Obejrzałem wczoraj w Canal+Sport dokument “Sport, mafia i korupcja”. Po raz kolejny czuje się jak Thomas A. Anderson, który staje przed wyborem: czerwona czy niebieska pigułka.

Oczywiście domyślałem się jak każdy, że korupcja w piłce istnieje. Wiele razy po meczu miałem wrażenie, że sędzia wyglądał jak nietrzeźwy próbujący zrobić jaskółkę, piłkarze – nawet jak na standardy polskiej ligi – doznawali nieprawdopodobnego paraliżu, a wynik był więcej niż absurdalny. Pamiętam wiele lat temu taką kolejkę, jedną z ostatnich kiedy to pierwsze trzy drużyny przegrały swoje mecze. Niczego to w tabeli nie zmieniło, ale kto postawił na ich porażki, mógł zarobić niezłą kasę.

Zapowiedź dokumentu brzmiała następująco: “W 2011 w Europie zalegalizowano zakłady bukmacherskie online i w ten sposób powstał rynek wart blisko 500 miliardów euro. To więcej niż europejski rynek przemytu i handlu narkotykami“.

Internet, bukmacherka, 500 miliardów euro. Legalnie.

To musi zwrócić uwagę grup przestępczych z wielu powodów. Po pierwsze wykrycie oszustwa wcale nie jest takie łatwe, a już na pewno trudniejsze niż wykrycie przemytu tony kokainy. W rzeczonym dokumencie była mowa o kilku tysiącach zakładów na jeden mecz, zawieranych głównie przez Chińczyków. Na dodatek w grę wchodziły niskie stawki. Jednostkowo, bo już w skali to inna rozmowa. Po drugie jeśli ktoś nie złoży zeznań, trudno jest udowodnić, że np. bramkarz nie obronił strzału celowo czy też np. obrońca strzelił tzw. “swojaka” z premedytacją. Pamiętacie samobója Gerarda Pique w meczu z Bayernem? Oczywiście nie zakładam, że on to zrobił celowo, bo stawka, bo “cała Europa widziała”, itd.

No i tu właśnie wkraczamy do krainy Neo oraz czerwonej i niebieskiej pigułki.

Kiedy, na jakim poziomie rozgrywek możemy podejrzewać, że mecz może być ustawiony, a kiedy nie?

Rozsądek nazywałby przypuszczać, że nie ma takiego meczu, który nie mógłby zostać ustawiony. Oczywiście, jak wynikało z dokumentu “Sport, mafia, korupcja” najłatwiej ustawiać jest mecze w niższych ligach, którymi mało kto się interesuje. Skoro taka jest powszechna wiedza (w tym organów ścigania), to pewnie mało kto podejrzewa, że do ustawienia meczu mogłoby dojść np. w Lidze Mistrzów. Ale właściwie dlaczego nie? Może nie mówimy o meczu półfinałowym czy finale, ale już mecz grupowy który o niczym nie decyduje?

Jako kibic z 27 letnim stażem zastanawiam się ile razy oglądałem mecz w stanie przedzawałowym, choć piłkarze i sędziowie (albo tylko ci pierwsi lub drudzy) ani przez sekundę nie mieli wątpliwości jakim wynikiem zakończy się mecz?

Zastanawiam się ile jeszcze takich meczów przede mną?

Skoro nigdy nie wiadomo, co się święci rozsądek nakazywałby pokazać takiej zabawie środkowy palec. Problem polega na tym, że kibicowanie nie ma nic wspólnego z rozsądkiem. Wiedzą o tym niestety nieuczciwi piłkarze, sędziowie, bukmacherzy i mafia. Przy czym ci ostatni przynajmniej nie udają.

zdjęcie: suadoni licencja: cc

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: