Janka Favre prowadzącego bloga Stayfly.pl poznałem (wirtualnie) zanim dowiedziałem się, że prowadzi bloga. Ale kiedy zacząłem czytać nie miałem wątpliwości, że ten młody człowiek ma talent i odniesie sukces. To co go wyróżnia poza wyrazistymi opiniami, to niewątpliwie wielka swoboda z jaką używa języka polskiego.

- Na pytanie ”Po co to robię” odpowiadasz: ”Bo zawsze chciałem zrobić sobie pracę z hobby i ziścić amerykański sen w Polsce. Nie mieć szefa nad sobą, ani sekretarki pod. Jeździć po świecie, poznawać ludzi, chłonąć rzeczywistość i dostawać kasę za to, że żyję, a nie żyć tylko po to, żeby dostawać kasę.” Jak blisko jesteś ziszczenia amerykańskiego snu w Polsce?

Biorąc po uwagę, że od czerwca nie pracuję już na etacie, ale żyję tylko i wyłącznie z bloga, to bardzo blisko, bo realizuję ideę, która sobie założyłem jako nastolatek. Jest super, w zasadzie co tydzień gdzieś wyjeżdżam, albo w związku z akcją na blogu, albo rekreacyjnie. Mogę pisać z każdego miejsca na ziemi, o której godzinie i w jaki dzień mi się zachce i nic nie muszę, jedynie chcę. Jednak to wciąż nie jest ten poziom, żebym mógł polecieć na miesiąc do Kalifornii, czy na Teneryfę. Reasumując, póki co jest jeżdżenie po Polsce, a do jeżdżenia po świecie jeszcze chwila.

- Bloga prowadzisz od 2011 roku. W jaki sposób zmieniłeś się przez te 3 lata?

O to musiałbyś spytać moich przyjaciół, ale nie spodziewam się, żebym się jakoś szczególnie zmienił. Z pewnością jestem bardziej otwarty niż wcześniej na odmienność, w szerokim tego słowa znaczeniu, ze względu na liczbę kompletnie innych ode mnie osób, które poznałem, ale to tyle.

- Co zrobiłbyś gdybyś miał zacząć blogowanie dziś, od zera, mając już 3 letnie doświadczenie, ale nie mając kontaktów z topowymi i mniej topowymi blogerami?

Nie popełniłbym najgłupszego błędu, który robiłem przez pierwszy rok blogowania, czyli nie pisałbym tekstów informacyjnych, tylko wyrażające opinię. Bo do tego właśnie sprowadza się blogowanie, a dopóki nie wyszedł “Bloger” Kominka zupełnie tego nie kumałem. A poza tym, to po prostu skupiałbym się na tworzeniu dobrych treści, czyli nie odtwórczych i wzbudzających emocje.

- Kiedy bloger zaczyna odnosić sukcesy pojawiają się oczywiście hejterzy i zadają pytanie: A na czym Ty się znasz w ogóle? Co Ty na takie pytanie odpowiadasz jeśli w ogóle?

Znam się na opowiadaniu angażujących historii, ale z hejterami nie rozmawiam, bo szkodników się nie karmi, tylko usuwa.

-  Czy jesteś w stanie wskazać taki moment w swoim blogowaniu, kiedy powiedziałeś ”OK, teraz już wiem że się uda”?

Nigdy nie myślałem, że “się uda”, bo to by znaczyło, że przypisuje swoje zasługi losowi i uważam, że decyduje o tym jakaś przypadkowość, ale był moment, w którym stwierdziłem “tak, to co robię ma sens i będę mógł z tego żyć”. To było mniej więcej na przełomie zeszłego roku i obecnego, kiedy dostałem więcej propozycji współpracy, niż chciałem przyjąć. To dało mi poczucie, że jeśli zrezygnuję z pracy, to będę mógł zachować aktualny poziom życia, a w perspektywie kilkunastu miesięcy przebiję go.

- Trafiłeś do rankingu Kominka, w jaki sposób to wpłynęło na Twoje blogowanie, na Ciebie i czy w ogóle cokolwiek to zmieniło?

Gdy trafiłem do “dobrze zapowiadających się” w zeszłym roku, odebrałem to jako duży sukces i czułem wielką satysfakcję. Strasznie się jarałem, że moja praca została doceniona. Kiedy natomiast po raz drugi, czyli w tym roku, znów znalazłem się na liście rezerwowej, byłem załamany. Potraktowałem to jako sporą porażkę, że nie dostałem się nawet do brązowej dziesiątki, na co mocno się nastawiałem. Ego zabolało i chodziłem naburmuszony kilka dni, ale przełożyło się to na jeszcze większe zaangażowanie w bloga i włożenie jeszcze większej ilości pracy w to co robię.

- Podałeś przepis na film, który będzie hitem internetu, a jak według Ciebie wygląda przepis na bloga, który będzie popularny?

Regularność, wyrazistość i oryginalność. W tej kolejności.

- Jesteś młodym człowiekiem wydawałoby się więc, że używanie słów zapożyczonych z angielskiego jest dla Ciebie naturalne. Tymczasem prowadzisz bloga ”Stylożyciowego”, napisałeś tekst w którym przypominasz najbardziej zapomniane słowa w języku polskim, oraz tekst ”Jesteśmy Polakami. Mówmy po polsku”. Naprawdę zapożyczenia tak Ci przeszkadzają?

Moja walka z anglicyzmami wynika z kilku powodów. Przede wszystkim jest moją osobistą formą patriotyzmu i zaznaczania odrębności kulturowej. Nie jestem jakimś nawiedzony antyglobalistą, ale uważam, że język polski jest piękny i naprawdę szkoda by mi było, gdyby zamienił się w jakiś mdły ponglish. Po drugie, zawsze lubiłem zabawy słowem i bazowanie na dwuznacznościach i to w rodzimym wykonaniu. A po trzecie, w ordynarnym używaniu “break” zamiast przerwa, czy “meeting” zamiast spotkanie i obnoszeniu się z tymi korpo-słówkami widzę lekkie pozerstwo i próbę bycia zajebistszym, niż się faktycznie jest.

Napisałeś tekst o filmach Wardęgi, z którym absolutnie się zgadzam. Nie rozumiem co jest śmiesznego albo fajnego w obmacywaniu kobiet ani straszeniu ludzi w parku. A co z blogerami? Gdzie Twoim zdaniem przebiega granica, której bloger przekraczać nie powinien?

Blogosfera jest dużo kulturalniejsza, niż YouTube, bo skupia starsze grono odbiorców, na które nie działają rynsztokowe gagi. A przynajmniej nie tak mocno jak na gimnazjalistów. W związku z czym, blogerzy nie mogą liczyć, że wyskakując w środku nocy przed auto na podmiejskiej drodze w stroju smoka, zdobędą popularność i aplauz czytelników. Jedyna granica jaką postawiłbym blogerom, to publikowanie negatywnych treści na temat konkretnie wskazanych osób trzecich. Jeśli piszesz z imienia i nazwiska, że Twój były to kutas, to przesadziłaś.

- Prowadzenie bloga ma z mojej perspektywy ma pewną wielką zaletę, która może być jednocześnie wadą. Otóż, jeśli nie usuwasz tekstów, możesz łatwo sprawdzić co mądrego lub głupiego napisałeś kilka lat temu. Masz takie teksty, których dziś już byś nie napisał bo np. myślisz o pewnych sprawach inaczej, masz inne poglądy, etc? W komentarzach przyznałeś, że Twój pierwszy tekst na blogu nie jest Twoim ulubionym :)

Nie napisałbym większości tekstów z okresu początku blogowania, ale tylko i wyłącznie dlatego, że wydają mi się strasznie, ale to strasznie nudne i nie katowałbym czytelników takimi sucharami. Jednak nie ma to nic wspólnego z ewolucją poglądów.

- Bardzo często używasz w swoich tekstach porównań i świetnie Ci to wychodzi (w pamięć zapadły mi szczególnie dwa: lepię się jak podłoga po imprezie i nie pokazuj, że jesteś przerażony jak świnia w ubojni). W jednym z tekstów sugerowałeś, że skarbnicą takich porównań są utwory hip hopowe. Co polecisz tym, którzy za hip hopem nie przepadają? Książki, filmy?

3/4 rapu opiera się na porównaniach, zwłaszcza numery z nurtu braggadacio, także jeśli po raz tysięczny chcesz napisać, że coś było “nudne jak but”, to posłuchaj donGURALesko. Powinno pomóc w znalezieniu lepsze zestawienia. Co do innych wytworów kultury, które mogą mieć pozytywny wpływ na operowanie środkami stylistycznymi, to wszystko co pobudza wyobraźnię i pozwala spojrzeć na to, co już znamy z innej perspektywy. Czyli bajki i science-fiction w przypadku filmów i fantasy jeśli chodzi o książki.

- Do 6 lutego 2013 wszystko wskazywało, że lada moment otworzysz drugiego kulinarnego bloga i odniesiesz sukces. Gotujący student to chyba nisza. Dlaczego porzuciłeś cykl ”Grzeczny chłopiec gotuje”? Te przepisy były całkiem niezłe! A na dodatek w ”99 odpowiedzi” zapowiadałeś powrót cyklu.

Skończyłem studia i skończyły mi się parówki. Nie no, z 15 razy chciałem wrócić do cyklu kulinarnego z męską kuchnią, czyli prostymi, szybkimi, ale jednocześnie dobrymi daniami, tyle, że chciałem to zrobić w zajebistej formie, bo tamta wydawała mi się nudna. No i do tej pory, nie wymyśliłem jak zrobić to lepiej, a nie chcę też robić tego na odwal się. Także temat wisi w bliżej nieokreślonym zawieszeniu (czytaj: aż nauczę się kręcić i montować filmy na przyzwoitym poziomie).

- Na koniec muszę zadać Ci bardzo ważne pytanie. Ja już jestem na tyle dorosły, że się nad tym nie zastanawiam, ale Ty jesteś młody, więc pytam ”Co będziesz robił za 5 lat”?;) (wiem, wiem czytałem ten tekst, ale nie mogłem nie zadać tego pytania, rozumiesz :))

Za 5 lat będę rok po skończeniu trzydziestki, także mogą dziać się rzeczy, które się fizjologom nie śniły, ale liczę, że będę mniej więcej w okolicach premiery drugiej książki. Po branżowym poradniku przecierającym szlaki w długich formach, przyszła pora na powieść. Drżę jak Chile w 1960, bo to książka, którą można pokochać od pierwszego rozdziału albo znienawidzić. I autora też. A poza tym, to bez zmian, wychowuję gromadkę dzieci, narzekam na pracę i walczę o pokój na świecie. I lasy równikowe.

Dzięki za rozmowę 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

6 Komentarze

  1. Takich porównań u Janka jest całe mnóstwo. To go bardzo wyróżnia na tle reszty blogerskiej społeczności. W każdym tekście coś takiego fajnego się znajduje. A ja chyba donGURALesko posłucham ;)

  2. Do tego wszystkiego Janek zamiast zadzierać nosa, dzieli się swoim doświadczeniem i obdarza bardzo szerokim zaraźliwym uśmiechem :D Brawo! Oby więcej takich ludzi w blogosferze! :)

Odpowiedz: