnej nie ma nawet w Sejmie.

- czytamy w Gazecie.

Co z tego wynika? Otóż np. to:

Reforma emerytalna zakłada zmniejszenie liczby zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury i nowe zasady obliczania emerytur. Na nowe będzie się składać państwo i pracodawcy. Wspólnie będą wpłacać pieniądze na tzw. fundusz emerytur pomostowych. Pracodawca będzie musiał odprowadzić 3 proc. z pensji brutto każdego pracownika. I tu pojawia się problem, a nawet kilka problemów. Po pierwsze ? nie ma jeszcze nowej ustawy emerytalnej. Ale nawet jeśli powstanie, to ZUS i tak nie będzie w stanie przygotować od 1 stycznia 2008 r. Funduszu Emerytur Pomostowych. Prezes ZUS Paweł Wypych mówi, że najwcześniej będzie on gotowy w kwietniu.
ZUS tłumaczy że pracodawcy będą płacić za kilka miesięcy wstecz, dopiero wtedy, gdy system będzie sprawny. A zatem w kwietniu 2008 r. pracodawca zatrudniający stu pracowników będzie musiał zapłacić za nich składki za styczeń, luty i marzec. Firmy narzekają, że nie będą w stanie zgromadzić tak dużych pieniędzy. Tym bardziej że nie wiadomo, czy zaległe składki będą płacić z odsetkami, czy bez (odsetek chciał odwołany w poniedziałek wiceminister pracy Romuald Poliński, przeciwny temu jest prezes Wypych).

- W takich warunkach nie można prowadzić biznesu, firmy na opłacenie składek będą musiały zaciągać kredyty ? narzekają pracodawcy.

Ale czy Fundusz Emerytur Pomostowych ma w ogóle szanse powstać w kwietniu? To kolejny duży projekt informatyczny, a ZUS od ośmiu lat ZUS męczy się ze swoim systemem komputerowym i do dziś z powodu błędów w systemie nie przelał wszystkim ubezpieczonym składek na indywidualne konta emerytalne w OFE. A im mniej Polacy mają pieniędzy na koncie, tym OFE słabiej je pomnażają. A to oznacza, że nasze emerytury będą niższe. Tu jednak państwo nie mówi ani słowa o karnych odsetkach za opóźnione wpłaty do OFE.?

- informuje Gazeta.

Pięknie, prawda? Za nieudolność polityków odpowiedzialnych za sprawne zmienianie prawa zapłacą właściciele firm. Niewykluczone, że odbije się to na pracownikach. Konsekwencje tego mogą być najróżniejsze. Od najbardziej optymistycznej (nic się nie stanie) po pesymistyczną, że po prostu będzie dużo gorzej niż teraz.

Niby wszystko jest jasne. Skoro trzeba płacić, to pracodawcy powinni co miesiąc odkładać te 3% (ta swoją drogą jakby już teraz opłaty na ZUS małe były). No tak, ale jeden z posłów postulował, żeby pracodawcy zapłacili z odsetkami. To juz paradoks i szczyt chamstwa i bezczelności w jednym. Za nieudolność polityków, ma zapłacić pracodawca. OK, jasne jest że kiedy ktokolwiek spóźni się z własnej winy z opłatą czegokolwiek, oprócz kwoty która miał zapłacić musi zapłacić również odsetki. Ale płacić odsetki dlatego że politycy nie byli w stanie przygotować ustawy na czas? A dlaczego pan poseł nie zapłaci w własnej kieszeni? Taaa?

No to w jakiej wysokości mają te odsetki być? Wie ktoś? Raczej nie.

Jeśli w wyniku kolejnej genialnej ustawy zacznie się dziać w kraju źle (np. firmy zaczną mieć mniej pieniędzy, ograniczą zatrudnienie, wzrośnie bezrobocie, etc.) możemy spodziewać się kolejnej, tym razem znacznie większej fali emigracji. Najbardziej pokrzywdzeni będą? obecni emeryci. Bo ci przyszli będą płacić składki tam gdzie po uczciwie przepracowanym życiu można spodziewać się uczciwie wypłacanej emerytury, która pozwoli na spokojny odpoczynek, a nie wegetację za 600 złotych miesięcznie.

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

Brak komentarzy

Odpowiedz: