Hackerzy zaatakowali Sony (oni mają pecha tak swoja drogą, albo nie wyciągają wniosków) i opublikowali korespondencję pracowników . Okazało się, że część z nich nie darzy przesadną sympatią Angeliny Jolie. Hackerzy jednak na tym nie poprzestali i zażądali odwołania premiery filmu “Interview”, grożąc atakami terrorystycznymi, sugerując powtórkę z 11 września.

Co zrobiło Sony? Sony postanowiło spełnić żądania hackerów. Czyli Sony zrobiło coś, czego żaden rząd nigdy by nie zrobił bo to droga donikąd. A już z pewnością zachęta do kolejnych ataków i wysuwania kolejnych żądań.

Odwołaniu premiery towarzyszyły różne reakcje.

Michael Moore (m.in. Zabawy z bronią, 9/11) nabijał się z sytuacji prosząc hackerów o to, by skoro już rządzą Hollywood sprawili by było mniej komedii romantycznych:

Ben Stiller nie mógł uwierzyć, że Sony w taki sposób odpowiedziało na groźby.

 

No dobrze, ale o co tak w ogóle chodzi? Bo przyznajcie, że trudno uwierzyć, że jakaś grupa hackerów tak bardzo nastraszyła potężne Hollywood. Otóż jak informuje Chip.pl, podobno nie są to tacy pierwsi z brzegu hackerzy z gimnazjum, tylko “(…) wiele poszlak wskazuje na to, że Guardians of Peace to tak naprawdę przykrywka wywiadu Korei Północnej.”. Ponieważ film dotyczy Kim Dzong Una ma to powiedzmy sens. Ale szczerze mówiąc niewielki, choć biorąc pod uwagę sposób myślenia w tej Korei Północnej nie jest to nierealne.

Załóżmy jednak, że to hackerzy z Korei. Co oni musieli znaleźć, że Sony zdecydowało się spełnić żądania? Jak bardzo kompromitujące materiały musiały trafić w ręce włamywaczy? Biorąc pod uwagę decyzję Sony musiały to być materiały mocno kompromitujące, nawet bardzo. A skoro tak, to Michael Moore ma racje, że to włamywacze przejęli władzę przynajmniej nad Sony, no bo kto zabroni im wysunąć kolejne żądania, mając już nawet nie asa, a całą talię asów w rękawie? A propos Michaela Moore’a:

Co prawda nie widzieliśmy jeszcze filmu “Interview”, ale wydaje mi się, że dokument Moore’a miał jednak większy kaliber niż hollywoodzka fabuła.

Sprawą zajmuje się FBI i wkrótce mamy poznać dowody wyjaśniające kto za tym wszystkim stoi.

Wcale nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, że jest to akcja marketingowa, która miała zwrócić uwagę na film. Ja o nim dowiedziałem się dzięki całej aferze, gdyby nie ona prawdopodobnie byłby to jeden z wielu tytułów, na które mógłbym nie zwrócić uwagi. Myślę, że nie jestem w tym odosobniony.

Jak donosi Chip.pl filmem zainteresował się… Paulo Coelho, który chce kupić od wytwórni prawa do filmu i udostępnić go za darmo w internecie. Gdyby tak jeszcze dorzucił do dialogów kilka swoich złotych myśli, sam Kin Dzong Un byłby zadziwiony bystrością swojego umysłu i głębią przemyśleń.

Film prędzej czy później i tak zobaczymy. Nawet bez pomocy Paulo Coelho. Co jeden hacker powstrzymał, inny wrzuci na Torrenty.

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: