Nie odbieram przeciwnikom Powstania Warszawskiego prawa do zadawania pytań o sens i konsekwencję. Warto sobie jednak pewne rzeczy uświadomić, zanim po raz kolejny wypowie się słowa: “Powstanie nie miało sensu”

Nie zamierzam przekonywać przeciwników Powstania Warszawskiego, że było ono potrzebne. Ten temat jest jednym z kontrowersyjnych, który antagonizuje społeczeństwo i próby znalezienia porozumienia spełzają na niczym. Ja zaliczam się do tych, którzy 1 sierpnia o 17:00 stoją na baczność. Walczę wówczas ze wzruszeniem, którego nie potrafię opanować. Nie dlatego, że cieszę się ze zburzonej Warszawy i śmierci wielu ludzi, ale z szacunku dla tych którzy podjęli walkę. Mam świadomość konsekwencji Powstania, co więcej doświadczyła ich bezpośrednio moja rodzina (m.in. na Woli). Natomiast trzeba sobie z pewnych rzeczy zdawać sprawę i zanim oceni się Powstanie spróbować zrozumieć co wtedy się działo.

W tekście “Godzina W” próbowałem przekazać emocje jakie mogły towarzyszyć Powstańcom. Nie mam 100% pewności, że tak właśnie było, ale tak to sobie wyobrażam po wielu rozmowach z wieloma Powstańcami. To jednak emocje i beletrystyka z wątkiem historycznym.

Mniej emocjonalnie opowiada o Powstaniu Warszawskim, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski w wywiadzie “Wybuchło. I tyle” opublikowanym w Gazecie Wyborczej. Polecam wnikliwą lekturę całości, ja chcę skupić się na kilku wątkach:

- Czy powstanie miało sens? 

- Zadałem kiedyś takie pytanie Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu, “Kurierowi z Warszawy”, który przemierzył okupowaną Europę z dokumentami podziemia i dotarł do Warszawy tuż przed Powstaniem, a po wojnie przez wiele lat kierował polską rozgłośnią Radia Wolna Europa. Jego odpowiedź na pytanie o sens Powstania miała dwie części: 90 proc. stanowiły zarzuty, szczególnie wobec dowódcy Okręgu Warszawskiego AK płk. Antoniego Chruściela “Montera”, dotyczące bezsensownego tracenia ludzi posyłanych do ataków, które nie mogły się powieść, okrucieństwa wobec żołnierzy wysyłanych na śmierć, dogmatyzmu dowódców. Mówił o tym wszystkim długo i z pasją, a potem dodawał: “Ale tak wtedy, jak i teraz, uważam, że Powstanie powinno wybuchnąć”.

My możemy dziś prowadzić akademickie dyskusje (i nie jest to złe, co więcej jest potrzebne) co dowódcy powinni zrobić, jakie decyzje podjąć, etc. Różnica polega na tym, że my tu i teraz dysponujemy szeroką wiedzą na temat całej sytuacji przed i po (czyli tez o konsekwencjach). Żyjemy w czasach kiedy komunikacja między ludźmi znajdującymi się na dwóch różnych kontynentach jest banalnie prosta, a w 1944 meldunki dostarczali łącznicy. Trzeba sobie uświadomić złożoność sytuacji zanim potępi się w czambuł wszystkich i wszystko.

Oczywiście, że wolałbym żeby Warszawa nie została zniszczona, żeby w czasie Powstania (ale też w czasie całej okupacji) nie zginęło tak wielu ludzi. Tu znowu pozwolę sobie przytoczyć wypowiedzi Jana Ołdakowskiego:

- “(…) Ale to nie ma znaczenia, czy zginęło 200 tys. czy 120 tys. To są straty niedopuszczalne. Nie wiem, czy dla pana ma jakieś znaczenie, że oni zginęli z rąk Niemców… “

- Nikt nie zdejmuje odpowiedzialności z Niemców, ale oni byli wrogiem i zachowywali się jak wróg. Czy przywódcy Powstania nie przewidywali, jak się Niemcy zachowają?

- Oczywiście, od wroga zawsze można się wszystkiego spodziewać, ale pytanie, czy z tego powodu zawsze należy robić to, czego chce wróg, czyli – na przykład – nie podjąć walki. 27 lipca Niemcy nakazali, by 100 tys. warszawiaków stawiło się do kopania rowów przeciwczołgowych, co zostało kompletnie zignorowane. 27 lipca wyglądało na to, że Niemcy są w kompletnej rozsypce, ale parę dni później się pozbierali i wydawało się, że zaraz mogą zacząć karać. Prof. Tomasz Szarota, wybitny historyk okupacji niemieckiej, pytany o Powstanie zawsze mówi, że nie docenia się ówczesnej nienawiści do Niemców. Kiedy pojawiła się nadzieja na odzyskanie wolności na własnych zasadach i odwet za te pięć lat okupacji, która w Warszawie miała przebieg najbardziej dramatyczny, to naprawdę trudno było nie skorzystać. Mieszkańcy stolicy patrzyli na zagładę kilkuset tysięcy zamkniętych w getcie Żydów, która skończyła się ich wywózką do obozów śmierci (a częściowo wymordowaniem na miejscu), a na koniec zrównaniem z ziemią dzielnicy żydowskiej. Prawda o Powstaniu jest też taka, że w Warszawie Polacy dotknęli granicy ludobójstwa, którą Żydzi już przekroczyli.

Powtarzam to od wielu lat. Nie dlatego, że jestem wybitnym historykiem, ale dlatego że każdy z moich rozmówców powtarzał to samo. W ludziach pojawiła się nadzieja na odzyskanie wolności, na odpłacenie okupantowi, albo przynajmniej na śmierć na własnych warunkach, a nie pod murem. I podnoszenie argumentu, że dowództwo AK mogło temu zapobiec to argument człowieka, który nie zna charakteru narodu polskiego (którego okupant doświadczył).

Co do dowództwa AK. Mam mieszane uczucia co do zdolności analitycznych dowódców. W każdym razie zupełnie inaczej oceniali sytuację, bo w czasie głosowania, za wybuchem Powstania byli  generał Okulicki, płk Jan Rzepecki ps. “Prezes” i płk Józef Szostak ps. “Filip”a przeciw: płk Janusz Bokszczanin ps. “Sęk”, płk Kazimierz Iranek-Osmecki ps. “Heller”, płk Kazimierz Pluta-Czachowski ps. “Kuczaba”, płk Antoni Chruściel ps. “Monter”. Nie głosowali natomiast gen Komorowski ps. “Bór” oraz gen. Tadeusz Pełczyński ps. “Grzegorz”.

Generał Komorowski po tym głosowaniu stwierdził, że skoro nie ma jednomyślności decyzji nie będzie. Po czym cztery godziny później ją podjął… Nie wygląda to dobrze, ale…

Jan Ołdakowski mówi:

- Dzisiaj bardzo łatwo jest wygrywać bitwy za Napoleona. Łatwo podpowiadać Hannibalowi, jak lepiej zwyciężyć pod Kannami. Waterloo? Każdy wie, że Napoleon mógł wygrać, gdyby zdołał zatrzymać pruski korpus Blüchera. Albo gdyby Prusacy spóźnili się o dobę na pole bitwy… Każdy to widzi, że Napoleon by wygrał. (…)

Czy Powstanie było odpowiedzią na brutalność niemieckiej okupacji?

- I na przekonanie, że jak po swoich klęskach w czerwcu i lipcu 1944 r. Niemcy się pozbierają i umocnią w Warszawie, to zaczną surowo karać nieposłusznych Polaków. A kara mogła być jedna: rozwałka na ulicy albo ewentualnie wywózka do obozu koncentracyjnego. Dziś łatwo rozłożyć mapę i nie rozpocząć Powstania albo powygrywać dawne bitwy, ale trzeba znać także kontekst emocjonalny, żeby zrozumieć motywy decyzji.

Nie bez powodu mówi się, że “historia oceni”, ale kiedy decyzję podejmuje się tu i teraz, a zwłaszcza w tak skomplikowanej sytuacji, już tak łatwo nie jest. Dziś możemy powiedzieć (i sam to nawet napisałem w poprzednim tekście), że wiara w to, że Alianci nas dozbroją poprzez zrzuty, a Armia Czerwona przyjdzie z odsieczą kiedy Powstańcy opanują Warszawę była wiarą naiwnego dziecka po doświadczeniach września 1939. Z reszta i w kolejnych latach postawa Aliantów dawała do myślenia, a postawa Stalina nie pozostawiała wątpliwości co do jego motywów. Tylko, że nadal nie mamy gwarancji że gdyby Powstanie Warszawskie nie wybuchło Warszawa pozostałaby niezniszczona. Nie wiemy czy Niemcy nie zrobiliby z Warszawy twierdzy bronionej przed Armią Czerwoną, pewnie tak by się stało. I co, myślicie że którakolwiek ze stron liczyłaby się ze śmiercią Warszawiaków czy niszczeniem stolicy? Obawiam się, że to myślenie również mocno naiwne.

Oczywiście że wolałbym żeby Powstanie Warszawskie nie musiało się rozpocząć. Jeszcze bardziej chciałbym żeby w ogóle nie było II wojny i okupacji, a po wojnie “bratniego sojuszu” z ZSRR. Nie mam wątpliwości, że Powstańcy też woleliby wieść beztroskie życie i cieszyć się jego pełnią zamiast cieszyć się przeżyciem kolejnej łapanki. Ale w tej konkretnej sytuacji która miała miejsce 1 sierpnia 1944 sytuacja wyglądała inaczej niż dziś.

Dlatego w czasie kolejnej dyskusji o sensie Powstania Warszawskiego miejcie w pamięci to co powiedział Jan Ołdakowski:

“Dziś łatwo rozłożyć mapę i nie rozpocząć Powstania albo powygrywać dawne bitwy, ale trzeba znać także kontekst emocjonalny, żeby zrozumieć motywy decyzji.”

Gdyby i to Was nie przekonało, to najprościej jak się da wybuch Powstania Warszawskiego wyjaśnił Bogusław Linda.

zdjęcie: Wikipedia

PODOBNE ARTYKUŁY

0

0

Brak komentarzy

Odpowiedz: