Kiedy w 2001 roku panowie z Budki Suflera przybyli na swój pierwszy czat internetowy, który miał odbyć się w dowodzonym przeze mnie serwisie Muzyka.yoyo.pl wyglądali na przynajmniej mocno zainteresowanych nowymi technologiami. Dziś okazuje się, że “ludzie kultury zostali ograbieni przez internet”. Problem polega na to, że to nie do końca prawda. 

Krzysztof Cugowski i Romuald Lipko udzielili wywiadu dziennikarzowi Gazety Wyborczej. Opowiadają o swoich początkach, muzycznych inspiracjach, tworzeniu muzyki i wzajemnych relacjach. Aż w pewnym momencie dziennikarz zadaje pytanie:

Co czuje człowiek, który dowiaduje się, że jego album “Nic nie boli tak jak życie” kupił co czterdziesty Polak?”

Pytanie z gatunku tych, które podkreślają wielki sukces artysty. Pytanie, które powinno wywołać raczej pozytywne emocje. Tymczasem odpowiedź artystów brzmi:

K.C.: - To był ostatni łabędzi śpiew polskiej fonografii, ponieważ już dwa lata później płyta, która teoretycznie mogła osiągnąć podobny wynik komercyjny, sprzedała się tylko w 300 tysiącach egzemplarzy [“Bal wszystkich świętych” – red.]. A później było już tylko gorzej. Doszliśmy do czasów, w których złotą płytę dostaje się za 15 tys. sprzedanych egzemplarzy (śmiech), więc krążkiem “Nic nie boli tak jak życie” mamy rekord, który chyba już nigdy przez nikogo nie zostanie pobity. Jeszcze na przełomie wieków sprzedawano pirackie płyty na stadionach, ale skończyło się to wszystko w momencie, gdy pojawił się internet.

R.L.: – 15 lat temu nikt nie wiedział, że na całym świecie ludzie kultury, którzy swoją myślą utrzymują świat, zostaną ograbieni przez internet, czyli przez cudo techniki. Generalnie żyjemy w czasach, w których zrezygnowano z płacenia ludziom za ich umiejętności i dobra intelektualne, jakie w nich goszczą. To jest ogłupiały świat, ponieważ zjada własny ogon. Do niczego to nie prowadzi. Skoro bez konsekwencji mogę okraść pana, a pan mnie, to my przestajemy siebie szanować.

Konkret, prawda?

Przyszedł zły internet i wszystko zepsuł, nic nie jest już takie jak było ludzie nie przegrywają już muzyki z kasety na kasetę, nawet nie kupują piratów na stadionie tylko ściągają pliki.

Tymczasem Związek Producentów Audio Video publikuje na swojej stronie  taki oto raport:

- Przychody z usług streamingowych i abonamentowych wzrosły o 51,3%, po raz pierwszy przekraczając próg 1 miliarda dolarów.

- W Europie sprzedaż muzyki wzrosła po raz pierwszy od 12 lat.

- Światowe przychody ze sprzedaży muzyki spadły w 2013 roku o 3,9% i wyniosły 15 miliardów dolarów, wpływ na to miał gwałtowny spadek na rynku japońskim o 16,7%.

- W Polsce wartość rynku muzyki cyfrowej wzrosła w stosunku do 2012 roku o prawie 45% i wyniosła 33,3 mln zł, co stanowi 15% całego rynku.

Ja wiem, kiedyś było inaczej. Ludzie kupowali więcej, częściej, drożej i w ogóle było eldorado. O powodach dlaczego jest dziś inaczej pisałem w tekście ”Przyszłość widzę cyfrową”. Nie twierdzę naturalnie, że ludzie nie kradną muzyki przez internet, oczywiście robią to regularnie. Kiedyś – co wspomina Krzysztof Cugowski – kupowali pirackie płyty np. na Stadionie Dziesięciolecia (dziś jest tam Stadion Narodowy). Pamiętam (bo robiłem relację z tego wydarzenia dla CGM.pl) happening zorganizowany przez Pawła Konnaka i Krzysztofa Skibę na wspomnianym stadionie. Panowie chcieli, żeby piraci podzielili się zyskiem z twórcami, oczywiście zrobili to w swoim stylu. W efekcie interweniowała ochrona, której niespecjalnie podobały się… kamery telewizyjne.

Pamiętam też czasy kiedy z leżaka na ulicy można było kupić kasetę dowolnego zespołu.

Ten proceder trwa od dawna, zmienia się tylko forma i prawdopodobnie skala.

Zmieniają się też artyści (jedni na lepsze inni na gorsze), zmienia się muzyka (tak jak i artyści, raz jest lepiej raz gorzej) i sposób jej konsumpcji. Nie zmienia się natomiast jedno.

Odkąd pamiętam (czyli przynajmniej od 1995 roku) zarówno artyści jak i wydawcy narzekają na coraz gorszą sytuację na rynku – na mniej sprzedanych płyt, na mniej koncertów, niższe stawki za koncerty i mniejszą na nich frekwencję. Robili to na długo przed wielka popularnością formatu mp3, robią to i dziś. Co ciekawe sporo artystów narzekało na to, że ludzie kupują coraz mnie legalnych płyt nawet w momencie kiedy Budka Suflera sprzedawała rekordową liczbę egzemplarzy albumu “Nic nie boli tak jak życie”.

Oczywiście piractwo jest problemem i z pewnością uderza w legalny biznes i artystów. Ale wskazywanie Internetu jako głównego winnego sytuacji na rynku fonograficznym jest dużą przesadą. Krzysztof Cugowski mówiąc, że “Bal wszystkich świętych” sprzedał się tylko w 300 tysiącach egzemplarzy, a mógł osiągnąć nakład jak album wcześniejszy – uprawia myślenie życzeniowe. Oczywiście, można niepowodzenie biznesowe zrzucić na czynnik zewnętrzny. No nie wyszło bo internet, gdyby nie internet to poszłoby ze 2 miliony.

A może to jednak nie o internet chodzi? Może większość z tych, którzy kupili ”Nic nie boli tak jak życie” uznali kolejny album za słabszy i nie chcieli go kupować, bo po prostu podobał im się mniej i ich zdaniem zawierał mniej przebojowy materiał? Czy taki scenariusz naprawdę nie jest możliwy?

Na koniec wskazówka głownie dla wydawców, którzy również w internecie widząc źródło swoich problemów. Pewien internauta napisał na forum 4Chan, że ma problemy z piracką wersją Wiedźmina. Szukał rozwiązania swojego problemu. Otrzymał bardzo dużo odpowiedzi, choć z pewnością nie tego oczekiwał. Za to wydawcy Wiedźmina mogli być zadowoleni.

Użytkownicy 4Chan udzieli biznesowi wydawniczemu kilku cennych rad, warto przemyśleć zamiast szukać winy ciągle w Internecie.

 

Marek Molicki, od 1998 roku związany z branżą online. Regional Manager w Gemius SA, właściciel Popkultury, w ramach której doradza firmom które chcą osiągnąć sukces w Internecie. W przeszłości zarządzał m.in. Kultura.yoyo.pl, CGM.pl, Chip.pl oraz odpowiadał za działania online w firmach Cenega i CDP.pl (ex CD Projekt) Więcej o autorze

PODOBNE ARTYKUŁY

Brak komentarzy

Odpowiedz: