Długo nie mogłem się zebrać do napisania recenzji tej płyty. Bynajmniej nie dlatego, że jest to album słaby. Wręcz przeciwnie. Za każdym razem kiedy rozpoczynałem odtwarzanie Primitive, nie mogłem się skoncentrować na niczym innym. Po ponad stu przesłuchaniach albumu, mogę powoli zacząć wracać do rzeczywistości. I przy tej okazji chciałbym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat tego co opętało mnie w październiku 2000 i nie chce do dziś odpuścić. Zacznę od tego, że kiedy kilka lat temu dowiedziałem się, że Max Cavalera opuszcza Sepulture, strasznie się na niego wściekłem. Jak to?! Dlaczego?! I kilkadziesiąt innych pytań pozostawało bez odpowiedzi. I nawet wiadomość o tym, że starszy z barci Cavalera zamierza stworzyć nowy zespół nie poprawiło mojego samopoczucia. Sepultura to Sepultura i koniec. Owszem pierwszy album Soulfly był bardzo dobry. Energia, moc i Max Cavalera. Ale czegoś mi brakowało. W jakiś dziwnie naturalny dla mnie sposób, porównywałem debiutancki album Sdoulfly do mojego ulubionego dzieła Sepultury, czyli ?Chaos AD?. Słuchałem Soulfly i wspominałem albumy Schizophrenia, Beneth The Remains czy Arise. To były czasy – gadałem jak stary człowiek? Aż pewnego pięknego dnia w październiku 2000 (na kilka dni przed premierą) otrzymałem album Primitive. Pomyślałem, no cóż, szkoda że to nie Sepultura. I to był ostatni raz kiedy powiedziałem coś podobnego. To co Max Cavalera zrobił ze mną przy pomocy albumu Primitive, nie da się do końca opisać słowami. Superlatyw którymi mógłbym opisać najnowsze dzieło brazylijskiej kapeli, nie ma w największym słowniku Języka Polskiego. ?Back To The Primitive? – pierwszy numer na pycie, po prostu zabija. To tejs powrót do najgenialniejszych czasów Sepltury! To dokładnie to, za co kochamy Maxa Cavalerem, tyle że dużo bardziej surowe i bezkompromisowe niż Sepultura! Utwór ten przejechał po mnie niczym czołg. Tyle że w przeciwieństwie do spotkania z czołgiem, spotkanie z Back To The Primitive to czysta przyjemność. Kolejne utwory z resztą wcale nie są gorsze. Nie podejmuje się w tym momencie wskazania najmocniejszej strony tej płyty. Tak naprawdę najmocniejszym momentem jest to, że album ten się ukazał. Przy okazji recenzji warto przytoczyć wypowiedź Maxa Cavalery na temat tytułu płyty. Na pytanie dziennikarza miesięcznika Metal Hammer – ?Co dla Ciebie oznacza słowo Primitive??, Max odpowiedział – ?To słowo ma wiele znaczeń. Wydaje mi się, że dla każdego może oznaczać coś zupełnie innego. Dla mnie oznacza: prosto z serca. Primitive to rzecz którą robisz naprawdę, bez ściemniania. Bez zgrywania gwiazdy rock?n’rolla, po prostu łapiesz gitarę i grasz coś prymitywnego.? I to co powiedział Max jest szczerą prawdą. Kolejna ciekawostką jest lista gości, którzy pojawili się w studio i wspomogli Soulfly w nagraniu Primitive. Grandy Avenell, Chino Moreno, Corey Taylor, Babatunde Rabouin, Deonte Perry, Justus Olbert, Asha Rabouin oraz syn Johna Lennona – Sean oraz wokalista i basista Slayer?a – Tom Araya. A tak na marginesie zwróćcie uwagę na kompozycje Soulfly II?

Tracklista

1. Back To The Primitive
2. Pain
3. Bring It
4. Jumpdafuckup
5. Mulambo
6. Son Song
7. Boom
8. Terrorist
9. The Prophet
10. Soulfly II
11. In Memory Of?
12. Flyhigh

Recenzja ukazała się w CGM.pl

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: