Rozpoczynam cykl “Wywiad z Blogerem”. Od dziś co wtorek będzie ukazywał się wywiad z blogerem, wskazanym przez przepytywanego. Pierwszym blogerem, którego sam wybrałem (i to jedyny raz kiedy ja w tym cyklu wybierałem) i postanowiłem przepytać jest autor bloga Tyfon.pl. Zapraszam do lektury wywiadu. Na końcu dowiecie się kto następny tu się pojawi.

Autora Tyfona znam od mniej więcej 7 lat. Przegadaliśmy sporo czasu, wiedziałem więc że na zadane pytania odpowie w sposób interesujący i wyjdzie z tego fajny wywiad. I oczywiście jak zwykle miałem rację. Czytajcie i komentujcie (kulturalnie!).

- Zacznijmy od podstaw dlaczego Tyfon?

Przyznam bez bicia, że nazwa jest wynikiem mojego błędu. Szukałem pomysłu na nazwę i natknąłem się na słowo Tyfon. Miało to być imię z mitologii hebrajskiej. Nie znałem go, ale spodobało mi się. W rzeczywistości jest to imię postaci z mitologii greckiej. Ale brzmiało fajnie. Inna sprawa, że kojarzyło mi się – sam nie wiem dlaczego – z dźwiękiem, a to też bliskie mi skojarzenie. I tak pod wpływem impulsu zacząłem używać rej nazwy. Nie ukrywam, że teraz mam wrażenie, że ta nazwa jakoś do mnie nie pasuje, ale już za późno, żeby ją zmieniać.

- Do czego służy Ci blog? To miejsce w którym po prostu możesz się wypowiedzieć czy element promocji siebie i swojej działalności zawodowej? Co sądzisz o budowaniu wizerunku w internecie?

Internet jest doskonałym narzędziem budowania wizerunku. Znam wiele przykładów skutecznego wykorzystania blogów do tego celu. Dla mnie jednak jest to po prostu okazja do robienia tego, co robić lubię, czyli do pisania. Jasne, fajnie byłoby, gdyby blog przynosił dochody, ale od początku założyłem, że w przypadku Tyfona to raczej nie nastąpi. Ma to swoje, jak mawiał klasyk, plusy dodatnie i plusy ujemne. Z ujemnych – gdy blog jest, w ten czy inny sposób, źródłem dochodów, motywuje to oczywiście do bardziej wytężonej i systematycznej pracy. Z dodatnich – skoro zakładam, że raczej dochodów nie będzie, to nie muszę przejmować się takim budowaniem bloga, by podobał się potencjalnym klientom i mam na nim pełną swobodę. Dlatego myślę, że nadal będę podchodził do niego na takiej zasadzie – jeśli kiedyś wpadnie z tego jakiś pieniądz albo dary losu, to super, a jeśli nie – to też fajnie.

- Gdybyś miał wskazać najlepszą i najgorszą decyzję które podjąłeś jako bloger to?

Najlepszą decyzją było założenie bloga i potraktowanie go jako sposobu na robienie tego, co lubię. Podjąłem w życiu wiele złych decyzji, ale jako bloger chyba akurat nie.

- W jaki sposób pracujesz nad tekstem? Wybierasz temat i dopieszczasz artykuł czy pojawia się pomysł, piszesz i publikujesz?

tyfonNa Tyfonie pojawiają się bardzo różne teksty, różny więc też styl pracy nad nimi. Bywa tak, że doznaję iluminacji, siadam i tekst sam płynie, od pierwszego znaku do ostatniej kropki. Przy niektórych tekstach konieczne jest zaś porządne przygotowanie. Bardzo często zdarza się rzeczywiście, że sobie notuję temat, potem robię research. Lubię napisać tekst i odłożyć go na trochę, choćby na parę godzin, żeby nabrać dystansu. Staram się nie pisać czystymi emocjami. Jeśli nawet tak robię, to ten czas odłożenia tekstu pozwala mi nabrać do niego dystansu i przemyśleć to, co napisałem. Kiedyś pisałem i od razu publikowałem. To było znacznie gorsze rozwiązanie. Zawsze pilnuję, by sprawdzić tekst. Nie lubię niechlujności, dlatego staram się wyłapać literówki, niezgrabności stylistyczne, czy – co na szczęście rzadko mi się zdarza – błędy ortograficzne. Wiele osób funkcjonuje w sieci w przekonaniu, że liczy się treść, a nie forma. Pomijam ocenę tej ich treści, ale są w błędzie. Dbałość o formę jest przejawem szacunku wobec Czytelnika. Poza tym Janusz Korczak pisał kiedyś ?Błąd w mowie czy piśmie jest jak tłusta plama na fotografii matki, którą kochasz?.

- O czym nigdy nie napiszesz? Masz jakieś tematy tabu?

Myślę, że – inaczej niż dawniej – tabu jest dla mnie raczej to, jak nie napiszę, a nie – o czym nie napiszę. Nie chcę wywoływać kontrowersji dla samej kontrowersji. Pisałem w swoim życiu sporo tekstów, wiele z nich było bardzo brutalnych w formie. Dziś już wiem, że znacznie lepszy efekt, choć może mniejszą klikalność, uzyskałbym pisząc o tym samym, ale z większym szacunkiem dla osób myślących inaczej niż ja.

- Każdy blog ma swoją specyfikę, klimat, mniej więcej określoną tematykę. Czego po Twoim blogu mogą spodziewać się czytelnicy?

Trudno mi oceniać specyfikę, czy klimat własnego bloga, bo nie mam do niego dystansu. O tym pewnie więcej mogliby powiedzieć Czytelnicy. Mogą spodziewać się po mnie tego, że będę pisał to, co faktycznie myślę i czuję. Mogą też spodziewać się po mnie zabawy konwencjami i dbałości o formę pisania. Takie literackie skrzywienie.

- Bez czytelników blog jest martwy. W jaki sposób Ty zdobywasz czytelników? Masz jakieś sprawdzone sposoby?

Blog bez Czytelników też ma swoją wartość. Zapominamy o tym dzisiaj w ferworze debat o tzw. profesjonalizacji blogosfery. Zapomnieliśmy o genezie blogów, które były de facto pamiętnikami, tyle że prowadzonymi online. Pamiętnik, którego nikt poza autorem nie czyta, nadal jest wartościowy. Pozwala bowiem autorowi uporządkować to, co ma w głowie, dać upust swoim uczuciom. I to jest cenne. Jasne, fajnie jest mieć Czytelników i jak każdy bloger zaglądam do statystyk, ciesząc się, gdy rosną, a martwiąc, gdy spadają. Ale te statystyki nie są najważniejsze. Nie jestem zresztą mistrzem pozyskiwania Czytelników, nie angażuję się przesadnie w promowanie bloga. Mam fanpage, mam profil prywatny na Facebooku, ale dostępny tylko dla znajomych, mam Twittera (choć jakoś nie umiem się do niego przekonać), jestem na Facebooku w kilku grupach blogerskich. Wrzucam tam linki do tekstów oczywiście. Staram się od pewnego czasu optymalizować nieco to, co publikuję, pod kątem wyszukiwarek. Większość Czytelników przychodzi z Facebooka i Disqusa. Ale nadal jest ich moim zdaniem na tyle mało, że trudno mi udzielać rad innym.

- Jak odbierasz blogosferę? Czy mógłbyś wyróżnić coś co Ci się w niej szczególnie podoba i irytuje?

Gdy mówimy o blogosferze, skupiamy się na ogół na tzw. czołówce oraz na tych, którzy próbują do tej czołówki dobić. I oceniamy blogosferę przez pryzmat tego, dość wąskiego, jej wycinka. Tymczasem blogosfera jest naprawdę sporym oceanem i opisywanie go przez pryzmat jednej zatoczki jest niezbyt sensowne. W blogosferze, ze względu na jej różnorodność, nic mnie nie drażni i nic szczególnie mi się nie podoba. Czasem drażni mnie coś u poszczególnych blogerów, a coś u poszczególnych blogerów mi się podoba. Czasem to samo mi się podoba i drażni mnie jednocześnie. Tak jest np. z częstą solidarnością blogerów. Z jednej strony podoba mi się to, że potrafią się skrzyknąć i stanąć w obronie kogoś, kogo np. atakuje arcystraszna korporacja, a zarazem mnie to irytuje, bo nieraz racja niestety jest po stronie tej korporacji. Czasami mam wrażenie pewnego przerostu formy nad treścią, ale myślę, że to po prostu taki etap rozwoju blogosfery i to minie.

- Całkiem niedawno powstało Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów. Co o tym sądzisz?

Nijak mnie ta sprawa nie dotyczy. Ja nie czuję potrzeby takiej integracji, ale skoro znaleźli się tacy, którzy czują, a do tego zorganizowali się, to super. Oby im szło jak najlepiej.

- Jak Twoim zdaniem bloger powinien reagować na hejterów?

W tej kwestii absolutnie zgadzam się z Kominkiem. Blog to przestrzeń blogera i on ma się w niej dobrze czuć. To, że nie zamykam drzwi do domu, nie oznacza, że każdy może wejść i mnie opluć. Dlatego ja nie wdaję się w dyskusje, tylko wywalam na zbity pysk.

- Co sądzisz o niechęci części dziennikarzy z tzw. starych mediów do blogerów? Ich zarzuty (np. dotyczące wiarygodności) są uzasadnione czy to próba dyskredytowania potencjalnej konkurencji?

To, co nowe i nieznane, na ogół budzi nieufność i lęk. Sam wyrosłem z dziennikarstwa i rozumiem tor myślenia dziennikarzy starej daty. Nie podzielam ich obaw, ale rozumiem, skąd się biorą. W dodatku widzę, że oni faktycznie tych nowych mediów nie czują, nie rozumieją, nie potrafią się w nich odnaleźć, traktują internet jako osadę barbarzyńców. W dodatku ci barbarzyńcy – w ich odczuciu – chcą im odebrać chleb. Tak jak radio nie zabiło prasy, a telewizja nie zabiła radia, tak internet nie zabije starych mediów. Jasne, media będą się zmieniać, ale zapotrzebowanie będzie i na typowe dziennikarstwo, i na blogerów. Rola dziennikarza i blogera to zupełnie inna bajka. Jeśli już porównywać, to bloger nie rywalizuje z dziennikarzem, tylko z publicystą. Dziennikarz bowiem informuje, a publicysta wyraża opinię. A skoro wyraża opinię, to oczekiwanie obiektywizmu jest absurdem, bo opinia z definicji jest subiektywna. Znów – blogosfera to wciąż pewna nowość. Wszystko z czasem się poukłada. Inna sprawa, że ja bym chciał, żeby z czasem pojawiły się również u nas blogi bardziej dziennikarskie niż publicystyczne, jak w innych krajach.

- Dlaczego temat zarobków w kontekście blogerów pojawia się tak często. Media piszą o najróżniejszych grupach, ale kiedy pojawia się tekst o blogach można być niemal pewny, że pojawi się pytanie o pieniądze. Dziennikarzy czy przedstawicieli innych profesji tak często się o to nie pyta.

W ogóle lubimy zaglądać innym do kieszeni. To nieprawda, że zagląda się tylko blogerom. A ile razy pojawiają się informacje, że aktor Z za rolę w filmie Y dostał gażę w wysokości X? Blogerzy, chcąc nie chcąc, stają się stopniowo w coraz większym stopniu osobami publicznymi (czy ?publicznie znanymi? by użyć określenia prawnego). Poza tym są – o czym już wspominałem – pewną nowinką. Z czasem temat zarobków blogerów stanie się mniej pasjonujący dla mediów, bo wszyscy się przyzwyczają do tego, że w internetach można zarabiać.

- Jak Twoim zdaniem będzie wyglądało dziennikarstwo w perspektywie kolejnych powiedzmy 10 lat?

Muszę odróżnić troszkę to, jak będzie wyglądało, od tego, jak chciałbym, by wyglądało. Chciałbym, by rozwój demokratycznego medium, jakim jest internet, sprawił, że dziennikarstwo będzie coraz lepsze, coraz rzetelniejsze. Obawiam się jednak, że będzie coraz bardziej tabloidowe. To troszkę jak z muzyką. W czasach płyt winylowych muzycy ograniczeni byli długością możliwą do zmieszczenia na jednej stronie płyty. Wydawałoby się, że pojawienie się płyt CD, a potem plików w sieci, sprawi, że oto nagle będą mogły powstawać wielkie, epickie, rozbudowane dzieła. A zamiast tego mamy zalew plastikowych kompozycji, których długość – coraz krótszą – dyktują nadawcy radiowi. Analogicznie – wydawałoby się, że w czasie, gdy z technicznego punktu widzenia możemy bez podnoszenia kosztów opublikować tekst dowolnej długości, możliwe będzie pisanie np. pogłębionych analiz. Tymczasem piszemy teksty coraz krótsze coraz mocniej wchodząc w przekaz obrazkowy. Tak jak pewien polski serwis zrzeszający blogerów miał być polskim Huffington Post, a staje się coraz bardziej Pudelkiem.

- A jak będzie rozwijała i zmieniała się blogosfera na przestrzeni kolejnych lat?

Dobre pytanie. Rzeczywistość w sieci zmienia się tak szybko, że ja nie wiem, jak będzie wyglądać sieć za rok, a co dopiero za kilka lat. Generalnie, myślę, że – tak jak w przypadku innych mediów, które pojawiały się na przestrzeni dziejów – sytuacja będzie nieco się stabilizować. Po pierwszym zachłyśnięciu, pierwszych zachwytach i pierwszych hejtach po prostu z czasem zacznie robić się normalnie. Gdybym miał prorokować, to obstawiałbym, że obecne topowe blogi będą coraz bardziej przypominały portale (vide: Spiderweb i Antyweb). A reszta będzie robić swoje.

- Czy blogerzy są zdolni do zmieniania rzeczywistości i wpływania na firmy czy to jednak nadal domena mediów tradycyjnych ze wskazaniem na telewizję?

Zacznijmy od tego wpływania na firmy. Co chwilę słyszymy o “kryzysach w internetach”. Strach lodówkę otworzyć, bo zaraz jakiś bloger wyskoczy z kryzysem. Ale tak na chłodno: Czy sprzedaż Nikonów spadła dlatego, że Segritta napisała “Jestem Waszą ex”? Czy sprzedaż Dr Oetkera spadła dlatego, że Kominek napisał “ty pizdo”? Czy nawet sprzedaż Sokołowa spadła odczuwalnie dlatego, że jakiś vloger rzygał przed kamerą? Nie sądzę. Miło im tam w dziale PR nie było, ale bez przesady, odczuć tego nie odczuli. Co chwilę czytam w sieci apele o jakiś bojkot konsumencki. Bardziej kompromitują się autorzy tych apeli niż ci, którzy mają być bojkotowani. Bo to nie działa. Co do wpływania na rzeczywistość, to warto jednak podać przykład pozytywny. Mam na myśli protesty przeciwko cenzurze, które doprowadziły do słynnej debaty premiera z blogerami. Po raz pierwszy w historii Polski rząd musiał usiąść do rozmowy z obywatelami, którzy nie palili opon, nie rzucali butelkami i farbą w budynki administracji, ale siłą swojego głosu zmusili rządzących do rozmowy i do wycofania się z podjętych już decyzji. Potem mieliśmy jeszcze sprawę ACTA, ale w moim odczuciu to ta sławna debata organizowana przez Maćka Budzicha z Mediafun była takim kamieniem milowym, który pokazuje, że blogerzy mogą zmieniać rzeczywistość. O ile oczywiście potrafią wyjść ponad poziom darów losu, kryzysików i wzajemnego miziania się po majciochach.

- I na koniec – Kto następny powinien zostać przepytany? :)

Takich kandydatów i kandydatek miałbym sporo, bo mam w głowie kilka takich blogów, które jeszcze nie są w tej czołówce, a zasługują na to, by więcej osób o nich usłyszało. Wiem jednak, że muszę wybrać tylko jedną osobę. Dlatego wybieram Basię, autorkę bloga Chica Mała http://www.chicamala.pl

 

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

Brak komentarzy

Odpowiedz: