Piąty odcinek “Wywiadu z Blogerem” to rozmowa z Moniką Kamińską, autorką bloga BlackDresses.pl. Bloga Moniki znam od pewnego czasu i cenię jego autorkę m.in. za teksty o kulturze. A poza tym oboje mamy psa, który wabi się Miśka :)

- Moim absolutnie ukochanym teatrem był i jest Teatr Witkacego w Zakopanem. Drugim teatrem, który darzę wielkim szacunkiem był Teatr Dnia Ósmego. A Ty masz taki swój ulubiony teatr, do którego możesz iść w ciemno?

Zdecydowanie Teatr im. Agnieszki Osieckiej (cóż za niespodzianka) w Sopocie. Jednak raczej nie powiedziałabym, że mogę iść tam w ciemno, tylko że po prostu lubię to miejsce i wszystko co się dookoła niego dzieje. Pierwszy raz byłam tam 11 lat temu i od tamtej pory co roku w sierpniu jadę do Sopotu posłuchać konkursu na interpretację piosenki Agnieszki Osieckiej. Czasem zostaję kilka dni dłużej i wtedy z ogromną przyjemnością oglądam inne spektakle, najczęściej właśnie w sierpniu w klimatach zbliżonych do poezji śpiewanej. Sam konkurs bywa różny – jest kilka roczników, z których nie pamiętam nikogo, ale czasem trafiają się takie perełki, że nic tylko siedzieć i słuchać. Poza tym Osiecka, plaża, przyjaciele, Sopot, taras, akademik, gofry. To miejsce ma niesamowity klimat i chociaż wszyscy narzekają, że – ”to już nie jest ten Sopot/ta Osiecka/ten teatr co kiedyś”, to nie da się ukryć, że cały rok czekam na ten wyjazd i mam nadzieję, że w to lato również się uda. Sopot oczywiście koszmarnie się zmienił na przełomie tych ponad 10 lat i nie da się ukryć, że słuchanie poezji śpiewanej w szczycie sezonu na lans na Molo jest dość zabawne. Mimo wszystko mam nadzieję, że w to lato również uda mi się tam pojechać.

- Czy na przestrzeni ostatnich lat trafiłaś na wybitny spektakl na który mogłabyś chodzić wielokrotnie?

Wielokrotnie chodzę na ”Szczęśliwe dni” z Mają Komorowską. Widziałam to już chyba cztery albo pięć razy. Genialny tekst i arcygenialne wykonanie. Trzeba mieć niesamowity talent żeby po prostu siedzieć i grać.

- Czytając tekst ”Jak nie zostałam aktorką”, przypomniałem sobie historię mojego kolegi z liceum, który zapowiadał się na świetnego aktora i reżysera. On podobnie jak Ty doszedł w pewnym momencie do wniosku, że to nie ma sensu, bo byłby przeciętny, choć dostał się do studia aktorskiego przy Teatrze Żydowskim i radził sobie dobrze. W jego przypadku jestem pewny, że popełnił błąd i mamy dziś jednego zdolnego aktora mniej. Co w Twoim przypadku spowodowało, że nie zostałaś aktorką? Nie żałujesz tego że zrezygnowałaś?

Mam długą listę wymówek. Za każdym razem kiedy oglądam jakiś świetny spektakl to zastanawiam się co by było gdybym jednak to ja stała na tej scenie. A już w ogóle nie mogę patrzeć na śpiewających aktorów, bo to jest to co chciałam kiedyś robić najbardziej (żartuję – obsesyjnie uwielbiam śpiewających aktorów). Jednak ostatnio oglądałam tyle złych przedstawień, że z ulgą przyjmuję fakt iż nie muszę robić tych dziwnych rzeczy na scenie.

Zdawanie do szkoły teatralnej to jest jakaś tragedia. Nie mówię już nawet o tym, że trzeba to robić najczęściej przez kilka lat z rzędu i w tym czasie jest się w zawieszaniu, zazwyczaj studiuje się kulturoznawstwo albo jakiś inny mało wymagający, pokrewny kierunek i całą energię (i pieniądze) pakuje w próby, kółka teatralne itp. Potem idzie się na egzamin i spotyka konkurencję w postaci 1000 innych osób, bo tyle (jak nie więcej) zdaje rocznie na wydział aktorski. Szkół w Polsce mamy pięć, ale Wrocław i Białystok wielkiej kariery nie wróży. W każdej z nich jest mniej więcej 20 miejsc na rok. Dostanie się też niczego nie wróży, bo ostatnio w Warszawie jest jakaś dziwna moda na przyjmowanie większej ilości osób i kontynuowanie egzaminów wstępnych przez cały rok akademicki. W czerwcu można więc ze szkoły wylecieć i podobno wcale niekoniecznie spotyka to osoby najgorsze, bardziej zależy to od fazy księżyca. Rozmawiałam kiedyś z takimi pierwszakami i oczywiście są jednostki, które się nie stresują, ale bywają też takie, które przez cały rok są jedną wielką zestresowaną, trzęsącą się galaretą. Po co? Żeby po wydziale aktorskim pracować na lotnisku? Bo znam też taki przypadek.

Do tego dochodzą wszystkie plotki o dostawaniu się po znajomościach, bla, bla, bla. Szkoda życia i nerwów.

- Pozostańmy jeszcze przy kulturze. Napisałaś, że nie ma już w Polsce dobrych tekściarzy i podałaś przykłady tekstów pisanych w odmiennych stanach świadomości. Dorzuciłbym do tej listy jeszcze kilka, ale z drugiej strony muszę się z Tobą nie zgodzić. Nie sądzisz, że po drugiej stronie mocy są np. Kazik Staszewski, Lech Janerka, Wojciech Waglewski, Krzysiek Grabowski? Jestem pewny, że świat nie kończy się na Jacku Cyganie i można tych dobrych tekściarzy kilku znaleźć, nie sądzisz?

Oczywiście że są, ale nie pasowali mi do tekstu.

- A skoro już jesteśmy przy tekstach to opowiedz skąd wzięła się Twoja miłość do Agnieszki Osieckiej? W jednym z tekstów napisałaś ”Najpierw chodził mi po głowie jakiś smętny post ”moja historia z Osiecką”, ale byłaby to długa opowieść, która nie wiem czy jest dla kogokolwiek interesująca, poza mną samą, bo w końcu w niej uczestniczyłam”. No to ja jestem ciekawy, miejsca na blogu jest sporo. To jak?

Dawno temu (czyt. w gimnazjum) poszłam z Mamą do teatru na ”Ulicę szarlatanów”do Teatru na Woli. I tam był taki sklepik z płytami. Mama kupiła mi ”Dziękuję za świat” , bo jakoś w tym okresie znalazła u mnie tomik poezji Osieckiej (szukałam czegoś na koło teatralne, nawet nie pamiętam czy w całości to przeczytałam). Kiedy w domu włączyłam tę płytę to myślałam, że nigdy nie pójdę spać. Do rana słuchałam jej od nowa i od nowa i od nowa. A potem poszło…potrafiłam być na każdym możliwym przedstawieniu/koncercie na którym śpiewano jej piosenki.

A tak naprawdę to wyssałam to z mlekiem matki, tylko o tym nie wiedziałam. Kiedy byłam dzieckiem to strasznie chciałam nagrać sobie jakąś bajkę, ale w domu nie było żadnej czystej kasety VHS ani żadnej takiej z której można było coś skasować. Nie bardzo rozumiałam dlaczego moja Mama pilnuje jak największego skarbu kasety podpisanej ”Osieoka” bo tak to wtedy czytałam. Pamiętam tą ”Osieokę” dokładnie, bo kilka razy chciałam zamienić ją na ”Czarodziejkę z księżyca” lub coś innego, jednak moja Mama była uparta. Za nic w świecie nie mogłam zrozumieć co to ”Osieoka”. Dopiero kiedy będąc już nastolatką wróciłam do domu z DVD ”Zielono mi”, mojej Mamie przypomniało się, że to właśnie ten koncert znajdował się na tajemniczej ”Osieoce”, a ja po prostu nie potrafiłam czytać pisma drukowanego napisanego na szybko długopisem.

- Zahaczyliśmy o teksty to zapytam Cię o coś co się z tekstem wiąże. A dokładniej z rozmową. Napisałaś, że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Pomijam już to, że mam inne doświadczenia i w sumie dość często rozmawiam z innymi ludźmi o tym co u nich i o tym co u mnie. Z drugiej strony z moimi dwoma najlepszymi kumplami mogę nie rozmawiać kilka miesięcy, a kiedy się spotkamy wystarczy 10 minut, żeby nadrobić ten czas (faceci chyba tak mają). Z trzeciej strony – nie masz wrażenia, że skoro piszemy o sobie na blogach, piszemy w mediach społecznościowych to nie pozostawiamy miejsca na takie zwykłe zagajenie rozmowy pytaniem ”co u Ciebie?”

Ten tekst dotyczył raczej zjawiska, o którym swoją drogą pisze dziś Andrzej Tucholski na blogu, czyli o interesowności  (http://jestkultura.pl/2014/relacje-miedzyludzkie/)

Oczywiście, że ze swoimi przyjaciółmi rozmawiam. Ostatnio złapałyśmy się z Sasiadką na tym, że jest po 2 w nocy, my zaczełyśmy analizować nasze życia o 19.00 i nadal nie skończyłyśmy. Ale takich ludzi zwykle nie ma się wielu. Cała reszta to koledzy, znajomi, znajomi znajomych. I czasami jak muszę z kimś takim porozmawiać, a on albo klepie tylko o sobie i buzia mu się nie zamyka, albo jak we wpisie Andrzeja od razu przechodzi od interesów, to mi się wszystkiego odechciewa i postają takie wpisy.

- Od kilku tygodni jestem wegetarianinem, choć w moim przypadku jest to etap przejściowy. Nie dość, że nie cierpię z tego powodu, to nawet mi się podoba. Mam jednak wrażenie, że życie wegetarian do najłatwiejszych nie należy. Wielu właścicieli lokai nie wpadło na pomysł, że ich klientami mogą być osoby, które nie jedzą mięsa. Jak sobie z tym radzisz?

Jem pizzę.

A serio to w Warszawie już nie ma z tym problemu, bo od mniej więcej dwóch lat każda knajpa, która się otwiera ma przynajmniej kilka pozycji wege. Mamy teraz modę na eko jedzenie, więc to dobrze ze sobą współgra. Za to po wydostaniu się z dużego miasta można zjeść tyle sałatki greckiej, że człowiek poważnie uwierzy, że jest Grekiem. Króluje też mozzarella z pomidorami, która jest paskudna i w ogóle nie wiem jak to można gdziekolwiek podawać. Zabrzmię przez chwilę jak snob, ale jadłam to danie we Włoszech i na miejscu Włochów wproadziłabym jakiś zakaz serwowania tego w Polsce, bo to trochę wstyd.

- Po pierwszych zdaniach tekstu ”Budapeszt mniej oficjalnie” przypomniały mi się wszystkie odciski, których się nabawiłem przez żonę. Ona podobnie jak Ty ma zwyczaj zwiedzenia każdego wielkiego miasta typu Paryż, Barcelona, Rzym w jeden dzień. A następnego dnia powtórka. Wy kobiety tak macie? Nie lepiej spokojniej?

Budapeszt to był akurat dowcip ponieważ kupilismy ze znajomymi bilety na 3 dni (w tym przylot i wylot), więc tak naprawdę mieliśmy jeden dzień na zwiedzenie całego miasta. Rzym i Paryż zwiedzałam ponad tydzień…i jak się domyślasz, nie zobaczyłam wszytskiego. W ogóle co to za grzebanie w starych notkach ze zdjęciami robionymi klapkiem Kubota? Zapraszam do wpisów o Genewie, Berlinie, Mediolanie – umiałam już obsłużyć aparat.

- Z tekstów o Twojej wizycie w Paryżu wynika, że opuściłaś jedno z najważniejszych miejsc. Nie poszłaś na Pere-Lachaise? Chyba powinnaś wrócić do Paryża

Nie wiem czy się nie mylę, ale wydaje mi się, że nie mogłam znaleźć wejścia i chyba sobie odpuściłam.

- Porozmawiajmy teraz o Twoim blogu. W marcu miałaś ponad 50 000 czytelników, a właściwie czytelniczek. W jaki sposób osiąga się taki wynik?

Jest na to tylko jedna rada – regularność. Bardzo długo pisałam 6-7 razy w tygodniu, od mniej więcej roku pisze co drugi dzień, bo jednak wspominana wcześniej nabyta przeze mnie umiejętność obsługiwania aparatu znacznie wydłużyła mi proces tworzenia notki. Zrobienie jednego, złego zdjęcia było łatwiejsze i szybsze.

- Poruszasz na blogu dość sporo tematów, masz siedem kategorii. Czy jest coś takiego o czym nigdy nie napiszesz? Masz jakieś tematy tabu?

Mnóstwo, ale właśnie dlatego są tabu, żebym ich nie wymieniała.

- Gdybyś miała wskazać najlepszą i najgorszą decyzję które podjęłaś jako blogerka to…

Najlepsza to zdecydowanie podstawowy kurs fotografii, który zrobiłam rok temu. Nie wiem jakim cudem mogłam robić takie brzydkie zdjęcia i nie widzieć tego, chyba musiałam być mocno ślepa. Najgorsza to zdecydowanie próby tworzenia postów modowych, bez posiadania absolutnie żadnych zdolności pozowania. Na szczęście dawno temu z tego zrezygnowałam.

- W jaki sposób pracujesz nad tekstem? Wybierasz temat i dopieszczasz artykuł czy pojawia się pomysł, piszesz i publikujesz?

Różnie. W ogóle to najczęściej zaczynam równolegle od tematu i zdjęcia. Jeśli nie mam zrobionych zdjęć do 10-15 postów do przodu to odczuwam jakieś lęki. Na przykład ten post http://blackdresses.pl/2014/03/22/male-przyjemnosci/ powstał tak, że siedziałam z anginą w domu. Nagle zobaczyłam zdjęcie w głowie, wstałam po aparat, ułożyłam przedmioty i cyknęłam fotkę. Zgrałam ją do komputera i już miałam do niej gotowy pomysł na tekst.

- Jak odbierasz blogosferę? Czy mógłbyś wyróżnić coś co Ci się w niej szczególnie podoba i irytuje?

Blogosferę odbieram głównie jako wspaniałych znajomych, a nawet bliskich kolegów/koleżanki. Miałam to szczeście, że chodziłam na spotkania blogerów od samego początku. Pamiętam dokładnie pierwsze spotkanie zorganizowane przez Ilonę Patro w Warszawie. Było nas tam wtedy około 10 osób i każdy z nas opowiadał o sobie chyba przez kilka minut. Dla porównania na zeszłorocznej blogowigilii było chyba około 200 osób? Może nawet więcej? W międzyczasie poza spotkaniami Ilony zaczęły nawiązywać się prywatne relacje i to jest totalny odlot, bo okazało się, że blogerzy są mega fajnymi ludźmi, którzy robią mnóstwo rewelacyjnych rzeczy i nie można się z nimi nudzić. Irytują mnie natomiast wojenki podjazdowe jakie niektórzy między sobą toczą, ale na szczęście mojego grona znajomych blogerów to nie dotyczy, więc jestem szczęśliwym człowiekiem.

- Nie zauważyłem u Ciebie negatywnych komentarzy (choć też przyznam, że nie przeczytałem wszystkich pod wszystkimi tekstami). Czy u Ciebie hejterzy się nie pojawiają czy po prostu nie dałaś im takiej szansy? Jak Twoim zdaniem bloger powinien radzić sobie z tym zjawiskiem?

Nie pojawiają się, ale jestem pewna, że jak tylko to opublikujesz to nagle się pojawią. Natomiast to jest już temat tak przegrany na wszystkie możliwe strony, że nawet mi się go nie chce kontynuować, sorry.

- A jak będzie rozwijała i zmieniała się blogosfera na przestrzeni kolejnych lat?

Nie mam zielonego pojęcia, bo kiedy pisałam pierwszego bloga 12 czy 13 lat temu to raczej się nie spodziewałam, że blogowanie aż tak ewoluuje. A więc to jest trochę takie wróżenie z fusów, chociaż możemy podglądać amerykańskie fusy i na tej podstawie sądzić, że to co teraz nazywamy profesjonalizacją blogosfery, to tak naprawdę tylko wstęp do pełnego profesjonalizmu, zatrudniania osób i tworzenia od strony technicznej bloga tak jak się tworzy portale/gazety. Czyli nie o to mi chodzi, że pozmieniamy skórki i będziemy pisać kilka razy dziennie, ale że z blogera siedzącego w dresie pod kocykiem i czekającego na słoneczny dzień żeby zrobić dobre zdjęcia może uda nam się dojść do poziomu blogera, który ma za ścianą studio foto. Chociaż z tego pisania notek w dresie to wolałabym nie rezygnować.

- Czy blogerzy są zdolni do zmieniania rzeczywistości i wpływania na firmy czy to jednak nadal domena mediów tradycyjnych ze wskazaniem na telewizję?

A telewizja zmienia firmy albo rzeczywistość? Bo chyba raczej ją kreuje na własne potrzeby. To pytanie wydaje mi się za szerokie, nadaje się na osobny wywiad.

- Na koniec wyjaśnij mi coś. Przyznawałem się już na blogu, że o makijażu wiem nic. Dzięki Tobie poznałem podstawy makijażu (pozwól, że zacytuje: Masz syfa? Użyj korektora. Jesteś zmęczona? Dodaj rozświetlacz. Chcesz wyrównać kolor cery – poszukaj lekkiego, kryjącego podkładu.) choć nic nie wskazuje, żebym zastosował te rady w życiu. Z drugiej strony dzięki Tobie dowiedziałem się, że o demakijażu wiem tyle samo czyli nic. Ale mimo to coś mi nie pasuje. Jak można myć twarz ciasteczkami?

Normalnie. Jola Kwaśniewska mówiła o tym jak jeść bezę, ja piszę jak umyć sobie nią twarz. Bierzesz bezę i dzielisz na pół. Jedną połowę zjadasz i koniecznie w tym samym czasie drugą połowę zaczynasz wmasowywać sobie w twarz (pamiętaj o omijaniu okolicy oczu). Po 1-2 minutach tego masażu beza w buzi powinna być zjedzona, a tą z twarzy należy myć letnią wodą.

Dzięki za rozmowę 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

15 Komentarze

  1. Fajny wywiad, jak zwykle w tym cyklu. Fajna rozmówczyni – jak zwykle w tym cyklu. Ale z tezą, że nie ma dobrych tekściarzy się nie zgodzę. Ot, chociaż Krzysztof Cezary Buszman, skądinąd promowany swego czasu właśnie przez Agnieszkę Osiecką. :)

  2. Wbrew pozorom, a może wbrew potocznej opinii ani kultura nie umarła, ani tekściarzy dobrych nie brakuje. Rozumiem co miała na myśli Monika i szanuję jej opinię. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że najwięcej zaskakujących rzeczy jest poza manistreamem. Oh wait – przecież zawsze tak było :)

  3. Też wiem, o co Monice chodziło, ale sam rozumiesz, takiej okazji do wspomnienia o Buszmanie nie mogłem przepuścić :)

  4. Taaa… żeby banana zarobić :D
    Swoją drogą… tak poza kwestiami kulturoznawczymi: Bardzo ciekawy i wart rozszerzenia i zgłębiania jest wątek relacji.
    Aha – mam nadzieję, że się któraś z dziewczyn zlituje w końcu, bo inaczej będziesz musiał zmienić nazwę cyklu na “Wywiad z blogerką” :)

  5. Ale to właśnie fajne jest :) Poznałem fajne blogerki, które prowadzą fajne blogi, bardzo chętnie poznam kolejne. (No akurat Moniki bloga znałem wcześniej) Choć właśnie dzięki decyzji Moniki następny wywiad będzie z blogerem. I to na dodatek blogerem, którego znam i z którym współpracowałem. Zapowiada się kolejny ciekawy wywiad :)

  6. ja też dołączam się do Andrzeja :) miałam wizualizację naszego pierwszego spotkania z blogarmi – my z siatami… oni jacyś tacy wystraszeni… boszszsz bosko było!!!

  7. Monika <3 Wzruszam się na myśl o pierwszym spotkaniu. Pamiętam wszystko, Was z siatami, przedstawianie się i lakier czerwony, który od Ciebie dostałam. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tak pięknie żyjesz teatrem. W tym roku w czerwcu minie dwa lata i jak pięknie się trzymamy:)

Odpowiedz: