Dwa różne wydarzenia, a właściwie deklaracje pokazują jak dużo można stracić lub zyskać jednym słowem lub jedną decyzją.  Dawno temu usłyszałem takie słowa “grzeczność niewiele kosztuje, a dużo kupuje”. Pomyślałem, że trudno się z tym nie zgodzić. prawie każdy miał w życiu sytuację kiedy dzięki uśmiechowi, prostemu dziękuję udało mu coś zyskać – np. sympatię drugiej osoby. I w drugą stronę – krzywe spojrzenie, odburknięcie powodowało, że ktoś pomyślał o nas źle. Wielu powie, że ma to gdzieś, że ich nie obchodzi co myślą inni. Niespecjalnie w to wierzę, może wyjątkowi socjopaci mają to gdzieś, większość ludzi nawet jeśli zdecydowanie deklaruje że jest inaczej – przejmuje się opinią innych na swój temat.

Dlatego pewne decyzje mogą dziwić. A już zwłaszcza kiedy błędne decyzje podejmują ludzie, którym powinno zależeć szczególnie.

Kiedy brukowce podały nieprawdziwą informację o śmierci generała Jaruzelskiego w wielu miejscach zaczęło się wylewanie pomyj. Chwilę po opublikowaniu “newsa” zaskoczył mnie felietonista Gościa Niedzielnego, z którym często się nie zgadzam. Tymczasem napisał coś co dla każdej osoby wierzącej powinno być oczywiste. A niestety nie było i nie jest.

Kiedy Wojciech Jaruzelski umarł naprawdę emocje były nieco bardziej stonowane, choć nie zabrakło wulgaryzmów i epitetów. Niestety. Rozpoczęła się dyskusja na temat pogrzebu generała. I tego kto w nim będzie uczestniczył. I tu zaskoczył mnie Donald Tusk, który oświadczył, że na pogrzeb nie przyjdzie. Rozumiem, że Donald Tusk negatywnie ocenia generała Jaruzelskiego, zwłaszcza w kontekście tego co doświadczył będąc w opozycji w PRL. Ale Donald Tusk jest również premierem, a generał Jaruzelski był prezydentem. Jeśli Donald Tusk nie szanuje zmarłego, to powinien na pogrzebie pojawić się jako szef polskiego rządu z szacunku dla stanowiska (jakkolwiek to brzmi) prezydenta. Tak mi się wydaje, że jeśli jest się szefem rządu, prezydentem to niestety czasem lub często trzeba robić coś na co nie ma się ochoty. Taka praca.

Druga sytuacja ma kaliber znacznie mniejszy.

Legia Warszawa zdobyła Mistrzostwo Polski. W ubiegłym roku ktoś z PZPN zapisał w regulaminie, że jeśli drużyna A zdobędzie Mistrzostwo to drużyna przeciwna, która w kończącym się sezonie gra z nowym Mistrzem ma zrobić szpaler. I zaczęła się zadyma. Jak to zmuszać ludzi do okazywania szacunku? W tym roku takiego zapisu w regulaminie już nie ma, ale zadyma jest znowu.

Choć część osób zrozumiała, że tak mały gest to nic trudnego i nikomu wstydu nie przynosi. Szpaler dla piłkarzy Legii zrobili już piłkarze Ruchu Chorzów. Planują to zrobić dziś piłkarze Pogoni Szczecin. Tylko trener Lecha Poznań powiedział, że jego piłkarze szpaleru nie zrobią. Rękę uściśnie, pogratuluje ale szpaler to za dużo i szpaleru nie będzie. Powiedzmy sobie szczerze, piłkarzom Legii ten szpaler (lub jego brak) nic nie da, ani nie odbierze.

Jedynym, który może cokolwiek stracić jest trener Rumak. Dziś wydaje się, że taką deklaracją zdobył serca kibiców Lecha, którzy w większości mówiąc delikatnie czują niechęć do czegokolwiek co nazywa się Legia. Problem polega na tym, że trenerem konkretnego klubu nie jest się na zawsze. I trener Rumak też zawsze nie będzie trenerem Lecha Poznań. Kto wie czy tego typu deklaracja nie zamknęła mu w przyszłości możliwości objęcia posady trenera drużyny z Łazienkowskiej. Z pewnością natomiast powiększyło się grono osób mu niechętnych. Jeśli prezes Leśnodorski będzie miał do wyboru trenera Rumaka i kogoś o zbliżonych umiejętnościach, to mogę założyć się że nie wybierze obecnego trenera Lecha.

Dwie decyzje, moim zdaniem błędne. Pewnie bez konsekwencji, ale długoterminowo nieopłacalne. Jestem tego pewny.

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

Brak komentarzy

Odpowiedz: