Kiedy opublikowaliśmy informacje o płycie którą ma wydać Monika S. znana z programu Big Brother rozpętała się wielka dyskusja. Przeciwnicy mówili że to absurd, zwolennicy postulowali ?dajcie jej szansę?.

Ilość komentarzy i zamieszanie wokół Moniki S., z pewnością dodało pewności przyszłemu wydawcy. Jeśli tylko informacja o planowanej płycie, wywołuje tyle emocji, to co będzie kiedy ukaże się pierwszy singiel? Bardzo prawdopodobne jest, że płyta Moniki S., sprzeda się w nakładzie zadowalającym nie tylko wydawcę.
Jest pytanie, czy w sztuce (jeszcze do niedawna muzyka zaliczała się do sztuki) rzeczywiście nakłady są najważniejsze? Rozumiem, że pieniądze potrzebne są do funkcjonowania firm, wydawania innych płyt, etc. Tylko czy naprawdę jest tak źle na polskim rynku, że trzeba sięgać po osoby, które popularne stały się dzięki wątpliwej jakości programowi?
?To, że jesteśmy potencjalnie zainteresowani wydaniem płyty Moniki, trzeba traktować z dystansem – to raczej nie kwestia jej wyjątkowego talentu, ale jej popularności i zamieszania, jakiej obecnie wokół niej panuje? – powiedział nam Marek Kościkiewicz, zarówno jeden z szefów BMG jak i lider zespołu De Mono.

Z jednej strony bardzo się cieszę ze szczerej wypowiedzi, z drugiej jest mi strasznie przykro, że wiele zespołów, których muzycy SAMI komponują muzykę i SAMI piszą teksty, mają coraz mniejsze szansę wypłynąć dzięki swojej muzyce. Wyjątkiem od reguły jest zespół Łzy, któremu udało się odnieść sukces bez pomocy wielkich wytwórni, a właściwie bez pomocy żadnej wytwórni.

Mam kontakt z kilkunastoma muzykami młodych zespołów, którzy grają naprawdę interesująca muzykę, mają swoich fanów, na ich koncerty przychodzą setki ludzi, a kontraktu jak nie było tak nie ma. I w większości przypadków, niestety nie będzie?

Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że większość wydawców nie jest zainteresowana inwestowaniem w nieznanych artystów. Dużo łatwiej jest wydać płytę artyście z tzw. nazwiskiem i antycypować przyszłe zyski, niż inwestować w debiutanta. To wiąże się z ryzykiem. Może się przecież nie udać. No może, ale czy musi? Oczywiście, że nie musi.
O ile uboższy byłby polski hip hop, gdyby ktoś kiedyś nie postanowił zaryzykować wydania płyty grupie Wzgórze Yapa3 czy Kaliber 44? O ile uboższy byłby polski rock i metal, gdyby wydawca nie postanowił zaryzykować wydania płyt takim zespołom jak Acid Drinkers, Hey czy Illusion?
Prawdopodobnie teraz nikt sobie nie wyobraża polskiej muzyki bez tych zespołów. A przecież te zespoły mogły być skazane na wieczną egzystencję w salach prób, gdyby ktoś kiedyś nie postanowił zaryzykować.

Wspomniani młodzi muzycy, mówią że dość często słyszą, że ?ludzie chcą innej muzyki?. Gratuluje tym, którzy wiedzą czego chcą ludzie, taka wiedza to najpotężniejsza broń na świecie. Każdy chciałby taką mieć. Tylko czy na pewno osoby, które mówią że wiedzą naprawdę wiedzą? Niestety nie. Nie trudno jest przewidzieć, jaką muzykę ludzie będą kupować, kiedy przez 10 lat wtłacza im się do głów jeden gatunek poprzez wszystkie możliwe media. Człowiek ma tą umiejętność, że do wszystkiego się przyzwyczai.
Trochę mnie tylko martwi, że za kilka lat większość społeczeństwa będzie już tak bardzo związana z popkulturą, że szczytem ?kultury wysokiej? będzie rodzinna wyprawa do supermarketu. A może już tak jest?

Jeśli tak, to Tomasz Beksiński miał rację. Pora umierać?

Felieton ukazał się w CGM.pl

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: