Jest takie powiedzenie: Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach. Jeśli weźmiemy to na serio to czym będziemy się martwić?

Odpowiedź na to pytanie jest krótka i paradoksalnie może wywołać stres :) Ale tylko przez chwilę. Bo jeśli tak postawimy sprawę, to odpowiedź musi brzmieć – niczym. Po prostu – jeśli wierzysz w to, że wszystko zostało już zaplanowane, usiądź wygodnie w fotelu, weź do ręki drinka, zaciągnij się głęboko powietrzem [lub czymkolwiek innym] i delektuj się pierwszą od lat chwilą wolności. Oto właśnie uświadamiasz sobie, że skoro na nic nie masz wpływu, nie masz też najmniejszego powodu do zmartwień. No bo po co?

Zwłaszcza, jeśli na poważnie weźmiesz inne przysłowie:  “Los prowadzi tego, kto idzie chętnie, tego, kto się opiera, wlecze przemocą”

Przecież nikt nie chce być wleczony przemocą przez życie, prawda?

No dobrze, ale załóżmy że nie jesteś tak nieodpowiedzialnym człowiekiem, żeby wierzyć w los i takie tam historie. Uważasz, że na wszystko masz wpływ, wszystko kontrolujesz i wyłącznie od Twoich decyzji zależy to co się wydarzy. I co wtedy? Wtedy z pewnością zaczynasz dzień od stresu i zmartwień i tym samym kończysz. Ale żeby tylko. Czasu Ci się nie wystarczy, żeby pomartwić się wszystkim, prawda? Jeszcze jeśli dorzucisz do tego hasło – jestem perfekcjonist(k)ą (jak nie przymierzając Małgorzata Rozenek) i każdy element życia sprawdzasz w teście białej rękawiczki to mamy komplet.

Niestety nawet jeśli każdy temat, którym się zajmujesz błyszczy jak linoleum potraktowane starą dobrą pastą do podłogi, to i tak musisz w końcu pogodzić się z pewnym wnioskiem, który dopadnie Cię prędzej czy później. Otóż im bardziej nakręcasz się na bycie perfekcyjnym tym mniej masz wpływu na to co się dzieje. I w drugą stronę im bardziej wyluzowany jesteś tym łatwiej Ci wszystko przychodzi. To są fakty, pogódź się z tym.

Pierwszy z brzegu przykład. Kiedy obserwuje ludzi, którzy nazywają siebie perfekcjonistami [lub perfekcjonistkami] często dostrzegam jak bardzo są nieszczęśliwi. I na dodatek nie potrafią rozwiązywać problemów, kiedy pojawia się stres. To fascynujące, ale działa to jak przełącznik – pojawia się stres – wyłącza się myślenie. I do dupy z takim perfekcjonizmem, kiedy nie potrafisz nic zrobić.

Włóżmy więc perfekcjonizm między bajki i skupmy się na tym co realne.

Realne jest to co tu i teraz. To co jutro też, ale mniej. To co za miesiąc to już bajki, coś jak długoterminowa prognoza pogody. Szanse na to, że się sprawdzi rozkładają się po równo. Czyli albo się uda albo się nie uda.

Czyli nie powinniśmy niczego planować – ktoś zapyta? Ależ nie! Oczywiście, że trzeba planować. Takie dryfowanie bez celu nie ma sensu. Ale nie ma sensu też przeginać w drugą stronę. Przesadne planowanie prowadzi tylko do jednego – do frustracji. To też nie ma sensu. Z doświadczenia wiem, że znacznie większe szanse powodzenia mają projekty krótkoterminowe. Nie bez powodu wielu ludzi lubi robić projekty w modelu MVP. Dobrym pomysłem jest przełożyć to na własne życie i planować długoterminowo, ale rozłożyć ten plan na etapy trwające znacznie krócej.

Jest wtedy szansa, że Bóg się nie zorientuje i nie zdąży się roześmiać nawet.

Mimo wszystko nie chodzi jednak o to, żeby gonić króliczka, ale żeby łapać je często i w miarę bezstresowo.

zdjęcie: Marc00700

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

Brak komentarzy

Odpowiedz: