Blisko trzy lata temu pisałem o tym jak akcjonariusze Google zdecydowali, że firma powinna cenzurować wyniki wyszukiwania w Chinach i tym samym walczyć o chiński rynek. Co takiego zdarzyło się, że firma z Mountain View zmieniła zdanie?

W maju 2007 roku, David Drummond twierdził, że wycofanie się z Chin i likwidacja Google.cn nie jest tym co należałoby zrobić, a stałoby się tak gdyby Google zrezygnował z cenzurowania wyników wyszukiwania tak jak chce tego chiński rząd i prawo.

Google nie było jednak jedyna firmą, która testowała etykę w biznesie. Respektować chińskie prawo (co w praktyce oznaczało np. pomoc w skazywaniu chińskich opozycjonistów) postanowiły inne wielkie firmy ? Yahoo, Microsoft.

Chiński rynek stał się papierkiem lakmusowym etyki firm. A właściwie obecność tam, która dla jednych oznaczała przymykanie oka na niewolnicza pracę dla innych dostarczanie dowodów chińskim sądom. Obecność na chińskim rynku dawał tez profity i to profity niemałe.

Niespełna trzy lata po tym jak Google podtrzymało swoja decyzję o cenzurowaniu wyników wyszukiwania. ten sam David Drummond opublikował na oficjalnym blogu Google tekst pt. ?A new approach to China?, a którym czytamy m.in.:

“Uruchomiliśmy Google.cn w styczniu 2006 roku wierząc, że korzyści wynikające ze zwiększenia dostępu do informacji dla ludzi w Chinach i generalnie bardziej otwarty Internet będą większe niż dolegliwości związane z nasza zgoda na cenzurę pewnych treści. W tym czasie jasno stwierdziliśmy, że będziemy monitorować warunki w jakich będziemy działać w Chinach ? zwłaszcza nowe przepisy prawa i ograniczenia związane z naszymi usługami i jeśli stwierdzimy, że nie jesteśmy w stanie osiągnąć zakładanych celów, nie będziemy się wahać z ponownym przemyśleniem naszego podejścia do Chin. (…) Zdecydowaliśmy, że nie chcemy dłużej cenzurować wyników wyszukiwania w Google.cn. W ciągu najbliższych tygodni chcemy rozpocząć dyskusję z rządem chińskim, żeby osiągnąć porozumienie w w wyniku którego działając zgodnie z prawem nie będziemy cenzurować wyników wyszukiwania. Zdajemy sobie sprawę, że może to oznaczać konieczność zamknięcia Google.cn i całkowitego wycofania się z Chin.”

Zmiana podejścia Google do cenzury miała zostać spowodowana atakami hackerów m.in. na konta Gmail należące do chińskich opozycjonistów. Jak się później okazało, włamania miały być inspirowane przez chiński rząd. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z laboratorium VeriSign iDefense oraz McAfee.

Rząd chiński problemu naturalnie nie widzi i zaprasza do współpracy wszystkie firmy, które są gotowe na przestrzeganie chińskiego prawa.

Do akcji przystąpił rząd amerykański i kanałami dyplomatycznymi przesyła protest. Na tym pewnie się skończy, bo jakoś trudno wyobrazić sobie nakładanie jakichkolwiek sankcji na Chiny.

Zastanawiam się natomiast dlaczego Google postanowiło głośno powiedzieć o możliwości wycofania się z Chin. Tu też pewnie skończy się na słowach i ostatecznie Google w Chinach zostanie.

Google przeówiło:

- nie ze względu na obecne przychody z chińskiego rynku bo te wynoszą od 300 do 400 milionów dolarów rocznie (w zależności od źródeł) przy 20 miliardach rocznego przychodu z całej działalności. Nie są to pieniądze, których strata bardzo zaboli Google.

- nie ze względu również na obecną pozycję Google w Chinach, bo za Wielkim Murem rządzi Baidu (ponad 60% Internautów używa tej wyszukiwarki) i tu też nic się szybko nie zmieni. Ponad 30% Google to niezły wynik, ale i tak tylko połowa udziałów Baidu w rynku. Google przyzwyczajone jest raczej do pozycji lidera.

Wydaje się, że Google zabolała najbardziej prawdopodobna kradzież kodu źródłowego i to już byłoby stratą dużo większą niż 400 milionów dolarów. Oczywiście nikt z Google tych informacji nie potwierdza, z pewnością jednak wiele osób zastanowiło sie nad bezpieczeństwem swoich danych. Google wie o nas dużo, otwartym pozostaje pytanie – czy po ataku hackerów rząd chiński wie więcej i co z taka wiedza  może zrobić? Odpowiedź na to pytanie bardziej nurtuje jednak Internautów amerykańskich niż polskich.

Ewentualna kradzież kodu źródłowego na wizerunek Google dobrze nie wpływa. I właśnie tu szukałbym powodów takiego zachowania przedstawicieli firmy, a nawet zaangażowanie się w sprawę amerykańskiego rządu. Wychodzi na to, że zginęło coś naprawdę cennego…

PS. Zupełnie inną historią, zasługującą na porządne case study (tym jednak zajmą się z pewnością mądrzejsi ode mnie i bardziej w temacie bezpieczeństwa zorientowani) jest skala cyberataku, który dotknął nie tylko Google ale i inne wielkie firmy. Ktoś widocznie stwierdził, że zamiast inwestować miliony w optymalizację własnego kodu, lepiej zainwestować raz w pozyskanie gotowych rozwiązań i w ten sposób zbudować przewagę konkurencyjną.

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: