W ubiegły weekend byłem świadkiem pewnej rozmowy dwóch osób stojących przed regałem z książkami w EMPIKu. I pomyślałem sobie, że to strasznie słabe jest sugerować komuś, że jeśli przeczyta konkretną książkę to jest zerem. 

Przyznam się, że też tak kiedyś miałem. Oceniałem szybko i bezwzględnie. Słuchasz disco (niedajbożepolo) – giń!. Czytasz Harlequiny – giń!. Oglądasz telenowele południowoamerykańskie – giń!. Liczy się tylko metal, death metal, a w zasadzie to black metal! Tylko! No i rock. No dobra jazz i blues. Reszta out! Itd.

Minęło trochę czasu. Priorytety się zmieniły. Teraz jestem starszy i poważniejszy i lektury mam trochę mądrzejsze, że tak zacytuje klasyka. 

I naprawdę mam głęboko gdzieś to czego ktoś słucha, co czyta, co ogląda. Wypisałem się z tego “terroru kultury”, który z kulturą ma tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym.

Z wiekiem coraz mnie rzeczy i zachowań mnie irytuje [choć kiedy już zirytuje, to nie biorę jeńców] większość po prostu olewam bo mi szkoda zdrowia i czasu [który z każdym rokiem płynie szybciej]. I sugeruje każdemu, żeby zrobił to samo.

Bucem nie stajesz się dlatego, że przeczytasz książkę, nawet najgorzej ocenioną przez świat. Natomiast jeśli zaczniesz zachowywać się jak buc nie pomoże Ci nawet znajomość literatury
staroangielskiej w oryginale.

Żyj i pozwól żyć.

Słuchaj czego chcesz, czytaj co chcesz, oglądaj co chcesz. Wiesz, co? Możesz oglądać nawet jednocześnie Warsaw Shore, Miłość na bogato i nowy program TVN “Kto poślubi mojego syna”.

Jeśli masz dziś ochotę na disco polo, to słuchaj. Jeśli masz ochotę poczytać Harlequina, to czytaj. Jeśli masz ochotę obejrzeć wszystkie odcinki Niewolnicy Isaury i Mody na Sukces to luz. Krzywdy w ten sposób nikomu nie zrobisz i nie daj sobie wmówić, że robisz ją sobie, bo w ten sposób ogłupiasz się papką czy tracisz czas. Gówno prawda. Masz na to ochotę, rób to.

Lepiej jest “stracić czas” czytając “bezwartościową” książkę, niż spędzać ten czas stresując się lub próbując zadowolić absurdalne oczekiwania innych. Wiesz jaka jest jedna z najczęściej występujących przyczyn zwątpienia w siebie i depresji? To próba robienia dobrego wrażenia na ludziach, których nie lubimy. A zatem olej to.

Każdy kto sugeruje Ci, że czytanie jakiejś książki jest poniżej pewnego poziomu jest bucem. Bucem, któremu się wydaje, że ma prawo do decydowania o tym, co Tobie wolno czytać, słuchać, oglądać. Otóż nie ma takiego prawa, choć z racji tego, że jest bucem wydaje mu się, że ma.

Bucem nie stajesz się dlatego, że przeczytasz książkę, nawet najgorzej ocenioną przez świat. Natomiast jeśli zaczniesz zachowywać się jak buc nie pomoże Ci nawet znajomość literatury staroangielskiej w oryginale.

Nie rezygnuj więc z czegoś co Ci sprawia przyjemność tylko dlatego, że komuś innemu to przyjemności nie sprawia.

Olej buca i wróć do lektury czego chcesz. Lub do słuchania czego chcesz. Albo oglądania.

Żyj i pozwól żyć. I nie bądź bucem.

Zdjęcie: Notable.ca

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

6 Komentarze

  1. Pamiętam z końcówki gimnazjum taki absurd, gdy każdy wstydził się przyznać, że czyta Harrego Pottera (bo to dziecinne przecież!), a wszyscy i tak to robili. Kiedy kumple wpadali do domu pograć na PC, chowało się książki jak najgłębiej w szafie, by nie dojrzeli, bo byłoby śmiechowisko. Ech, głupiutkie te dzieciaki z nas były.

  2. “Nie bądź bucem” z powodzeniem mogłoby zastąpić wszystkie prawa i przykazania. W Stanach Wil Wheaton ostro promuje w ramach fandomu analogiczne hasło “Don’t be a dick” (właściwie, to dokładnie to samo hasło ;-) ) umieszczając je na koszulkach, plakatach, przypinkach i tym podobnych gadżetach. Kto by się mógł na coś takiego szarpnąć u nas? Warto.

  3. Ten absurd towarzyszy ludziom przez całe życie. idziesz z podstawówki do liceum, a tam presja grupy rówieśniczej jeszcze większa. I nagle okazuje się, że wszyscy słuchają muzyki poważnej, regularnie chodzą do teatru, a Ulissesa znają na pamięć. A potem studia. A potem praca. I ciągle presja. Im szybciej pokażemy wszystkim środkowy palec tym lepiej dla własnego zdrowia.

Odpowiedz: